16.01.2025, 16:07 ✶
Basilius uśmiechnął się nieznacznie do Puchonki, słysząc jak przydzielono im kolejne punkty, ale w duchu zaczął się bardzo poważnie zastanawiać, czy Kettleburn przypadkiem nie szalał tak z ich rozdawaniem dlatego, że nikt inny się nie zgłaszał, a on powoli tracił wiarę w przyszłość magizoologii. Chociaż nie... To chyba nie mogło być to. Kettleburn, i mówił to z całym szacunkiem do nauczyciela, nie był raczej osobą, która wydawała się przejmować jakkolwiek długofalowymi, negatywnymi konsekwencjami czegokolwiek. Dlatego pewnie jeszcze chwila i zaraz dokona jakiejś inflacji punktów. Nie że narzekał. Chciał, aby jego dom wygrał, a Kettleburn najwyraźniej po prostu cieszył się, że ktoś odpowiada na jego pytania.
A potem profesor zaczął demonstrować jak wyczyścić ognistego kraba i Basilius nie tylko zaczął zastanawiać się, czy któryś z uczniów zostanie podpalony, ale i czy całe błonia nie pójdą z dymem. Zginął myjąc ognistego kraba. Nie palił się długo. Cudowne epitafium. Robił w skupieniu notatki, jednocześnie przyglądając się z uwagą poczynaniom profesora, aż ten nie zapytał, czy ktoś nie chciałby zająć się drugą częścią skorupy. Zapadło milczenie.
Basilius zawahał się. Z jednej strony, wiedział że jeśli mogło to być na egzaminie, to pewnie warto byłoby to jakoś przećwiczyć, najlepiej w teoretycznie bezpiecznych warunkach. Z drugiej strony, był przecież absolutnie beznadziejny jeśli chodziło o jakikolwiek ruch i trochę obawiał się sytuacji, w której musiałby szybko odskoczyć przed ogniem.
– Jak widzicie nie jest to trudne. No dalej. Ktoś? A może tak ku korzyści własnego domu – zachęcał profesor z uśmiechem na ustach.
Basilius przeniósł spojrzenie na Reginę, aby wywnioskować, czy uczennicą paliła się do zgłoszenia, czy też wręcz przeciwienie, absolutnie nie chciała tego robić. Najgorsze było, że Kettleburn był przecież dzisiaj nimi zachwycony, więc szanse na wzięcie ich "do tablicy" wzrastały, ale młody Prewett uznał, że jeśli zobaczy niechęć na twarzy Rowle, a oczy profesora nieco za długo zawisną na nich, Basilius po prostu uda, że się źle czuł i poprosi Puchonkę, aby mu pomogła w dotarciu do dormitorium. Nauczyciele wiedzieli w końcu o jego przypadłości, więc nie powinni robić problemów, zwłaszcza że nie nadużywał nigdy tej sytuacji. Myślał o nadużywaniu, ale nie nadużywał.
Profesor natomiast dalej czekał. Nikt się wciąż nie zgłaszał. I to by było tyle z Gryfonów. Niby tacy odważni i pewni siebie, ale jak przyszlonco do czego i trzeba było zgłosić się do unikania poparzeń to nagle nikt nie był chętny. Przyszłości magipolicji. Akurat.
A potem profesor zaczął demonstrować jak wyczyścić ognistego kraba i Basilius nie tylko zaczął zastanawiać się, czy któryś z uczniów zostanie podpalony, ale i czy całe błonia nie pójdą z dymem. Zginął myjąc ognistego kraba. Nie palił się długo. Cudowne epitafium. Robił w skupieniu notatki, jednocześnie przyglądając się z uwagą poczynaniom profesora, aż ten nie zapytał, czy ktoś nie chciałby zająć się drugą częścią skorupy. Zapadło milczenie.
Basilius zawahał się. Z jednej strony, wiedział że jeśli mogło to być na egzaminie, to pewnie warto byłoby to jakoś przećwiczyć, najlepiej w teoretycznie bezpiecznych warunkach. Z drugiej strony, był przecież absolutnie beznadziejny jeśli chodziło o jakikolwiek ruch i trochę obawiał się sytuacji, w której musiałby szybko odskoczyć przed ogniem.
– Jak widzicie nie jest to trudne. No dalej. Ktoś? A może tak ku korzyści własnego domu – zachęcał profesor z uśmiechem na ustach.
Basilius przeniósł spojrzenie na Reginę, aby wywnioskować, czy uczennicą paliła się do zgłoszenia, czy też wręcz przeciwienie, absolutnie nie chciała tego robić. Najgorsze było, że Kettleburn był przecież dzisiaj nimi zachwycony, więc szanse na wzięcie ich "do tablicy" wzrastały, ale młody Prewett uznał, że jeśli zobaczy niechęć na twarzy Rowle, a oczy profesora nieco za długo zawisną na nich, Basilius po prostu uda, że się źle czuł i poprosi Puchonkę, aby mu pomogła w dotarciu do dormitorium. Nauczyciele wiedzieli w końcu o jego przypadłości, więc nie powinni robić problemów, zwłaszcza że nie nadużywał nigdy tej sytuacji. Myślał o nadużywaniu, ale nie nadużywał.
Profesor natomiast dalej czekał. Nikt się wciąż nie zgłaszał. I to by było tyle z Gryfonów. Niby tacy odważni i pewni siebie, ale jak przyszlonco do czego i trzeba było zgłosić się do unikania poparzeń to nagle nikt nie był chętny. Przyszłości magipolicji. Akurat.