17.01.2025, 05:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.01.2025, 14:01 przez Theo Kelly.)
Theo jak na młodego czarodzieja przystało był przecież zapalonym fanem teatru. No może nie do końca, jednak wychowywanie się w otoczeniu takich postaci jak Anthony, Jonathana, Morpheus i przede wszystkim Charlotte sprawiało, że doceniał nieco więcej niż zwykłe rozrywki młodzieży. Wbrew pozorom to o wiele chętniej spędzałby czas w operze i teatrze niż na widowni stadionu quidditcha. Nie rozumiał fenomenu sportu, gdzie oglądał się jak siedem postaci latało w powietrzu, a na dodatek nigdy nie było wiadomo kogo obserwować i zawsze traciło się część całego widowiska.
Za to na deskach teatru zawsze było wiadomo gdzie patrzeć, widz wiedziony jakby niewidzialną ręką narratora mógł śledzić historię od początku do końca, bez bycia rozpraszanym i zmuszanym do patrzenia w inne miejsca na poboczne wydarzenia.
Zapewne jeszcze bardziej by się cieszył, gdyby mógł dzielić te przyjemność z kim innym i potem podzielić się wrażeniami. Ale wszyscy w ostatniej chwili stwierdzili, że nie mogą iść. Cóż nie był z tego zadowolony, ale przecież nie mógł oczekiwać, że inni będą rzucać to co robią, wszelkie inne obowiązki, żeby spędzać z nim swój czas. Mogliby, ale przecież ich nie przymusi, nie był despotą i musiał samodzielnie zrobić niespodziankę Shafiq'owi.
Zapiął guziki marynarki, którą miał na sobie, oczywiście dopasowaną do spodni i krwatu - w tej samej odcieni czerni. Jedyny kontrast tworzyła biała koszula. Zdecydowanie wolał swoje koszulki z różnymi nadrukami, albo swetry, ale nie miał problemy, żeby od czasu do czasu się wystroić.
Uniósł spojrzenie na mały tłum, który jak i on podążał do wyjścia i aż zamarł. Był bardzo niezadowolony z faktu, że nie mógł go znaleźć podczas pierwszej przerwy, po prawdzie to już zaczynał się zastanawiać czy faktycznie Anthony pojawił się na przedstawieniu - loża była pusta, ale słyszał, że pojawił się na przedstawieniu. Czyżby jednak wyszedł w trakcie pierwszego aktu? Może pilne wezwanie do Ministerstwa zmusiło go do przedwczesnego opuszczenia teatru.
- Tu jesteś! Już myślałem, że nie zniknąłeś do Ministerstwa - odezwał się wesoło stając w pobliżu mężczyzny, który w półmroku był dla niego wujkiem Anthonym. Wyglądali identycznie, a przynajmniej w tymchoć nie wiedział, że to jedynie efekt braku odpowiedniego oświetlenia. W świetle dziennym zapewne nabrałby podejrzeń co do osoby, do której się zwrócił, ale z drugiej strony nie spotkałby go za dnia na ulicy.
Za to na deskach teatru zawsze było wiadomo gdzie patrzeć, widz wiedziony jakby niewidzialną ręką narratora mógł śledzić historię od początku do końca, bez bycia rozpraszanym i zmuszanym do patrzenia w inne miejsca na poboczne wydarzenia.
Zapewne jeszcze bardziej by się cieszył, gdyby mógł dzielić te przyjemność z kim innym i potem podzielić się wrażeniami. Ale wszyscy w ostatniej chwili stwierdzili, że nie mogą iść. Cóż nie był z tego zadowolony, ale przecież nie mógł oczekiwać, że inni będą rzucać to co robią, wszelkie inne obowiązki, żeby spędzać z nim swój czas. Mogliby, ale przecież ich nie przymusi, nie był despotą i musiał samodzielnie zrobić niespodziankę Shafiq'owi.
Zapiął guziki marynarki, którą miał na sobie, oczywiście dopasowaną do spodni i krwatu - w tej samej odcieni czerni. Jedyny kontrast tworzyła biała koszula. Zdecydowanie wolał swoje koszulki z różnymi nadrukami, albo swetry, ale nie miał problemy, żeby od czasu do czasu się wystroić.
Uniósł spojrzenie na mały tłum, który jak i on podążał do wyjścia i aż zamarł. Był bardzo niezadowolony z faktu, że nie mógł go znaleźć podczas pierwszej przerwy, po prawdzie to już zaczynał się zastanawiać czy faktycznie Anthony pojawił się na przedstawieniu - loża była pusta, ale słyszał, że pojawił się na przedstawieniu. Czyżby jednak wyszedł w trakcie pierwszego aktu? Może pilne wezwanie do Ministerstwa zmusiło go do przedwczesnego opuszczenia teatru.
- Tu jesteś! Już myślałem, że nie zniknąłeś do Ministerstwa - odezwał się wesoło stając w pobliżu mężczyzny, który w półmroku był dla niego wujkiem Anthonym. Wyglądali identycznie, a przynajmniej w tymchoć nie wiedział, że to jedynie efekt braku odpowiedniego oświetlenia. W świetle dziennym zapewne nabrałby podejrzeń co do osoby, do której się zwrócił, ale z drugiej strony nie spotkałby go za dnia na ulicy.