17.01.2025, 17:54 ✶
Brenna… może nie spodziewała się, że spotka kogoś poza handlarzem, ale zawsze zakładała, że możliwe jest pojawienie się jakiegoś sąsiada, klienta albo współpracownika. Zdecydowanie nie oczekiwała jednak, że wpadnie tutaj na kogoś znajomego, a już na pewno nie na Reginę. Kiwnęła głową na jej zapewnienia, że nie przestraszyła Rowle – może i prawda, chociaż chyba ją trochę tym nagłym wyskoczeniem spośród krzaków zaskoczyła – a potem w milczeniu patrzyła tylko wyczekująco, gdy ta wykluczyła opcję ze znajomym z interesami.
Co w takim razie robiła w pobliżu Zakazanego Lasu? Trafiła tutaj przypadkiem? Brenna, chociaż naprawdę próbowała nie ulegać tej swojej narastającej paranoi, nie mogła nie być trochę podejrzliwa.
Złapała nagle za ramię w pierwszej chwili odruchowo chciała je wyszarpnąć. Trzask od strony domu sprawił jednak, że pozwoliła Reginie pociągnąć się ku murkowi, i też przylgnęła do niego, zamierając, i nasłuchując dźwięków. Trwała tak przez długą chwilę, zupełnie nieruchoma, wręcz wstrzymując oddech: i dopiero potem wychyliła się ostrożnie.
Nikogo nie było.
Brenna znów przylgnęła plecami do kamienia, przetwarzając słowa wypowiedziane przez Reginę. A potem jeszcze przez parę sekund zachowała ciszę, nietypową dla siebie, rozważając, co powiedzieć i analizując dostępne scenariusze.
– Parę tygodni temu dorwałyśmy z jedną aurorką kłusowników, którzy usiłowali złapać kilka jednorożców. Chcieli sprzedać ich krew. Obie chyba wiemy, że takiej nie kupują porządni czarodzieje. Męty i… śmierciożercy – mruknęła Brenna. Biuro Aurorów tamtych czarnoksiężników miało w garści, ale siatka była szeroka, a Brenna z ramienia Brygady niby skupiała się głównie na tym aspekcie nielegalnych sprzedaży i polowań, miała jednak wrażenie, że w przypadku pana z Hogsmeade może się to znowu zazębić. – Zakładam, że rogów i ogonów też nie marnowali. A ten tutaj… ma różne, podejrzane znajomości – dokończyła. Mówiła niegłośno, szeptem niemal: znajdowały się na przestrzeni, gdzie głośniejszy głos dałoby się łatwo usłyszeć.
– Miałam zamiar poobserwować, a potem z moim partnerem podejść do drzwi i zadać parę niewygodnych pytań – przyznała, po czym uniosła lekko głowę i posłała Reginie uśmiech. – Ale może jednak chciałabyś podejść do drzwi i spytać o róg jednorożca?
Ją mężczyzna mógłby łatwo rozpoznać, podejrzewała, że zna mniej więcej twarze Brygadzistów. Jeśli był choć trochę rozsądny, znał je na pewno. Brenna mogła zmienić swoje rysy, ale w pracy nie przyznawała się do tej umiejętności, gdy musiała jej użyć twierdząc, że polega na eliksirach.
Regina to co innego.
Oczywiście, było to postępowanie odrobinę naruszające regulamin, ale przecież to nie tak, że Brenna wmieszała celowo cywila w sprawę: cywil sam był na miejscu, zainteresował się sprawą ze względu na obywatelski obowiązek, ona będzie przypadkiem obok, jak ten po prostu zada parę pytań. Nic więcej. Przecież nie mogła zabronić Rowle zapukania do czyichś drzwi. Dopiero gdyby faktycznie k u p i ł a coś od kupca, to byłoby nielegalne, za to gdyby ten przyznał, że ma takie nielegalne substancje w swoim domku...
Co w takim razie robiła w pobliżu Zakazanego Lasu? Trafiła tutaj przypadkiem? Brenna, chociaż naprawdę próbowała nie ulegać tej swojej narastającej paranoi, nie mogła nie być trochę podejrzliwa.
Złapała nagle za ramię w pierwszej chwili odruchowo chciała je wyszarpnąć. Trzask od strony domu sprawił jednak, że pozwoliła Reginie pociągnąć się ku murkowi, i też przylgnęła do niego, zamierając, i nasłuchując dźwięków. Trwała tak przez długą chwilę, zupełnie nieruchoma, wręcz wstrzymując oddech: i dopiero potem wychyliła się ostrożnie.
Nikogo nie było.
Brenna znów przylgnęła plecami do kamienia, przetwarzając słowa wypowiedziane przez Reginę. A potem jeszcze przez parę sekund zachowała ciszę, nietypową dla siebie, rozważając, co powiedzieć i analizując dostępne scenariusze.
– Parę tygodni temu dorwałyśmy z jedną aurorką kłusowników, którzy usiłowali złapać kilka jednorożców. Chcieli sprzedać ich krew. Obie chyba wiemy, że takiej nie kupują porządni czarodzieje. Męty i… śmierciożercy – mruknęła Brenna. Biuro Aurorów tamtych czarnoksiężników miało w garści, ale siatka była szeroka, a Brenna z ramienia Brygady niby skupiała się głównie na tym aspekcie nielegalnych sprzedaży i polowań, miała jednak wrażenie, że w przypadku pana z Hogsmeade może się to znowu zazębić. – Zakładam, że rogów i ogonów też nie marnowali. A ten tutaj… ma różne, podejrzane znajomości – dokończyła. Mówiła niegłośno, szeptem niemal: znajdowały się na przestrzeni, gdzie głośniejszy głos dałoby się łatwo usłyszeć.
– Miałam zamiar poobserwować, a potem z moim partnerem podejść do drzwi i zadać parę niewygodnych pytań – przyznała, po czym uniosła lekko głowę i posłała Reginie uśmiech. – Ale może jednak chciałabyś podejść do drzwi i spytać o róg jednorożca?
Ją mężczyzna mógłby łatwo rozpoznać, podejrzewała, że zna mniej więcej twarze Brygadzistów. Jeśli był choć trochę rozsądny, znał je na pewno. Brenna mogła zmienić swoje rysy, ale w pracy nie przyznawała się do tej umiejętności, gdy musiała jej użyć twierdząc, że polega na eliksirach.
Regina to co innego.
Oczywiście, było to postępowanie odrobinę naruszające regulamin, ale przecież to nie tak, że Brenna wmieszała celowo cywila w sprawę: cywil sam był na miejscu, zainteresował się sprawą ze względu na obywatelski obowiązek, ona będzie przypadkiem obok, jak ten po prostu zada parę pytań. Nic więcej. Przecież nie mogła zabronić Rowle zapukania do czyichś drzwi. Dopiero gdyby faktycznie k u p i ł a coś od kupca, to byłoby nielegalne, za to gdyby ten przyznał, że ma takie nielegalne substancje w swoim domku...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.