17.01.2025, 20:44 ✶
– Och... mogłabyś? To byłoby wspaniale, nie tylko dla mnie ale też mojej ptaszarni. Ptolemeusz jest... trudny. Wiem, że Pedro regularnie organizował mu polowania, żeby... z tego co zrozumiałem - mu się nie nudziło. – Mina Anthony'ego wskazywała, że absolutnie nie wie jak mogłoby się nudzić ptaku, ale najważniejszy był fakt, że Ptolemeusz nie stanowił zagrożenia dla sów w ptaszarniach do których mężczyzna w pewnym sensie kierował swoje wiadomości. Zazwyczaj. – W zimie oczywiście nie będzie latał, ale tym bardziej w zimie będzie potrzebował opieki. Mam całą wolierę dla niego i pozostałych na tyłach rezydencji w Little Hangleton. Zdaje się, że nigdy tam nie byłaś, ale umówimy się w przyszłym tygodniu, teleportujemy się na miejsce, pokaże Ci miejsce, gdzie najwygodniej będzie Ci skakać. – Shafiq lubił mówić o teleportacji jako o skokach. Tylko takich bardzo, bardzo dalekich. – Cóż, pomijając fakt że został zatrzymany z powodu złamania zakazu wchodzenia do Lasu... W Kniei czają się obecnie straszliwe stworzenia. Jest obecnie w Lecznicy Dusz, bardzo rozchwiany ale obecność Pedra go uspokaja. Nie znam detali, bo nie było mnie w tym czasie w kraju, ale Beltane skończyło się tragicznie. Niestety po zmasowanym ataku osobników nazywających się śmierciożercami, las został w pewien sposób skażony, a z wyrwy wychynęły straszliwe upiory pozbawiające lat życia. Tak słyszałem przynajmniej, nie wiem czy czegoś nie pomieszałem szczerze mówiąc... – Przyznał zmartwiony wzdychając ciężko. – Działam jak mogę w zakresie moich możliwości. Umowa z Kambodżą uzupełni zapasy leków, zabezpieczy przed utratą sojuszników, mam nadzieję, że nastąpi jakiś przełom... w końcu, ale to inny Departament. – uśmiechnął się w jej stronę przepraszająco. Ministerstwo było opieszałe, Ministerstwo ślamazarzyło się i nie znalazło winnych. Ale on za to nie odpowiadał. On nosił inny krzyż na swoich barkach, a za oportunistyczną postawę z początku konfliktu przyszło mu teraz płacić.
Przejście do rozmów o polityce było oczywiste, jej czujne migdałowe oczy przeszywały go, jakby był włamywaczem na smoczej fermie. Udźwignął to jednak, nie był to pierwszy i nie ostatni raz gdy prowadził tego typu rozmowy, a też ostatecznie była to rozmowa prywatna, a nie publiczna. Z drugiej strony Rowle... nazwisko zobowiązywało, czyż nie?
– To nie poglądy są problemem moja droga. Problem jest wtedy, kiedy ktoś podlewa je oliwą i podpala, zachęcając radykałów do wyjścia na ulice. Problemem są fundamentaliści, którzy burzą zastany porządek, myśląc, że ich pomysł na konstrukcję społeczeństwa jest lepszy. Tak jak ja bym wszystkim nakazywał wielbić smoki i zarządzał masową eksterminację testrali, tylko dlatego, że nie wyglądają dostatecznie godnie. – Prychnął zmęczony. Jeszcze kilka lat temu nie powiedziałby tego głośno, ale był zmęczony ostatnimi tygodniami, też wyjazdem, na którym musiał trzymać fason bez przerwy przez ponad trzy doby, by nie dać się wciągnąć w rodzinne gierki. Jeszcze kilka lat temu sam naśmiewał się z promugolskich ruchów, przyklaskując radykalizującym się znajomym. Nie przypuszczał, nie mógł wiedzieć do czego to doprowadzi. A może mógł? Może nie chciał tego dostrzec? Ciężar odpowiedzialności dociążył jego barki, a on nagle zaczął wyglądać na kilka lat starszego. – Każdy może mieć poglądy, z perspektywy chłodnej kalkulacji, z perspektywy pracodawcy, jakim jest państwo: lepiej pracują Ci, którzy nie są zastraszani. A ten koszmar tylko wezbrał na sile, gdy Ciebie nie było – przyznał z żalem, dopijając herbatę.
Przejście do rozmów o polityce było oczywiste, jej czujne migdałowe oczy przeszywały go, jakby był włamywaczem na smoczej fermie. Udźwignął to jednak, nie był to pierwszy i nie ostatni raz gdy prowadził tego typu rozmowy, a też ostatecznie była to rozmowa prywatna, a nie publiczna. Z drugiej strony Rowle... nazwisko zobowiązywało, czyż nie?
– To nie poglądy są problemem moja droga. Problem jest wtedy, kiedy ktoś podlewa je oliwą i podpala, zachęcając radykałów do wyjścia na ulice. Problemem są fundamentaliści, którzy burzą zastany porządek, myśląc, że ich pomysł na konstrukcję społeczeństwa jest lepszy. Tak jak ja bym wszystkim nakazywał wielbić smoki i zarządzał masową eksterminację testrali, tylko dlatego, że nie wyglądają dostatecznie godnie. – Prychnął zmęczony. Jeszcze kilka lat temu nie powiedziałby tego głośno, ale był zmęczony ostatnimi tygodniami, też wyjazdem, na którym musiał trzymać fason bez przerwy przez ponad trzy doby, by nie dać się wciągnąć w rodzinne gierki. Jeszcze kilka lat temu sam naśmiewał się z promugolskich ruchów, przyklaskując radykalizującym się znajomym. Nie przypuszczał, nie mógł wiedzieć do czego to doprowadzi. A może mógł? Może nie chciał tego dostrzec? Ciężar odpowiedzialności dociążył jego barki, a on nagle zaczął wyglądać na kilka lat starszego. – Każdy może mieć poglądy, z perspektywy chłodnej kalkulacji, z perspektywy pracodawcy, jakim jest państwo: lepiej pracują Ci, którzy nie są zastraszani. A ten koszmar tylko wezbrał na sile, gdy Ciebie nie było – przyznał z żalem, dopijając herbatę.