27.01.2023, 22:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 22:40 przez Castiel Flint.)
Nora wcale go nie rozproszyła. Przecież był już zakochany w zupełnie innej osobie. Ba, w mężczyźnie, w najlepszym przyjacielu tejże wspomnianej Nory. Może ona wie, że on to Castiel? Czy Fergus wypaplał jej kto doprowadził jego rękę do stanu niemalże amputacyjnego? Może kobieta się na nim mści, postanawia go zabić poprzez rzucanie klątwy samym spojrzeniem, pozornie niegroźnymi słowami...? Przecież niespełna miesiąc temu wspominał Brennie, że ma nudne życie. Spotkał Fergusa i wszystko okazało się kłamstwem. Co chwila coś się mu przytrafia i to zazwyczaj ktoś obok cierpi. Może nadchodzi ten moment kiedy powinien przeprowadzić na sobie diagnostykę pod kątem wykrywania klątwy...
Teraz nie było na to czasu. Usłyszał swój i Juliena krzyk "Uważaj!" choć ten Castiela był urwany po kontakcie drewnianej nogi z jego czołem. Kilka sekund później usłyszał wybuch, jakby coś pękło. Poczuł na skórze kilkanaście drobnych ukłuć a chwilę potem coś w niego z impetem wpadło. To Julien wziął sobie do serca transmutowanie się w żywą tarczę. Obaj spadli na ziemię, ale to Castiel zarył plecami w tą miękką trawę. Zwracał honor butom Nory - trawa nie była tak miękka jak myślał bo jednak upadanie na nią z pozycji stojącej wiązało się z solidnym wstrząsem mięśni. Stęknął kiedy ciężar Juliena, stołu i całego tego gruzu opadł mu na klatkę piersiową, zabierając mu z płuc cały zapas powietrza. Głowa bolała go ze wszystkich stron - z przodu od drewnianej nogi i potylica po przytuleniu się do ziemi. Jeszcze ten łokieć Juliena na wysokości żeber i coś, co przygniatało im nogi.
- Na brodę Merlina... - wysapał.- ... bohaterze. -zaśmiał się głucho tuż przy jego twarzy, ledwo co na ostatnim tchu ale za to zakurzona buzia się wyszczerzyła z rozbawienia zmieszanego z bólem.
- Weź żyj... - poprosił bo to drugi raz jak ktoś przy nim zostaje poturbowany przez jego pośrednie działanie magiczne. Odchylił głowę, układając ją odrobinę wygodniej. Nie miał sił się podnieść, nie dałby rady bo byli przygnieceni. Z oddali usłyszał kilka głosów, w tym charakterystyczny Brenny. Przeklął coś w stylu "znów mnie ratuje, ona mnie zabije" co mógł usłyszeć tylko Julien skoro miał jego twarz tuż obok swojej.
- O, cześć Bren. Miło cię widzieć. - tak, uderzył się mocno w głowę skoro tak pogodnie powitał swoją ulubioną koleżankę.
- A, nie wiem, nie sprawdzałem jeszcze czy jesteśmy cali. Chyba zgubiłem żebro. - oznajmił lekko nieprzytomnie i próbował się poruszyć ale to tylko zsunęło trochę gruzu w stronę ich twarzy. Rozkasłał się, wpędzając leżącego na nim Juliena w turbulencje.
- Wybacz. - wydusił z siebie i odsunął twarz w stronę swojego rękawa, tam dławiąc krztuszenie się pyłem i gruzem. Wszystko go bolało ale dziwnym trafem nie popsuło mu to humoru... wręcz przeciwnie!
Teraz nie było na to czasu. Usłyszał swój i Juliena krzyk "Uważaj!" choć ten Castiela był urwany po kontakcie drewnianej nogi z jego czołem. Kilka sekund później usłyszał wybuch, jakby coś pękło. Poczuł na skórze kilkanaście drobnych ukłuć a chwilę potem coś w niego z impetem wpadło. To Julien wziął sobie do serca transmutowanie się w żywą tarczę. Obaj spadli na ziemię, ale to Castiel zarył plecami w tą miękką trawę. Zwracał honor butom Nory - trawa nie była tak miękka jak myślał bo jednak upadanie na nią z pozycji stojącej wiązało się z solidnym wstrząsem mięśni. Stęknął kiedy ciężar Juliena, stołu i całego tego gruzu opadł mu na klatkę piersiową, zabierając mu z płuc cały zapas powietrza. Głowa bolała go ze wszystkich stron - z przodu od drewnianej nogi i potylica po przytuleniu się do ziemi. Jeszcze ten łokieć Juliena na wysokości żeber i coś, co przygniatało im nogi.
- Na brodę Merlina... - wysapał.- ... bohaterze. -zaśmiał się głucho tuż przy jego twarzy, ledwo co na ostatnim tchu ale za to zakurzona buzia się wyszczerzyła z rozbawienia zmieszanego z bólem.
- Weź żyj... - poprosił bo to drugi raz jak ktoś przy nim zostaje poturbowany przez jego pośrednie działanie magiczne. Odchylił głowę, układając ją odrobinę wygodniej. Nie miał sił się podnieść, nie dałby rady bo byli przygnieceni. Z oddali usłyszał kilka głosów, w tym charakterystyczny Brenny. Przeklął coś w stylu "znów mnie ratuje, ona mnie zabije" co mógł usłyszeć tylko Julien skoro miał jego twarz tuż obok swojej.
- O, cześć Bren. Miło cię widzieć. - tak, uderzył się mocno w głowę skoro tak pogodnie powitał swoją ulubioną koleżankę.
- A, nie wiem, nie sprawdzałem jeszcze czy jesteśmy cali. Chyba zgubiłem żebro. - oznajmił lekko nieprzytomnie i próbował się poruszyć ale to tylko zsunęło trochę gruzu w stronę ich twarzy. Rozkasłał się, wpędzając leżącego na nim Juliena w turbulencje.
- Wybacz. - wydusił z siebie i odsunął twarz w stronę swojego rękawa, tam dławiąc krztuszenie się pyłem i gruzem. Wszystko go bolało ale dziwnym trafem nie popsuło mu to humoru... wręcz przeciwnie!