18.01.2025, 16:10 ✶
I już, już Basilius kierował dłoń w stronę swojego nosa, zastanawiając się jak najlepiej będzie zasymulować krwotok, tak aby jednocześnie nie wyszło na to, że po prostu próbował uniknąć zostania wywołanym do pomocy w czyszczeniu ognistego kraba, kiedy nagle... Nie, że problem rozwiązał się sam, bo pojawiło się tych problemów znacznie więcej, ale przynajmniej na razie nie groziło im, że będą musieli czyścić skorupę. Na razie jedynie groziło im, że zostaną spaleni, bo stworzenie postanowiło zrobić się wyjątkowo złośliwe.
– Kurwa – zaklął cicho, gdy Regina pociągnęła go pod łaskę, gdzie przynajmniej na chwilę byli bezpieczni. I tak się właśnie kończyło się przynoszenie pirotechnicznych stworzeń na zajęcia z profesorem, który najwyraźniej nie dbał o to, aby patrzeć, czy wystrzeliwujacy ogniem krab, nie postanowi wystrzelić w nich ogniem! To znaczy... Teoretycznie wszyscy inni też mogli to zauważyć, ale nie było to teraz istotne.
Co dziwne, młody Prewett nie był nawet znowu, aż tak przerażony tą sytuacją. Był... Zmartwiony, zirytowany, zaniepokojony, ale... Ale może w tym wszystkim czuł na swój sposób pewną ekscytacje, że właśnie oto działo się coś zupełnie nieprzewidywalnego, ale nie zamierzał do tego przyznawać się nawet przed samym.
– Dzięki. Nic ci nie jest? – upewnił się, przyglądając się uważnie Puchonce na wszelki wypadek, gdyby ognisty krab jakoś ją trafił. Nie wyglądała jednak, jakby płonęła, więc chyba było dobrze. Ostrożnie spróbował wychylić się zza ich ochrony i spojrzeć, czy sytuacja rzeczywiście jest już prawie opanowana, tak jak krzyczał właśnie Kettleburn, czy jednak nie. Skrzywił się. Jednak nie była. Ponownie schował się i przeniósł spojrzenie na Reginę. Niby mogli tu czekać, aż zagrożenie minie, ale po pierwsze obawiał się, że bez jakiejkolwiek pomocy dojdzie do jeszcze większych szkód, a po drugie siedzieli przecież w pierwszej ławce, a to się mogło skończyć dla nich tragicznie. Poza tym całkiem lubił tę szkołę i nie chciał, aby poszła z dymem, lub została zamknięta, bo przebywanie cały rok szkolny z ojcem brzmiało jak koszmar. No i gdyby coś mu się teraz stało, matka wpadłaby pewnie w panikę, Florence go zabiła, a Atreus się śmiał. Tak. Chyba niestety powinni coś zrobić. Westchnął ciężko, sam już nie miał pojęcia po raz który. – No dobrze. Spróbuję rzucić tarczę, która ochroni nas przed ogniem, a ty... Byłabyś w stanie jakoś go unieruchomić?
Coś znowu wystrzeliło, a potem usłyszeli huk. Któraś uczennicą krzyknęła bardzo głośno Nic mi nie jest! Kolejny huk. Kolejne Nic mi nie jest. Ktoś potem zasugerował, że rzuci w kraba ławką.
– Kurwa – zaklął cicho, gdy Regina pociągnęła go pod łaskę, gdzie przynajmniej na chwilę byli bezpieczni. I tak się właśnie kończyło się przynoszenie pirotechnicznych stworzeń na zajęcia z profesorem, który najwyraźniej nie dbał o to, aby patrzeć, czy wystrzeliwujacy ogniem krab, nie postanowi wystrzelić w nich ogniem! To znaczy... Teoretycznie wszyscy inni też mogli to zauważyć, ale nie było to teraz istotne.
Co dziwne, młody Prewett nie był nawet znowu, aż tak przerażony tą sytuacją. Był... Zmartwiony, zirytowany, zaniepokojony, ale... Ale może w tym wszystkim czuł na swój sposób pewną ekscytacje, że właśnie oto działo się coś zupełnie nieprzewidywalnego, ale nie zamierzał do tego przyznawać się nawet przed samym.
– Dzięki. Nic ci nie jest? – upewnił się, przyglądając się uważnie Puchonce na wszelki wypadek, gdyby ognisty krab jakoś ją trafił. Nie wyglądała jednak, jakby płonęła, więc chyba było dobrze. Ostrożnie spróbował wychylić się zza ich ochrony i spojrzeć, czy sytuacja rzeczywiście jest już prawie opanowana, tak jak krzyczał właśnie Kettleburn, czy jednak nie. Skrzywił się. Jednak nie była. Ponownie schował się i przeniósł spojrzenie na Reginę. Niby mogli tu czekać, aż zagrożenie minie, ale po pierwsze obawiał się, że bez jakiejkolwiek pomocy dojdzie do jeszcze większych szkód, a po drugie siedzieli przecież w pierwszej ławce, a to się mogło skończyć dla nich tragicznie. Poza tym całkiem lubił tę szkołę i nie chciał, aby poszła z dymem, lub została zamknięta, bo przebywanie cały rok szkolny z ojcem brzmiało jak koszmar. No i gdyby coś mu się teraz stało, matka wpadłaby pewnie w panikę, Florence go zabiła, a Atreus się śmiał. Tak. Chyba niestety powinni coś zrobić. Westchnął ciężko, sam już nie miał pojęcia po raz który. – No dobrze. Spróbuję rzucić tarczę, która ochroni nas przed ogniem, a ty... Byłabyś w stanie jakoś go unieruchomić?
Coś znowu wystrzeliło, a potem usłyszeli huk. Któraś uczennicą krzyknęła bardzo głośno Nic mi nie jest! Kolejny huk. Kolejne Nic mi nie jest. Ktoś potem zasugerował, że rzuci w kraba ławką.