27.01.2023, 23:02 ✶
Naprawdę próbowała zachować spokój i przedstawiać sobą postawę cywilizowanego człowieka, w przeciwieństwie do jej męża, który miotał się jak dzikie, opętane zwierzę, coraz bardziej miała ochotę rzucić jakąś paskudną klątwą. Najgorsze, że nie miała pojęcia, o cho mu chodziło, a sam nie chciał zdradzić, co wprowadziło go w stan czystej furii. To tylko wzmagało jej irytację, która zaczynała powoli wrzeć w jej żyłach.
Myślała, że unieruchomienie Vakela pomoże mu zapanować nad sobą, głęboko się jednak pomyliła. Widziała, jak ten wybucha, gdy emocje, które w nim się kotłowały, nie miały gdzie znaleźć ujścia, z drugiej strony jednak nie mogła pozwolić sobie, by ten rzucał w nią przedmiotami. Za bardzo raziło to w jej godność, którą, w przeciwieństwa do szarpiącego się męża jeszcze posiadała. A przynajmniej jakoś starała się ją utrzymywać.
Choć w końcu i ona musiała się poddać, a widok był to nadwyraz rzadki.
- Tak, chcę porozmawiać, bo uznaję to za lepszą opcję, niż demolowanie salonu - odparła oschło. - Tak jak to robią cywilizowani czarodzieje - wstała, w samą porę, bo za chwilę stolik, przy którym stała został przewrócony, wylewając na dywan jej herbatę. Patrzyła, jak płyn wnika w dywan, mrużąc przy tym groźnie oczy. Przeniosła wzrok na męża, tylko po to, by w ostatniej chwili zabrać rękę, unikając jego kłapiących zębów.
Patrzyła chwilę na niego, zaciskając mocniej dłoń na różdżce.
- Prawnik na pewno się ucieszy, jak mu opowiem, co zamierzałeś zrobić. Uderzenie przedmiotami, ugryzienie, jak myślisz, przyjmie dokument, jeśli pójdę na obdukcję do mojego ojca? - lód w jej głosie mógł chłodzić drinki w upalny dzień, nie było jednak na to nastroju.
Widziała, jak udaje mu się wydostać z więzów, przez co miała się jeszcze bardziej w gotowości.
- To jak, wyplujesz w końcu, co takiego uczyniłam, czy mam wyjść, trzasnąć drzwiami i poczekać, aż ochłoniesz, bo na razie to nawet nie wiem o ci się wsciekasz - mówiła, jej głos czasem ostrzejszy, niż zamierzała.
Myślała, że unieruchomienie Vakela pomoże mu zapanować nad sobą, głęboko się jednak pomyliła. Widziała, jak ten wybucha, gdy emocje, które w nim się kotłowały, nie miały gdzie znaleźć ujścia, z drugiej strony jednak nie mogła pozwolić sobie, by ten rzucał w nią przedmiotami. Za bardzo raziło to w jej godność, którą, w przeciwieństwa do szarpiącego się męża jeszcze posiadała. A przynajmniej jakoś starała się ją utrzymywać.
Choć w końcu i ona musiała się poddać, a widok był to nadwyraz rzadki.
- Tak, chcę porozmawiać, bo uznaję to za lepszą opcję, niż demolowanie salonu - odparła oschło. - Tak jak to robią cywilizowani czarodzieje - wstała, w samą porę, bo za chwilę stolik, przy którym stała został przewrócony, wylewając na dywan jej herbatę. Patrzyła, jak płyn wnika w dywan, mrużąc przy tym groźnie oczy. Przeniosła wzrok na męża, tylko po to, by w ostatniej chwili zabrać rękę, unikając jego kłapiących zębów.
Patrzyła chwilę na niego, zaciskając mocniej dłoń na różdżce.
- Prawnik na pewno się ucieszy, jak mu opowiem, co zamierzałeś zrobić. Uderzenie przedmiotami, ugryzienie, jak myślisz, przyjmie dokument, jeśli pójdę na obdukcję do mojego ojca? - lód w jej głosie mógł chłodzić drinki w upalny dzień, nie było jednak na to nastroju.
Widziała, jak udaje mu się wydostać z więzów, przez co miała się jeszcze bardziej w gotowości.
- To jak, wyplujesz w końcu, co takiego uczyniłam, czy mam wyjść, trzasnąć drzwiami i poczekać, aż ochłoniesz, bo na razie to nawet nie wiem o ci się wsciekasz - mówiła, jej głos czasem ostrzejszy, niż zamierzała.