Przez moment w ciszy przyglądała się Anthonemu, później sięgnęła po wino… Sprawa Zimnych potrafiła elektryzować, to była prawda, ale na niej przestało to robić aż takie wrażenie, w końcu była zmuszona z tym wszystkim żyć od kilku miesięcy… Oglądać swoją twarz w gazetach, zwłaszcza na początku – no i dała też swój wywiad, po części po to, żeby złapać rozgłos i w razie czego mieć trochę więcej możliwości manewru w swojej rodzinie, po części po to, by wziąć uwagę na siebie… to była przysługa dla Mavelle i Patricka, którzy kiepsko radzili sobie z ciągle przesuwającymi się za nimi oczyma.
– Tak, oficjalnie Departament Tajemnic zajmuje się naszym przypadkiem, ktoś tam się z nami kontaktował na początku, ale na tym wszystko się urwało. Składałam też obszerny raport przed Bonesem i Moody. Mój kuzyn Rodolphus też próbował się dowiedzieć, czy coś mają… Moim zdaniem Ministerstwo nam nie pomoże. A nie pomogą, bo do tego potrzeba specjalisty nekromancji i tu zaczynają się nasze angielskie schody. Nawet, jeśli by coś mieli, w co bardzo wątpię, to nie mogą się do tego przyznać, bo od razu ich przymkną za łamanie prawa – Victoria wzruszyła ramionami, bo co tutaj więcej dodać? Tak właśnie wyglądała gorzka prawda – ale z tym już się pogodziła, że musi działać na własną rękę. Więc działała. – Według tamtej nekromantki, jesteśmy powodem, dla którego Anglię nękają takie dziwne anomalie… Wichura w maju w Dolinie Godryka, ta szalejąca natura… Cóż, jakby nie było, to musi być potężne skupisko energii, i jej brak w Limbo, a wiec zachwianie jakiejś tam równowagi, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Nasz śmieszny Lord jej nie odda, jego trójka koleżków też nie, pomijając, że nie wiemy nawet kim są. A nawet jeśli oddanie tego byłoby możliwe, nawet jeśli nasza czwórka jakoś by się tego pozbyła, to zostaje kolejna czwórka będąca przenośnym źródłem energii. W najlepszym wypadku tylko trochę zmniejszy to anomalie, a w najgorszym pozbawiamy się możliwości – bo jeśli to nie zagrażało jej życiu, a do tego się skłaniała, po rozmowie z Egipcjanką, to… wcale nie chciała oddawać tej energii tam, gdzie jest jej miejsce. Oczywiście to wszystko, to były tylko teorie niczym nie poparte, bo jak to zbadać? Co jest prawdą, co jedynie ślepym strzałem? – Oczywiście o ile to wszystko prawda… Bo tego nie wiem. Każda odpowiedź generuje kolejne dziesięć pytań – i było to frustrujące, nawet nie próbowała tego ukryć, a teraz odłożyła kieliszek i wpatrywała się w Anthonego. Widziała jego przejęcie, widziała, że zatrzymał się i spłynęło na niego to wszystko, z czym musiała się mierzyć do tej pory – choć nie, nie wszystko, bo były rzeczy, o których nie mówiła… Póki co przynajmniej.
– Jesteś kochany – stwierdziła nagle i uraczyła go szczerym uśmiechem swoich pełnych ust. – Niełatwo to mówię, ale… chętnie przyjmę pomoc. To wiele dla mnie znaczy. Robię co mogę, ale… ach. Wiesz jak jest – zmagała się z własnym stanem, z ciałem, szukała odpowiedzi i jeszcze do tego pracowała na pełen etat jako aurorka, w różnych godzinach, czasami robiąc chore nadgodziny, a do tego wszystkiego jeszcze po godzinach dumała nad tym, jak ułatwić wampirom ich egzystencję i zajmowało to jej myśli bardzo mocno. – Mam jeszcze jeden pomysł, w maju rozmawiałam z jedną z kapłanek kowenu i mam dostęp do ichniejszej biblioteki i tekstów, może teraz przyjdzie mi do głowy coś lepszego do poszukania tam, bo do tej pory wszystko to były ślepe uliczki – a tak naprawdę to najbardziej chciała sprawdzić kwestię kręgu kamieni, o których rozmawiała z Rodolphusem, ale póki co nie miała czasu. – Twoje kontakty i świstokliki były swoją drogą nieocenione, bardzo ci dziękuję – dodała i uśmiechnęła się lekko. – Jeden.... był źle skalibrowany, wylądowałyśmy z Brenną na jakimś lwie i musiałyśmy uciekać, nie wiem kto był bardziej zaskoczony… – roześmiała się w głos, bo ani trochę nie winiła Anthonego, to ludzie z Egiptu musieli się pomylić ustawiając jeden ze świstoklików. Ale… Przynajmniej było co opowiadać.