19.01.2025, 00:22 ✶
Martwiła się o Sama.
W jego życiu zachodziło ostatnio tyle zmian, że miała wrażenie, że i ona za nimi nie nadąża – a przecież nie dotyczyły jej bezpośrednio. Opuszczenie Kniei, potem zmiana miejsca zamieszkania, spotkanie z Norą, widma, spotkanie z McGonagall, która najwyraźniej okazała się jakąś daleką krewną, nagłe zaręczyny – Brenna była akurat wtedy w Egipcie, i kiedy po powrocie przeglądała pocztę, aż musiała usiąść – wszystko razem to było… dużo. Nagłe opuszczenie plaży, po tym jak baraszkował w wodzie z Norą pozornie beztrosko, i pojawienie się na obiedzie u Figgów przedwczoraj w ptasiej postaci, mogły być przypadkiem. A mogły wskazywać na to, że coś jest nie tak.
Najpierw musiała zająć się sprawą chłopca z plaży. Z kolei wczorajszy dzień, naznaczony pyłem Samotniczek, a potem łzami i krwią Raphaeli Avery, nie sprzyjał rozmowom i okazywania wsparcia. Teraz, kiedy wędrowała po okolicy rozglądając się za Samem, też nie do końca umiała wybić sobie z głowy to wszystko. Resztki snu z plaży wiły się gdzieś w umyśle, może dlatego, że on też tam był, groźny Niedźwiedź, upominający się o królewnę. Głosy lustrzanych postaci z piwnicy Bulstrodów raz po raz szeptały jej do ucha, nie chcąc umilknąć. Zapłakana twarz Raphaeli wracała, ilekroć Brenna przymykała powieki.
Ale przynajmniej próbowała odepchnąć od siebie to wszystko, gdy usłyszała jego głos. Na usta sam wypłynął uśmiech, a ona ruszyła żwawo w jego kierunku, niepewna jednak jeszcze do końca, czy powinna czuć ulgę, czy wręcz przeciwnie – bo Sam zdawał się spokojny, może wesoły nawet i pochłonięty pracą.
– Cześć, Sam. Nad czym pracujesz? – spytała, pochylając się lekko, żeby zerknąć na rezultat jego prac. W pierwszej chwili niewiele zrozumiała z jego monologu, ale czekała cierpliwie, aż ze słów wyłowi się jakiś szerszy obraz: i w końcu „kotek” oraz „na całe życie” naprowadziły ją na pewien trop. – To dla Mabel? Hm… jestem pewna, że spodoba się jej wszystko, co zrobisz, chociaż mam wrażenie, że jeśli miałaby to być różdżka do szkoły, to dzieciaki bardziej zazdrościłyby jej niedźwiedzia – powiedziała, trochę ostrożnie, gryząc się w język w ostatniej chwili, by nie powiedzieć, że Mabel to chyba najbardziej chciałaby hipogryfa. – Chcesz dać jej różdżkę już teraz…?
Nie wątpiła, że Mabel byłaby tym zachwycona, ale Brenna z pewnym przestrachem pomyślała o tym, co taka różdżka mogłaby zdziałać w rękach kilkulatki.
– Świetnie, ale z tym się nie spieszy. Chciałam spytać…
Jak się czujesz?
Czy między tobą i Norą w porządku?
Co nie jest w porządku?
Dlaczego przestałeś ukrywać ptasią formę?
Mogę jakoś pomóc?
– …jak bawiłeś się na plaży?
W jego życiu zachodziło ostatnio tyle zmian, że miała wrażenie, że i ona za nimi nie nadąża – a przecież nie dotyczyły jej bezpośrednio. Opuszczenie Kniei, potem zmiana miejsca zamieszkania, spotkanie z Norą, widma, spotkanie z McGonagall, która najwyraźniej okazała się jakąś daleką krewną, nagłe zaręczyny – Brenna była akurat wtedy w Egipcie, i kiedy po powrocie przeglądała pocztę, aż musiała usiąść – wszystko razem to było… dużo. Nagłe opuszczenie plaży, po tym jak baraszkował w wodzie z Norą pozornie beztrosko, i pojawienie się na obiedzie u Figgów przedwczoraj w ptasiej postaci, mogły być przypadkiem. A mogły wskazywać na to, że coś jest nie tak.
Najpierw musiała zająć się sprawą chłopca z plaży. Z kolei wczorajszy dzień, naznaczony pyłem Samotniczek, a potem łzami i krwią Raphaeli Avery, nie sprzyjał rozmowom i okazywania wsparcia. Teraz, kiedy wędrowała po okolicy rozglądając się za Samem, też nie do końca umiała wybić sobie z głowy to wszystko. Resztki snu z plaży wiły się gdzieś w umyśle, może dlatego, że on też tam był, groźny Niedźwiedź, upominający się o królewnę. Głosy lustrzanych postaci z piwnicy Bulstrodów raz po raz szeptały jej do ucha, nie chcąc umilknąć. Zapłakana twarz Raphaeli wracała, ilekroć Brenna przymykała powieki.
Ale przynajmniej próbowała odepchnąć od siebie to wszystko, gdy usłyszała jego głos. Na usta sam wypłynął uśmiech, a ona ruszyła żwawo w jego kierunku, niepewna jednak jeszcze do końca, czy powinna czuć ulgę, czy wręcz przeciwnie – bo Sam zdawał się spokojny, może wesoły nawet i pochłonięty pracą.
– Cześć, Sam. Nad czym pracujesz? – spytała, pochylając się lekko, żeby zerknąć na rezultat jego prac. W pierwszej chwili niewiele zrozumiała z jego monologu, ale czekała cierpliwie, aż ze słów wyłowi się jakiś szerszy obraz: i w końcu „kotek” oraz „na całe życie” naprowadziły ją na pewien trop. – To dla Mabel? Hm… jestem pewna, że spodoba się jej wszystko, co zrobisz, chociaż mam wrażenie, że jeśli miałaby to być różdżka do szkoły, to dzieciaki bardziej zazdrościłyby jej niedźwiedzia – powiedziała, trochę ostrożnie, gryząc się w język w ostatniej chwili, by nie powiedzieć, że Mabel to chyba najbardziej chciałaby hipogryfa. – Chcesz dać jej różdżkę już teraz…?
Nie wątpiła, że Mabel byłaby tym zachwycona, ale Brenna z pewnym przestrachem pomyślała o tym, co taka różdżka mogłaby zdziałać w rękach kilkulatki.
– Świetnie, ale z tym się nie spieszy. Chciałam spytać…
Jak się czujesz?
Czy między tobą i Norą w porządku?
Co nie jest w porządku?
Dlaczego przestałeś ukrywać ptasią formę?
Mogę jakoś pomóc?
– …jak bawiłeś się na plaży?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.