19.01.2025, 00:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2025, 00:51 przez Maeve Chang.)
Pierwszym odruchem po usłyszeniu, że Raine tu nie ma i pewnie nie będzie, była chęć odwrócenia się na pięcie i pójścia w cholerę. Przyszła tutaj tylko dla niej; po trochu po to, żeby na własne oczy zobaczyła, co Atreus jej zrobił, z lekką nadzieją, że może w końcu przestanie tego zjeba tak namiętnie romantyzować, a po trochu po to, żeby się zwyczajnie do niej przytulić. Naturalną reakcją cierpiącego człowieka było szukanie ukojenia, a nie znała lepszego znieczulenia niż ramiona Lorraine. Było coś przyjemnego w życzliwym podejściu wiły, która objęłaby czule twarz, przyjrzała się uszczerbkowi z troską i miłością. Dla Mewy było to coś nowego, coś zupełnie odmiennego od podejścia, z jakim stykała się całe życie - kiedy działa jej się krzywda, w domu słyszała, że ma zacisnąć zęby i przestać wyć, bo zaraz ktoś jej znajdzie prawdziwy powód do płaczu. W obliczu tego, jak mogła nie lgnąć do Lorraine? Jaki miała inny wybór, przecież nie mogła się upić na umór? Może miała poradzić sobie z emocjami w zdrowy sposób? Jeszcze czego.
Niemniej obecność Baldwina, ku zdziwieniu Maeve, jakoś też odwracała uwagę od tego, jak niemiłosiernie ten nos ją teraz napierdalał. Może nie odnosił się do niej z należytą troską, ale miał tak głupi wyraz twarzy, że dotkliwszy stawał się ból istnienia w jego towarzystwie niż złamanego nosa. Z ulgą spojrzała na ghoulątko, słysząc, że Malfoy się do niej nie dobierał. Wydawała się całkiem uroczym stworzeniem, choć Chang była przekonana, że gdyby sama ujrzała takiego brzdąca szlajającego się po ulicach Nokturnu, nawet okiem by nie mrugnęła. W końcu czego oczekiwać od laski, która raz próbowała eksterminatorom ghouli wcisnąć młodszą siostrę, bo już nie mogła z nią wytrzymać. Niestety, panowie nie nabrali się.
- Obudził się w tobie instynkt macierzyński? To pewnie przez te długie włosy - rzuciła, przechylając się nad kontuarem, aby lekko pociągnąć za kosmyk jego włosów. - Sprana biel jest teraz w modzie? Tak a'la komunalny z młyna?- Zapytała, niby niewinnie, ale ewidentnie nadal się napierdalając. Była zła o nieobecność Lorraine, a także o lakoniczność informacji, jaką posiadał w związku z nią. Lub o ewentualne zatajanie informacji.
A potem musiała się spluć na temat Bulstrode'a. Miała dużo do powiedzenia, ale idąc tutaj układała sobie w głowie monolog, który wygłosiłaby leżąc na kolanach Lorraine, a ten nie miał w sobie za wiele jadu, bo nie chciała w żadnym wypadku ukochanej opluć, gdyby się za mocno wczuła. Toteż po rzucie książką nie wiedziała już co powiedzieć, stała tam trochę skołowana, z niechęcią dochodząc do wniosku, że po prawdzie to złość już jej w dużej mierze przeszła. Może to kwestia tego spaceru dla zdrowia psychicznego po Nokturnie?
- Moją ulubioną zaletą Degenhardta jest to, że jest łatwopalny - wyznała, ale nie elaborowała dalej. Nie chciała się rozwodzić nad skurwysynem, który nie był wart wdychanego przezeń powietrza, a co dopiero śliny i rozgłosu. Zamiast tego posłusznie usiadła na przyciągniętym krzesełku, bo nigdy nie odmawiała darmowej pomocy medycznej. Średnio obchodziło ją, czy Malfoy robotę spierdoli - miała ten nos już złamany kilkukrotnie, bez metamorfomagii i tak był kurewsko krzywy. Skoro mogła transmutować go sobie w cokolwiek, to jakość oferowanych usług miała zwyczajnie w dupie.
- Oczywiście, że tutaj się szlajają łajzy. Słyszałam jakieś pogłoski, że zejście na dół ma być przeniesione, bo za bardzo plączą się pod nogami - wróciła na moment do wizyty Atreusa, skoro Baldwin przed chwilą zapytał. - Tylko żłopią wielosokowy, bo już przecież znamy ich zakazane mordy jak własne. No i Bulstrode też przykrywkę miał, tyle że chujową - wyjaśniła, ale widać, że na wspomnienie jego wąsa zaczęła się od nowa gotować. - Dokleił sobie miotłę pod nosem i udawał niewiniątko. Chyba próbował przyskrzynić Savage'a, ale tak się, kurwa, niefortunnie złożyło, że Savage mi zapłacił za odebranie jakiejś przesyłki w jego własnej osobie. - Skrzywiła się, posyłając mu kwaśny uśmiech. Niezła ironia losu, co nie?
Niemniej obecność Baldwina, ku zdziwieniu Maeve, jakoś też odwracała uwagę od tego, jak niemiłosiernie ten nos ją teraz napierdalał. Może nie odnosił się do niej z należytą troską, ale miał tak głupi wyraz twarzy, że dotkliwszy stawał się ból istnienia w jego towarzystwie niż złamanego nosa. Z ulgą spojrzała na ghoulątko, słysząc, że Malfoy się do niej nie dobierał. Wydawała się całkiem uroczym stworzeniem, choć Chang była przekonana, że gdyby sama ujrzała takiego brzdąca szlajającego się po ulicach Nokturnu, nawet okiem by nie mrugnęła. W końcu czego oczekiwać od laski, która raz próbowała eksterminatorom ghouli wcisnąć młodszą siostrę, bo już nie mogła z nią wytrzymać. Niestety, panowie nie nabrali się.
- Obudził się w tobie instynkt macierzyński? To pewnie przez te długie włosy - rzuciła, przechylając się nad kontuarem, aby lekko pociągnąć za kosmyk jego włosów. - Sprana biel jest teraz w modzie? Tak a'la komunalny z młyna?- Zapytała, niby niewinnie, ale ewidentnie nadal się napierdalając. Była zła o nieobecność Lorraine, a także o lakoniczność informacji, jaką posiadał w związku z nią. Lub o ewentualne zatajanie informacji.
A potem musiała się spluć na temat Bulstrode'a. Miała dużo do powiedzenia, ale idąc tutaj układała sobie w głowie monolog, który wygłosiłaby leżąc na kolanach Lorraine, a ten nie miał w sobie za wiele jadu, bo nie chciała w żadnym wypadku ukochanej opluć, gdyby się za mocno wczuła. Toteż po rzucie książką nie wiedziała już co powiedzieć, stała tam trochę skołowana, z niechęcią dochodząc do wniosku, że po prawdzie to złość już jej w dużej mierze przeszła. Może to kwestia tego spaceru dla zdrowia psychicznego po Nokturnie?
- Moją ulubioną zaletą Degenhardta jest to, że jest łatwopalny - wyznała, ale nie elaborowała dalej. Nie chciała się rozwodzić nad skurwysynem, który nie był wart wdychanego przezeń powietrza, a co dopiero śliny i rozgłosu. Zamiast tego posłusznie usiadła na przyciągniętym krzesełku, bo nigdy nie odmawiała darmowej pomocy medycznej. Średnio obchodziło ją, czy Malfoy robotę spierdoli - miała ten nos już złamany kilkukrotnie, bez metamorfomagii i tak był kurewsko krzywy. Skoro mogła transmutować go sobie w cokolwiek, to jakość oferowanych usług miała zwyczajnie w dupie.
- Oczywiście, że tutaj się szlajają łajzy. Słyszałam jakieś pogłoski, że zejście na dół ma być przeniesione, bo za bardzo plączą się pod nogami - wróciła na moment do wizyty Atreusa, skoro Baldwin przed chwilą zapytał. - Tylko żłopią wielosokowy, bo już przecież znamy ich zakazane mordy jak własne. No i Bulstrode też przykrywkę miał, tyle że chujową - wyjaśniła, ale widać, że na wspomnienie jego wąsa zaczęła się od nowa gotować. - Dokleił sobie miotłę pod nosem i udawał niewiniątko. Chyba próbował przyskrzynić Savage'a, ale tak się, kurwa, niefortunnie złożyło, że Savage mi zapłacił za odebranie jakiejś przesyłki w jego własnej osobie. - Skrzywiła się, posyłając mu kwaśny uśmiech. Niezła ironia losu, co nie?
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —