19.01.2025, 13:43 ✶
Przez chwilę miał zamiar zignorować dziwne pytanie, które dotarło jego uszu. Ktoś miałby do niego zagadać, tak po prostu, na Horyzontalnej? I to w temacie alkoholu? To byłoby zbyt piękne, zbyt... magiczne! To na pewno jakiś dziwny symptom braku procent we krwi... Jednak tajemniczy głos nie dawał za wygraną, toteż stary egzorcysta w końcu skierował ku jego źródłu swój wzrok. Mężczyzna, którego zupełnie nie kojarzył. Wyglądał... Podejrzanie przyjaźnie, przynajmniej z rys twarzy. To mogło oznaczać jedno - chciał mu coś sprzedać. Tylko co? Może jakiś eliksir na szczęście? Gadał jakieś głupoty o braniu losu w swoje ręce, więc to mogło być jakieś dziwne oszustwo inwestycyjne... Ale zaraz, chwila - w głowie Alfreda wybrzmiała jedna, wyjątkowo głośna myśl: Przecież ja jestem biedny i bezdomny na kilometr, kto normalny chciałby mnie naciągnąć, cholibka, na monety? To nie uspokoiło jego podejrzeń, wręcz przeciwnie, wzmocniło je kilkukrotnie! Normalnie pewnie zacząłby lecieć z jakąś charyzmatyczną i pokojową gadką, ale tak go suszyło, czuł taką irytację! Nie był w stanie skupić się na odpowiednich słowach, nie na trzeźwo! - Nie wiem, coś za jeden, ale pozwól, że postawię sprawę jasno. - Wyprostował się i spojrzał w dół, prosto w oczy mężczyzny, który jednak sięgał mu o wiele wyżej, niż Alfred był przyzwyczajony. Czy to możliwe?... Nie, nie, nie może dopuszczać do siebie takich myśli! - Jestem alkoholikiem od trzydziestu lat. Nerki mam bliższe węgielkom, wątroba ma już swoją piątą reinkarnację, serce bije tylko dzięki niezachwianej sile woli. Nie sprzedasz moich organów na czarnym rynku! Do eliksiru na własny użytek również się nie nadam, ot co! - Wyprostował dumnie pierś po tym jakże cudownym raporcie na temat stanu jego ciała. Ale zaraz, gdyby był kimś, kto chciałby sprzedać go na organy, to Alfred chyba powinien znać go chociaż z widzenia, bo gdzie taka osoba by urzędowała, jak nie na Nokturnie? Wszystkie trybiki w jego głowie ruszały się z taką szybkością, że nie zdziwiłby się gdyby z jego uszu zaczął lecieć czarny jak smoła dym. Wielki nieznajomy. Znikąd okazał mi zainteresowanie. Podszedł do mnie sam z siebie i zaczął mówić coś o losie... O cholibka, na Merlina...
Alfred z przerażeniem w oczach zaczął iść do tyłu, utrzymując kontakt wzrokowy z nieznajomym, zatrzymując się dopiero, gdy poczuł zimny chłód cegieł na plecach. - W-w-wiem, czym jesteś. Rozumiem twoją moc. Ale odmawiam! Polityka to nie moja bajka, nie nadaje się do służenia centaurzej masonerii! - Upadł na kolana, składając ręce jak do modlitwy. - Błagam, jestem taki młody! Nie, stary! Za stary, żeby się wam przydać! Ja lubię żyć sobie na marginesie od butelki do butelki, proszę, nie każcie mi wypełniać swoich idei! - Alfred mówiąc szczerze nie był pewien, czy osobnik stojący przed nim był Centaurem w przebraniu czy też tylko ich wysłannikiem, wiedział jednak PRAWIE że na pewno, iż odpowiedź była jedną z tych dwóch opcji. No bo kto inny tak zupełnie znikąd by do niego zagadał?... A tyle lat się starał, żeby go nie zauważyli! Czyżby leciał zbyt blisko słońca?
Alfred z przerażeniem w oczach zaczął iść do tyłu, utrzymując kontakt wzrokowy z nieznajomym, zatrzymując się dopiero, gdy poczuł zimny chłód cegieł na plecach. - W-w-wiem, czym jesteś. Rozumiem twoją moc. Ale odmawiam! Polityka to nie moja bajka, nie nadaje się do służenia centaurzej masonerii! - Upadł na kolana, składając ręce jak do modlitwy. - Błagam, jestem taki młody! Nie, stary! Za stary, żeby się wam przydać! Ja lubię żyć sobie na marginesie od butelki do butelki, proszę, nie każcie mi wypełniać swoich idei! - Alfred mówiąc szczerze nie był pewien, czy osobnik stojący przed nim był Centaurem w przebraniu czy też tylko ich wysłannikiem, wiedział jednak PRAWIE że na pewno, iż odpowiedź była jedną z tych dwóch opcji. No bo kto inny tak zupełnie znikąd by do niego zagadał?... A tyle lat się starał, żeby go nie zauważyli! Czyżby leciał zbyt blisko słońca?