19.01.2025, 14:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2025, 22:04 przez Rodolphus Lestrange.)
Uśmiechnął się. Czy można było mówić o tym, że wykorzystywał Perseusa? Oczywiście, że tak, z tym że Black nie zdawał sobie sprawy, na jak wielu płaszczyznach Rodolphus to robił. To, że zgodził się na jedną z nich nie oznaczało wcale, że byli tutaj na równi. To on tu górował pod wieloma względami, nawet jeżeli sam Perseus miał na to zupełnie inny pogląd. Każdy z nich miał swoją wizję w głowie, pytanie tylko która była bliższa prawdy? Lub też który z nich był silniejszy i łatwiej udowodni swoją rację? Lestrange nie uważał bowiem, by mężczyzna, który teraz wspierał się na jego ramieniu, był słaby. Był zagubiony, a zagubionymi duszami najłatwiej było manipulować. Przywiązać je do siebie tak, żeby nie mogli odejść.
Pytanie tylko, czy przywiązując go do siebie tak, by nie mógł uciec, sam nie podpisze pokrętnego cyrografu, który uniemożliwi mu swobodne poruszanie się?
- Zależy, czy taka rola mu odpowiada- odpowiedział łagodnym tonem, przesuwając palcami po przedramieniu Perseusa. Puścił go, lecz Rodolphus albo nie zauważył, że było to w reakcji na jego pytanie, albo nie zwrócił na to większej uwagi. Pytanie, które zadał, było przecież całkowicie niewinne, bo nie miał prawa wiedzieć o tym, co się stało. Dostrzegł jednak, że drgnięcie wag nie było tak czyste, jak powinno. Nieznacznie podniósł brew, studiując uważnie twarz Blacka. Kilka powodów, lecz wymieniał jeden. Nie chciał tego ciągnąć, bowiem również dostrzegł rozlane kilka kropel, które błyskawicznie wsiąknęły w dywan. Widział też drżenie, widział uciekające spojrzenie. Wstydził się swojej choroby? A może to wszystko miało drugie dno? Może chodziło tu o coś innego? Gdyby chciał go podejść tak, jak zwykle mężczyzn podchodziły kobiety (rzekomo przez żołądek do serca, czy jakoś tak), to mięśnie jego szczęki zaciskałyby się inaczej, a wzrok kierował w inne rejony stołu.
Jakie okoliczności miał na myśli? Dla niego oczywistym było, że okoliczności choroby Vespery. Kiwnął nieznacznie głową, zarówno w podzięce za wino (i tylko on sam wiedział, jak bardzo doceniał dobór trunku w tej chwili), jak i na znak, że rozumie.
- Mówisz o większej niezależności, podczas gdy ja chcę ci ją częściowo odebrać - powiedział lekkim tonem. Nie była to groźba czy obietnica uwiązania do siebie - nie, gdyby tak było, ten ton nie byłby tak lekki, drżący lekko od rozbawienia. Lestrange sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, by musnąć szczupłymi palcami czarne jak bezgwiezdna noc pudełko. Utkwił wzrok w Perseusie. - Chociaż zależy jak na to spojrzeć...
Kontynuował, wyciągając kwadratowe pudełeczko, przewiązane czarną wstążką. Wylądowało ostrożnie na stole, dokładnie na jego środku, przed Blackiem. Było eleganckie, a wstążka musiała być z jedwabiu, co mógłby poznać, gdyby tylko musnął ją palcem.
- Wiesz, jakie znaczenie w kulturze ma obsydian? - zapytał, przesuwając lekko puzderko w stronę Blacka. Oczywiście że Perseus musiał wiedzieć: nie wierzył, że ktoś z nazwiskiem Black nie znał symboliki tego kamienia. Chroni rodzinę, pomaga w koncentracji, obdarza mądrością i siłą. Sprzyja koncentracji, oddala zmęczenie i znużenie po wysiłku intelektualnym. Ale to właśnie ta ochrona była najważniejsza.
W środku znajdowała się prosta, cienka bransoleta, wykonana z zimnego metalu, barwionego na czarno. Na jej środku osadzono w chatonie spory, idealnie wypolerowany obsydian. Był tak czarny, jak czarne były oczy Perseusa. Gdyby przesunąć po nim palcami, wyczułoby się ciepło oraz delikatny rytm. Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy... Jak bicie serca, które zdążył już poznać, gdy przytulał głowę do klatki piersiowej w sierpniu po raz pierwszy. Gdy Black podniósł wzrok, mógł dostrzec na lewym nadgarstku Rodolphusa identyczną ozdobę.
Pytanie tylko, czy przywiązując go do siebie tak, by nie mógł uciec, sam nie podpisze pokrętnego cyrografu, który uniemożliwi mu swobodne poruszanie się?
- Zależy, czy taka rola mu odpowiada- odpowiedział łagodnym tonem, przesuwając palcami po przedramieniu Perseusa. Puścił go, lecz Rodolphus albo nie zauważył, że było to w reakcji na jego pytanie, albo nie zwrócił na to większej uwagi. Pytanie, które zadał, było przecież całkowicie niewinne, bo nie miał prawa wiedzieć o tym, co się stało. Dostrzegł jednak, że drgnięcie wag nie było tak czyste, jak powinno. Nieznacznie podniósł brew, studiując uważnie twarz Blacka. Kilka powodów, lecz wymieniał jeden. Nie chciał tego ciągnąć, bowiem również dostrzegł rozlane kilka kropel, które błyskawicznie wsiąknęły w dywan. Widział też drżenie, widział uciekające spojrzenie. Wstydził się swojej choroby? A może to wszystko miało drugie dno? Może chodziło tu o coś innego? Gdyby chciał go podejść tak, jak zwykle mężczyzn podchodziły kobiety (rzekomo przez żołądek do serca, czy jakoś tak), to mięśnie jego szczęki zaciskałyby się inaczej, a wzrok kierował w inne rejony stołu.
Jakie okoliczności miał na myśli? Dla niego oczywistym było, że okoliczności choroby Vespery. Kiwnął nieznacznie głową, zarówno w podzięce za wino (i tylko on sam wiedział, jak bardzo doceniał dobór trunku w tej chwili), jak i na znak, że rozumie.
- Mówisz o większej niezależności, podczas gdy ja chcę ci ją częściowo odebrać - powiedział lekkim tonem. Nie była to groźba czy obietnica uwiązania do siebie - nie, gdyby tak było, ten ton nie byłby tak lekki, drżący lekko od rozbawienia. Lestrange sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, by musnąć szczupłymi palcami czarne jak bezgwiezdna noc pudełko. Utkwił wzrok w Perseusie. - Chociaż zależy jak na to spojrzeć...
Kontynuował, wyciągając kwadratowe pudełeczko, przewiązane czarną wstążką. Wylądowało ostrożnie na stole, dokładnie na jego środku, przed Blackiem. Było eleganckie, a wstążka musiała być z jedwabiu, co mógłby poznać, gdyby tylko musnął ją palcem.
- Wiesz, jakie znaczenie w kulturze ma obsydian? - zapytał, przesuwając lekko puzderko w stronę Blacka. Oczywiście że Perseus musiał wiedzieć: nie wierzył, że ktoś z nazwiskiem Black nie znał symboliki tego kamienia. Chroni rodzinę, pomaga w koncentracji, obdarza mądrością i siłą. Sprzyja koncentracji, oddala zmęczenie i znużenie po wysiłku intelektualnym. Ale to właśnie ta ochrona była najważniejsza.
W środku znajdowała się prosta, cienka bransoleta, wykonana z zimnego metalu, barwionego na czarno. Na jej środku osadzono w chatonie spory, idealnie wypolerowany obsydian. Był tak czarny, jak czarne były oczy Perseusa. Gdyby przesunąć po nim palcami, wyczułoby się ciepło oraz delikatny rytm. Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy... Jak bicie serca, które zdążył już poznać, gdy przytulał głowę do klatki piersiowej w sierpniu po raz pierwszy. Gdy Black podniósł wzrok, mógł dostrzec na lewym nadgarstku Rodolphusa identyczną ozdobę.
Koniec sesji