Uśmiechnęła się do Astarotha na zahcętę, by dodać mu trochę otuchy. Wiedzieli, po co tutaj byli, Victoria uważała, że wie co robi i że ma wszystko pod kontrolą… Wszystko dla większego dobra, dla Astarotha, który nie potrafił nad sobą panować, dla innych młodych wampirów, które były zagrożeniem dla ludzi… Na ten moment zaprosiła go w głąb domu, tam gdzie już siedział Sauriel od jakiegoś czasu i czekał na gościa honorowego.
Z Rookwooda można było czytać jak z otwartej księgi, gdy już spędziło się z nim więcej czasu i zaczęło dostrzegać sygnały. Był naburmuszony i niezadowolony, i okazywał to całym sobą. I w żadnym wypadku nie chodziło o Astarotha, tego była pewna. Chodziło o kota. Kotkę. Białą kicię, która należała do Laurenta, a którą wzięła do siebie tymczasowo, by on mógł poukładać sobie swoje sprawy i nie musieć martwić się, że kot potrzebuje uwagi i żeby się nim zająć. Czarny Kot też jej ewidentnie potrzebował, widziała to w tej podkówce, jaką robił, w pozycji zamkniętej, w założonych, obrażonych rękach.
Popatrzyła na minę Sauriela, potem na Astarotha, potem raz jeszcze odwróciła głowę, kiedy usłyszała przekleństwo i ręce Rookwooda powędrowały do kota… Victoria skwitowała to wzruszeniem ramion tak niewielkim, że ledwie dostrzegalnym i skupiła się na Yaxleyu.
Świetnie się składało, bo herbatę miała zaparzoną. Cały dzbanek, skoro parzyła ją wcześniej dla Sauriela, na jego wyraźne życzenie (a nawet jeśli Victoria była tym wyborem zdziwiona, to tego nie okazywała). Machnęła kilka razy różdżką, dzbanek sam się podniósł i przechylił precyzyjnie do filiżanki, która podleciała, razem ze spodeczkiem do Astarotha. Jeśli słodził… to cukiernica stała na stoliku, na którą Victoria wskazała mu dłonią.
– Możesz się rozgościć – dodała i uśmiechnęła się lekko. – Tak, we troje. Ja, ty, Sauriel… I trzy koty, ale one nie bardzo się liczą w tym równaniu, chociaż pewnie pójdą za nami i będą zaglądać – może nie Diva, ona wyglądała na taką, co była ponad tym, ale Luna na pewno pójdzie za nimi… albo nawet zostanie zaniesiona przez Sauriela. To Kwiatuszek był prawdziwą niewiadomą, ale Victoria podejrzewała, że jego ciekawość w końcu wygra. Dość naturalnie przeniosła się w pobliże Sauriela, dając Astarothowi moment, by chociaż trochę oswoił się z nowym miejscem, albo by posłodził swoją herbatę. Delikatnie przejechała zimnymi jak lód palcami po czarnym futrze kici wylegującej się na barkach czarnowłosego, zahaczając też przy tym przypadkowo o kosmyki jego włosów i kark. – Zaproszę was teraz ze mną do piwnicy – uśmiechnęła się uprzejmie, ignorując już nawet foliarską gazetę, którą czytał Sauriel. I tak, wiedziała, jak to brzmiało: chodźcie do mojej piwnicy, pokażę wam kotki – i nawet nie było to kłamstwo. – Muszę dokończyć eliksir i wszystko wam wytłumaczę – tak, optymizm z Sauriela się wręcz wylewał, Astaroth wyglądał na niepewnego... Nic dziwnego. Victoria też nie wiedziała, jaki będzie wynik, ale trzeba było postawić pierwsze kroki.
Poszła pierwsza, zakładając, że dwójka wampirów zabierze ze sobą swoje herbaty. Poprowadziła ich do piwnicy, gdzie Victoria pchnęła drzwi i weszli do jej pracowni, w której rozstawionych było kilka bardzo dużych kociołków, ale były też mniejsze rozmiary na półkach, duży, drewniany stół, miękkie fotele i regały zastawione różnymi słoiczkami i opakowaniami ze składnikami. Było tu dość ciemno, Victoria ruchem różdżki sprawiła, że zapłonęły lampy i unosił się bardzo specyficzny, ziołowy zapach. Pod jednym z kociołków palił się niewielki ogień i coś bulgotało.
Wskazała im fotele i stolik, a sama zajrzała do kociołka, by zamieszać w nim pięć razy przeciwnie do wskazówek zegara, po czym Victoria sięgnęła po jakiś poszatkowany składnik, najwyraźniej wcześniej przygotowany i bardzo precyzyjnie go odmierzyła i wrzuciła do kotła, mieszając, teraz dla odmiany zgodnie ze wskazówkami zegara.
– Za chwilę eliksir będzie gotowy, odleję go trochę do fiolki i ci dam, ale nie pij go od razu, dobrze? Chciałabym zobaczyć, jak sobie radzisz bez eliksiru. Czy będziesz w stanie się powstrzymać chociaż na tyle, żeby po niego sięgnąć i wypić, czy zupełnie nie wchodzi to w grę. Chcę też sprawdzić, czy byłby w stanie zadziałać, kiedy już będziesz czuć krew, czy raczej musiałbyś go brać zanim zostaniesz narażony na czynnik wywołujący niepohamowaną żądzę. Z oczywistych względów jest to nie do przetestowania, jeśli wypijesz go od razu. Uwagi? Pytania? – zwróciła się tu do jednego jak i drugiego.