20.01.2025, 13:42 ✶
W gruncie rzeczy Leviathan był aż nadto podobny do swojego ojca i to nie tylko pod względem fizycznym i przeżerającej ciało klątwy. Ale młodszemu z mężczyzn zwyczajnie brakowało chyba chęci i aspiracji, żeby prezentować się lepiej. Żeby sprowadzić się do postaci łatwego do przetrawienia w każdej sytuacji, a nie wtedy kiedy było mu to na rękę. Bo Lazarus posiadał tę szczyptę więcej charyzmy, której ewidentnie brakowało Leviemu, tak samo jak i obycia. Matka wołała za to o pomstę do nieba, ale w bardziej wyrozumiałych momentach stwierdzała, że zawsze mogło być gorzej. Mógł jeszcze zapraszać mugolski cyrk na wesela, wziąć za żonę mugolaczkę albo czarownicę półkrwi (chociaż to wciąż śniło jej się po nocach, aczkolwiek rzadziej od momentu kiedy Ollivander wyjechała z kraju) albo otwarcie działać przeciwko swojej rodzinie.
Jego zdaniem Faye powinna być mu wdzięczna, że nie okazywał jej takiego zrozumienia, jakiego łaknęła od jego ojca, bo w momencie kiedy by to zrobił, sprowadziłby ją do poziomu zwierzątka. Zagubionego wilczka, który powinien raczej znaleźć się w rezerwacie, zepchnięty z piedestału stworzeń podobnie do centaurów i trytonów. Powinna być mu więc wdzięczna, że wciąż traktował ją jak istotę ludzką.
- Poczekać? - uniósł lekko brew w wymownym geście. Jeśli ktokolwiek miał tutaj czekać to na pewno nie on. Swoje w tym temacie już odbębnił, kiedy Lazarus rozmawiał z brygadzistą pod pokojem przesłuchań zamiast znajdować się w swoim biurze. Odsunął dłoń z dokumentami, zakładając ręce za sobą. - Nie. Nie długo. To parę parafek. Mogłabyś w tym czasie na przykład iść do kafeterii i napić się herbaty. Albo stanąć przed lustrem i doprowadzić się do jako takiego porządku, bo jeszcze hycli poniesie, jak cię zobaczą w takim stanie. W każdym razie, mogę potrzymać ci miejsce, żeby nikt nie wcisnął się po mnie, a przed ciebie.
Jego zdaniem Faye powinna być mu wdzięczna, że nie okazywał jej takiego zrozumienia, jakiego łaknęła od jego ojca, bo w momencie kiedy by to zrobił, sprowadziłby ją do poziomu zwierzątka. Zagubionego wilczka, który powinien raczej znaleźć się w rezerwacie, zepchnięty z piedestału stworzeń podobnie do centaurów i trytonów. Powinna być mu więc wdzięczna, że wciąż traktował ją jak istotę ludzką.
- Poczekać? - uniósł lekko brew w wymownym geście. Jeśli ktokolwiek miał tutaj czekać to na pewno nie on. Swoje w tym temacie już odbębnił, kiedy Lazarus rozmawiał z brygadzistą pod pokojem przesłuchań zamiast znajdować się w swoim biurze. Odsunął dłoń z dokumentami, zakładając ręce za sobą. - Nie. Nie długo. To parę parafek. Mogłabyś w tym czasie na przykład iść do kafeterii i napić się herbaty. Albo stanąć przed lustrem i doprowadzić się do jako takiego porządku, bo jeszcze hycli poniesie, jak cię zobaczą w takim stanie. W każdym razie, mogę potrzymać ci miejsce, żeby nikt nie wcisnął się po mnie, a przed ciebie.