29.01.2023, 04:02 ✶
To było szybkie, gwałtowne, niemalże ptasie, uniesienie głowy, by wbić niewesołe, zmęczone spojrzenie lodowych oczu prosto w Perseusa. Zacisnęła wargi, mocno, aż zmieniły się w wąską kreskę.
- Doprawdy, zarzucasz mi brak odwagi? – spytała dość szczególnym tonem, wieszczącym, iż właśnie bardzo, bardzo naciągnięto jakąś strunę i naprawdę niewiele brakuje, żeby pękła.
A lepiej, żeby nie pękała.
- Mniejsza – wyrzuciła z siebie niemalże natychmiast, dochodząc do wniosku, że mieli o wiele poważniejsze kwestie do omówienia niż kłótnię na temat braku bądź nie odwagi u Eunice. Temat Daphne nie mógł czekać – pewne kwestie w istocie należało uregulować jak najszybciej. Bo co, jeśli się tego zaniecha? Wczoraj ciąża, dziś klątwy, a jutro? Do czego teściowa byłaby w stanie się posunąć, żeby zmusić synową do wtłoczenia się w narzucone przez nią ramy, do wypełniania obowiązków, jakie sobie wymyśliła, w całkowitym oderwaniu od tego, że to tak bardzo nie była jej sprawa.
- Naprawdę, siadaj, proszę – właściwie wcale to nie brzmiało jak prośba, wręcz przeciwnie; ton głosu sugerował, iż odmowa nie będzie mile widziana – Bo tak się składa, że mam bardzo dużo do powiedzenia – a ty dużo do słuchania. Tego, oczywiście, nie powiedziała na głos, jednakże zapewne nietrudno się było tego domyślić. Tak jak i tego, że w tej chwili nie wyglądała na kogoś, kto znajdował się u szczytu formy, co niezbyt mijało się z prawdą – w istocie najchętniej owinęłaby się kołdrą i zwinęła w kłębek, żeby zapaść w sen. Choć możliwe, że en byłby zbyt lekki, zbyt krótki, ciągle przerywany pobudkami, by w istocie zapewnić odpoczynek.
Odłożyła notatki na blat ławy i wskazała wymownie dłonią na pusty fotel. Tak, miała najwyraźniej zamiar przejść do sedna sprawy, najlepiej tu i teraz, natychmiast. I raczej nie należało się temu dziwić, zwłaszcza że była błogo nieświadoma, że brat nie raczył posłuchać jej prośby i zarazem zdeterminowana, żeby go ubiec.
Cóż, może i się spóźniła z tym, niemniej w zanadrzu miała jeszcze coś, czego nie wiedział nawet jej brat.
- Doprawdy, zarzucasz mi brak odwagi? – spytała dość szczególnym tonem, wieszczącym, iż właśnie bardzo, bardzo naciągnięto jakąś strunę i naprawdę niewiele brakuje, żeby pękła.
A lepiej, żeby nie pękała.
- Mniejsza – wyrzuciła z siebie niemalże natychmiast, dochodząc do wniosku, że mieli o wiele poważniejsze kwestie do omówienia niż kłótnię na temat braku bądź nie odwagi u Eunice. Temat Daphne nie mógł czekać – pewne kwestie w istocie należało uregulować jak najszybciej. Bo co, jeśli się tego zaniecha? Wczoraj ciąża, dziś klątwy, a jutro? Do czego teściowa byłaby w stanie się posunąć, żeby zmusić synową do wtłoczenia się w narzucone przez nią ramy, do wypełniania obowiązków, jakie sobie wymyśliła, w całkowitym oderwaniu od tego, że to tak bardzo nie była jej sprawa.
- Naprawdę, siadaj, proszę – właściwie wcale to nie brzmiało jak prośba, wręcz przeciwnie; ton głosu sugerował, iż odmowa nie będzie mile widziana – Bo tak się składa, że mam bardzo dużo do powiedzenia – a ty dużo do słuchania. Tego, oczywiście, nie powiedziała na głos, jednakże zapewne nietrudno się było tego domyślić. Tak jak i tego, że w tej chwili nie wyglądała na kogoś, kto znajdował się u szczytu formy, co niezbyt mijało się z prawdą – w istocie najchętniej owinęłaby się kołdrą i zwinęła w kłębek, żeby zapaść w sen. Choć możliwe, że en byłby zbyt lekki, zbyt krótki, ciągle przerywany pobudkami, by w istocie zapewnić odpoczynek.
Odłożyła notatki na blat ławy i wskazała wymownie dłonią na pusty fotel. Tak, miała najwyraźniej zamiar przejść do sedna sprawy, najlepiej tu i teraz, natychmiast. I raczej nie należało się temu dziwić, zwłaszcza że była błogo nieświadoma, że brat nie raczył posłuchać jej prośby i zarazem zdeterminowana, żeby go ubiec.
Cóż, może i się spóźniła z tym, niemniej w zanadrzu miała jeszcze coś, czego nie wiedział nawet jej brat.
321/806