20.01.2025, 16:52 ✶
Oboje w pewien sposób zawiedli samych siebie, lecz Lestrange odepchnął od siebie tę myśl. Przekształcił ją w coś innego: w siłę napędową, która sprawiła, że otworzył oczy na pewne kwestie. Być może to było oszukiwanie samego siebie, lecz dzięki temu nie siedział w domu, z twarzą ukrytą w dłoniach, i nie pogrążał się w ciemnych myślach. Działał, plótł swoją sieć i nawiązywał więcej kontaktów, korzystając z wolności, którą podarował mu los. Ale nie od początku tak było.
Przecież gdy udało im się wydostać z Mauzoleum, to pierwszym co zrobił było nie oddanie zwoju, który mieli zdobyć. To, co zrobił na początku, to było zapewnienie Nicholasowi bezpieczeństwa. Zostawił go wyłącznie na chwilę, ale później, żeby przekazać zwój swojemu kuzynowi. Nie mówił mu, co zaszło pod ziemią, w żywym grobowcu pełnym podejrzanych trupów i śmierdzącym nekromancją. Wrócił na Horyzontalną tak szybko, jak tylko się dało, żeby upewnić się, że z Traversem jest wszystko w porządku. Potem odchodził i przychodził, sprawdzał czy żyje, opiekował się nim bez żadnego słowa, bez poczucia wyższości czy pogardy, którą mógłby odczuwać kto inny. Fakt jednak był niezaprzeczalny: nie rozmawiali o tym, co się stało u Fawleyów, a Rodolphus przestał nocować w mieszkaniu Nicholasa. Przychodził jednak, lecz w ciągu tylko kilku dni jego obecność tu była mocno niestała. A w końcu, gdy Nick był już stabilny, naturalnie się odsunął i zniknął. A potem przesłał mu list.
Oczywiście, że mógłby skorzystać z klucza, lecz nie zrobił tego. To już nie było jego miejsce, w którym mógł odpocząć. Znowu był tu gościem i czuł się obco, chociaż rozpoznawał unoszący się w tym mieszkaniu zapach jego własny i Nicholasa.
- Oczekiwałeś kogoś innego? - zapytał, przesuwając wzrokiem po różdżce, którą Nick ściskał w dłoni. Przeszedł przez próg i starannie zamknął drzwi, zanim zdecydował się odpowiedzieć. Na moment dłużej przytrzymał dłoń na klamce, przymykając oczy. - Przyszedłem je oddać, nietaktem byłoby skorzystanie z nich akurat teraz.
Wyjaśnił, odwracając się powoli. Zsunął lekki płaszcz z ramion, wzrokiem błądząc po twarzy mężczyzny, jakby doszukiwał się oznak choroby czy osłabienia. Nie dostrzegał ich, ale Nicholas nie pozwolił mu na przyglądanie się dłużej, bo przeszedł do kuchni. Rolph więc odwiesił płaszcz i ruszył za nim, uprzednio jednak wyciągając pęk kluczy, który dostał od Nicka gdy się tu wprowadzał. Odłożył je na stół ostrożnie, żeby nie zburzyć naturalnych odgłosów domu brzękiem metalu o drewno.
- Jak się czujesz? - zapytał w końcu, wlepiając wzrok w jego plecy. Nie siadał przy stole, w zasadzie to musiał się powstrzymać by nie zaproponować, żeby to Nick usiadł a on go wyręczy. Ostatnie dni nie były dla niego łaskawe, to jasne, ale on nie mógł tutaj zostać. Potrzebował własnego miejsca, lecz nie mógł tak po prostu się odsunąć i zapomnieć, kto mu pomógł wylizać rany. Poza tym chciał wiedzieć, dlaczego Travers się nie obudził wtedy, gdy powinien. Domyślał się, ale chciał wiedzieć, co się dokładnie stało. Między nimi zawiązała się dziwna więź i chociaż miłości tu nie było, to na samą myśl o tym, że Rodolphus mógłby go zostawić, gdy ten słabnie fizycznie, napawała go odrazą. Tak się nie robiło i nie było to honorowe, nawet jeśli szacunek i honor w jego świecie były wypaczone. - Chodzi mi nie tylko o to, co stało się u Fawley. Jak twoje serce?
Nie mogąc się powstrzymać, podszedł do Nicholasa i ostrożnie, miękko położył mu dłoń na ramieniu. Nie miał bladego pojęcia, co Cassandra kazała im wypić, ale skoro on - zdrowy i młodszy - zareagował źle, to Nicholas mógł oberwać dużo, dużo mocniej. Wiedział, że nie da po sobie tego poznać i jeżeli coś było nie tak: będzie musiał to wydobyć z mężczyzny siłą.
Przecież gdy udało im się wydostać z Mauzoleum, to pierwszym co zrobił było nie oddanie zwoju, który mieli zdobyć. To, co zrobił na początku, to było zapewnienie Nicholasowi bezpieczeństwa. Zostawił go wyłącznie na chwilę, ale później, żeby przekazać zwój swojemu kuzynowi. Nie mówił mu, co zaszło pod ziemią, w żywym grobowcu pełnym podejrzanych trupów i śmierdzącym nekromancją. Wrócił na Horyzontalną tak szybko, jak tylko się dało, żeby upewnić się, że z Traversem jest wszystko w porządku. Potem odchodził i przychodził, sprawdzał czy żyje, opiekował się nim bez żadnego słowa, bez poczucia wyższości czy pogardy, którą mógłby odczuwać kto inny. Fakt jednak był niezaprzeczalny: nie rozmawiali o tym, co się stało u Fawleyów, a Rodolphus przestał nocować w mieszkaniu Nicholasa. Przychodził jednak, lecz w ciągu tylko kilku dni jego obecność tu była mocno niestała. A w końcu, gdy Nick był już stabilny, naturalnie się odsunął i zniknął. A potem przesłał mu list.
Oczywiście, że mógłby skorzystać z klucza, lecz nie zrobił tego. To już nie było jego miejsce, w którym mógł odpocząć. Znowu był tu gościem i czuł się obco, chociaż rozpoznawał unoszący się w tym mieszkaniu zapach jego własny i Nicholasa.
- Oczekiwałeś kogoś innego? - zapytał, przesuwając wzrokiem po różdżce, którą Nick ściskał w dłoni. Przeszedł przez próg i starannie zamknął drzwi, zanim zdecydował się odpowiedzieć. Na moment dłużej przytrzymał dłoń na klamce, przymykając oczy. - Przyszedłem je oddać, nietaktem byłoby skorzystanie z nich akurat teraz.
Wyjaśnił, odwracając się powoli. Zsunął lekki płaszcz z ramion, wzrokiem błądząc po twarzy mężczyzny, jakby doszukiwał się oznak choroby czy osłabienia. Nie dostrzegał ich, ale Nicholas nie pozwolił mu na przyglądanie się dłużej, bo przeszedł do kuchni. Rolph więc odwiesił płaszcz i ruszył za nim, uprzednio jednak wyciągając pęk kluczy, który dostał od Nicka gdy się tu wprowadzał. Odłożył je na stół ostrożnie, żeby nie zburzyć naturalnych odgłosów domu brzękiem metalu o drewno.
- Jak się czujesz? - zapytał w końcu, wlepiając wzrok w jego plecy. Nie siadał przy stole, w zasadzie to musiał się powstrzymać by nie zaproponować, żeby to Nick usiadł a on go wyręczy. Ostatnie dni nie były dla niego łaskawe, to jasne, ale on nie mógł tutaj zostać. Potrzebował własnego miejsca, lecz nie mógł tak po prostu się odsunąć i zapomnieć, kto mu pomógł wylizać rany. Poza tym chciał wiedzieć, dlaczego Travers się nie obudził wtedy, gdy powinien. Domyślał się, ale chciał wiedzieć, co się dokładnie stało. Między nimi zawiązała się dziwna więź i chociaż miłości tu nie było, to na samą myśl o tym, że Rodolphus mógłby go zostawić, gdy ten słabnie fizycznie, napawała go odrazą. Tak się nie robiło i nie było to honorowe, nawet jeśli szacunek i honor w jego świecie były wypaczone. - Chodzi mi nie tylko o to, co stało się u Fawley. Jak twoje serce?
Nie mogąc się powstrzymać, podszedł do Nicholasa i ostrożnie, miękko położył mu dłoń na ramieniu. Nie miał bladego pojęcia, co Cassandra kazała im wypić, ale skoro on - zdrowy i młodszy - zareagował źle, to Nicholas mógł oberwać dużo, dużo mocniej. Wiedział, że nie da po sobie tego poznać i jeżeli coś było nie tak: będzie musiał to wydobyć z mężczyzny siłą.