![[Obrazek: d2fec19202b6302aaa3f73a2e07413cc.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/d2/fe/c1/d2fec19202b6302aaa3f73a2e07413cc.jpg)
Choć dla większości Yule mogłoby kojarzyć się z ciepłą i świąteczną atmosferą, Daphne prędzej odczuwała kotłowanie w brzuchu i nerwowe ciarki na plecach. Co roku na ten czas wracała z Hogwartu do domu, żeby wspólnie z rodziną celebrować ten wyjątkowy dzień. Oczywiście pozornie wszystko było idealne. Suto zastawiony stół, pięknie rozwieszone (lub lewitujące) ozdoby wykonane z wiecznie zielonych roślin. Wystrój wykonany ze smakiem, bez przesady i upychania czegokolwiek jak leci, zamiast tego była w nim nutka elegancji, ale na tyle by nie przytłaczała nikogo. Obiektywnie, dom miał ten świąteczny szlif, a zapach pierników oraz igliwia niósł się po korytarzach.
Sama Daphne nie czuła tego wszystkiego w ten sposób. Święta kojarzyły się z przesłuchaniem jakie musiała przejść przy stole. Zamiast cieszyć się wspaniałymi wypiekami i dobrym posiłkiem, musiała wysłuchiwać, że nie jest wystarczająco dobra. Że przynosi wstyd rodzinie, że nic dziwnego że nie trafiła do krukonów, skoro ledwo sobie radzi w szkole. Nawet drobne sukcesy, postępy jakie dokonywała, wszystko było traktowane jako niewystarczające, w końcu płynie w niej szlachetna krew Parkinsonów i nie godzi się, żeby ktoś taki miał tak cienkie oceny w szkole, że jeśli nie weźmie się za siebie to skończy na Nokturnie i nikt jej nie pomoże. Co roku takie kazanie kończyło się tym, że Daphne przepłakiwała resztę wieczoru sama w pokoju. Nie chciała żeby ktoś ją widział w takim stanie, choć czuła z roku na rok, że nie czeka jej nic dobrego. Nie była tak utalentowana jak siostry, nic dziwnego że matka chciała by chociaż dociągnęła do ich poziomu. Natomiast od czasu, kiedy zaczęła pracować, musiała wysłuchiwać, że to wszystko zawdzięcza rodzicielce oraz jej koneksjom. Stopniowo zobojętniała na te docinki, chociaż nadal nie spływają po niej jak po kaczce.
Jako prezent świąteczny ze strony rodziców mogła spodziewać się średnio trafionych upominków. Matka dawała zawsze jakąś książkę, zazwyczaj droższą i rzadszą niż zwykło się o nich myśleć, ale były często daleko poza młodzieńczymi zainteresowaniami Daphne. Ojciec dawał szkatułkę wypełnioną różnymi fiolkami i specyfikami, często mylnie podpisanymi przez co korzystanie z mikstur prawie zawsze wiązało się z niespodziewanymi efektami. Starsze siostry od czasu kiedy zaczęły pracę, dawały dużo bardziej trafione prezenty. Czasami wspólnie uzgadniały co takiego powinno znaleźć się pod choinką, żeby każda z nich mogła poczuć magię tego czasu. Dzięki temu wspierają się wzajemnie i sprawiają, że święta są po prostu lepsze i znośniejsze.