• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 16 Dalej »
[05.71] Pijany Mistrz, władca butelek, widział wszystko, pamięta niewiele | A.G & A.T

[05.71] Pijany Mistrz, władca butelek, widział wszystko, pamięta niewiele | A.G & A.T
Egzorcysta za flaszkę
"Masoneria kontroluje świat! Kim jest masoneria? No, tego, centaury ino, nie? Polej więcej!"
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dwumetrowy(200cm!!!) "olbrzym" o zaniedbanych włosach, brodzie i ciuchach pamiętających lata trzydzieste - z daleka widać, że życie nie obdarza Alfreda wieloma rzeczami, albo że on ich po prostu nie przyjmuje. Dziurawe rękawice bez palców noszone nawet w lato, zawsze jedna flaszka wystająca z przedniej kieszeni wybrudzonej kurtki. Jednak w oczach egzorcysty tli się płomień dziwnej, niepasującej do jego wyglądu charyzmy, a jego gadanie, mimo że często gęsto odklejone, przemawia może nie do rozumu słuchaczy - ale do ich serc.

Alfred Trelawney
#4
21.01.2025, 02:41  ✶  
Czy Alfred naprawdę podszedł do tego biednego człowieka tylko dlatego, że ten łaził z pustą butelką? Cóż, on na pewno tak sądził... Ale skłamałby, gdyby powiedział, że młodszy mężczyzna nie spowodował w nim jeszcze większych fal nostalgii. Czy on sam nie wyglądał kiedyś podobnie, gdy dopiero poznawał zakamarki Nokturnu? Nawet to podbite oko wręcz powodowało w nim fantomowy ból, gdy tylko przypomniał sobie, ile razy sam oberwał w mordę bo skręcił nie tam gdzie trzeba. No, może nie byli aż TAK podobni - Alfredzik był wtedy młody i piękny, a ten tu... ajaj, no nie ma podejścia! Ale to tworzyło w nim tylko większe współczucie do nieznajomego, a gdy zastanowi się, co podniosłoby go na duchu w najgorszych momentach jego życia, to "Uśmiechnięty człowiek proponujący bimber" uzyskałoby medale za wszystkie miejsca na podium.
Patrzył z politowaniem na to, jak biedaczysko zatacza się o własne nogi. Tak tak, doskonale go rozumiał - sam byłby zdziwiony, gdyby ktoś te trzydzieści lat temu okazał mu taką dobroć prosto z serca tutaj, na Nokturnie. Ale, jak to mówią młodzi, bądź zmianą którą chcesz na świecie, no nie? Stanął po prawicy druha w niedoli i objął go swoim wielkim ramieniem, tak, żeby ten nie musiał bać się o odległość swojej twarzy od bruku. Pociągnął łyk z butelki, po czym wcisnął ją w dłoń swojego nowego podopiecznego, zabierając mu przy okazji pustą butelkę tutejszego sikacza, zaraz potem ciskając ją w najbliższą pustą uliczkę. Nokturn style. - Kochanieńki, ciężki dzień za tobą, co? Pozwól, że wujek Alfred pokaże ci, jak na Nokturnie radzą sobie z ciężkimi dniami jego najwybitniejsi mieszkańcy! - Klepnął go po barku, uśmiechając się od jednego kącika brody do drugiego. - Smutno ci? Lej w usta! Nie możesz zapomnieć o kochance? Lej w usta! Kochanek dalej w głowie? Lej w usta! Straciłeś wszystkie oszczędności w kartach, przez co twoja przyszłość maluje się czarnymi farbami, a ty sam martwisz się że nie dożyjesz kolejnego roku? Lej, cholibka, w usta! Zostaw swoje problemy daleko stąd, bo dzisiaj liczysz się tylko ty, ja i te butelki płynnego złota, które musimy opróżnić! - Zarechotał, dalej klepiąc swojego kompana, uważając jednak, by ten przy okazji nie wywinął orła. Widać było, że w jego głowie szumi o wiele gorzej, niż wprawionemu w boju Trelawneyowi.
Ale i tak wyglądał lepiej, niż on podczas swojego pierwszego ciągu alkoholowego. Przynajmniej z tego co pamiętał, a pamiętał niewiele. Przebłyski kontaktowania z otoczeniem, wypełnione przystawianiem do ust coraz to gorzej dających siarką i alkoholem flaszek. I to przecież nie tak, że Alfred "pił, by zapomnieć" czy oblewał jakieś smutki. Nigdy nie pił w celu uciszenia swoich emocji, wręcz przeciwnie - kiedy pił to czuł, że żyje. Długo po śmierci babci nie potrafił obrać sobie jakiegoś celu w życiu. No bo dobra, może sobie pracować jako ten egzorcysta... Ale po co? Sława i rozgłos go nie interesowały, pieniądze były mu w życiu niepotrzebne. I wtedy z nieba zstąpiła do niego owa bogini, owa wysłanniczka nadziei... Stara dobra wódeczka. Wiele osób pewnie złapałoby się za głowę na myśl o wybraniu alkoholu na swój życiowy cel, ale jego niezbyt interesowało zdanie innych ludzi, toteż się tym nie przejmował.
Z tego całego rozmyślania wyrwało go dopiero kolejne spojrzenie na jeszcze-nie-znanego przyjaciela od kielicha. Wydawał się... Wyjątkowo podekscytowany? Te błyski w oczach, te uniesienie kiedy dzielił się z Alfredem swoimi dziwnymi majakami alkoholowymi... Ah, czyżby to było to? Czyżby znalazł sobie prawdziwie bratnią duszę? Brata z innej matki, ale jednej butelki? Czas pokaże, czas pokaże, ale stary alkoholik już nie mógł się doczekać sprawdzenia, czy ten tu żywy trup zasługuje na tak wyniosły tytuł.
Rozejrzał się wokół, szukając jakiegoś dobrego miejsca na popijawę - w takich momentach trzeba chwytać chwilę, zanim pryśnie. Człowiek nigdy nie wie, po którym łyku nagle przestanie lubić swoje towarzystwo. Właśnie wtedy ją zauważył, swoją starą miłość, kochankę lat minionych, cudowną lady, z którą spędził nie jedną noc i z którą nie raz poleciał w przysłowiową ślinę, choćby przez sen: drewnianą, lekko przekrzywioną, pokrytą glonami od spodu i dziwnymi plamami od góry ławeczkę, na której przespał nie jedną letnią noc. Nie pamiętał już, czemu przestał z niej korzystać, ale na pewno nie było to nic ważnego.
- Mój kochaneczku, mamy szczęście! Oto ona, nasza  muza, nasza opiekunka, nasza... No, pierdu pierdu, nie możemy marnować czasu, bo nam się bimberek ulatnia! Za mną, w sukurs! - Opuścił prawicę blondyna ruszając prosto do swojej kochanej ławeczki. Zrobił przed nią coś, co zapewne miało być piruetem, beknął, skłonił się tak nisko jak potrafił bez wywrócenia się, po czym ciężko klapnął na starą znajomą. To bardzo szybko przypomniało mu, czemu już z niej nie korzystał - pod ławeczką, zaatakowaną jego dwumetrowym, schlanym cielskiem, po prostu ugięły się drewniane nogi. Nie, ugięły to złe określenie - wystrzeliły w bok niczym torpedy, podczas gdy jej główna część (wraz z Alfredem) poleciała z hukiem na ziemię. Egzorcysta aż się od niej odbił przy zderzeniu do góry niczym pijany kauczuk, po czym z powrotem upadł na nią pośladami, szybko jednak tracąc równowagę i upadając na bok. Ale nie martwcie się, trochę się poturlał, trochę podczołgał i zaraz znów siedział na wiernym siedzisku! - Może trochę nisko, ale nie martw się, dwie butelki a nasze dusze i tak będą latały nad dachami najwyższych budynków Londynu! Siadaj no! - poklepał wolne miejsce po swojej lewej, zapraszając swojego koleżkę.
Ah, oczywiście trzeba coś podkreślić - nawet jedna butelka się nie stłukła. Nie bierzcie Alfreda za jakiegoś amatora.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alfred Trelawney (1929), Ambroise Greengrass-Yaxley (2950)




Wiadomości w tym wątku
[05.71] Pijany Mistrz, władca butelek, widział wszystko, pamięta niewiele | A.G & A.T - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.01.2025, 05:46
RE: [05.71] Pijany Mistrz, władca butelek, widział wszystko, pamięta niewiele | A.G & A.T - przez Alfred Trelawney - 19.01.2025, 20:59
RE: [05.71] Pijany Mistrz, władca butelek, widział wszystko, pamięta niewiele | A.G & A.T - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 20.01.2025, 05:20
RE: [05.71] Pijany Mistrz, władca butelek, widział wszystko, pamięta niewiele | A.G & A.T - przez Alfred Trelawney - 21.01.2025, 02:41

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa