21.01.2025, 03:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.05.2025, 17:40 przez Ambrosia McKinnon.)
- Hm, coś w tym jest. No to niech będzie Boblin - pokiwała głową, bo w sumie to Maeve miała bardzo dużo racji w tym co mówiła. Ostatnie czego chciały to nie tyle Stanley, któremu wszystko by się mieszało, co biedny Francis który by się tym wszystkim niepotrzebnie stresował. A on był skałą na tym burzliwym oceanie zwanym Głębiną - należała mu się więc odrobina spokoju.
Cuda to był rarytas, nawet w świecie czarodziejskim, który przecież buchał magią z każdego niemal przedmiotu codziennego użytku. Co więcej, był to jeszcze rzadszy fenomen tutaj u nich, na Nokturnie, bo o wiele częściej jak cud można było tu znaleźć zagubioną klątwę albo nóż między żebrami. A mimo tego oto im się trafił - mówiący goblin Boblin, którego nawet nie musiały uczyć kolejnych pirackich formułek, aczkolwiek Rosie wciąż była za tym, żeby dokleić mu papugę. Nad czym powinny jednak popracować, to dykcja Boblina.
Goblin, jeśli miał coś więcej do dodania na temat sytuacji w której się znalazł, to niewiele miał na ten temat do powiedzenia. Przynajmniej nie więcej niż dotychczas, bo wydał z siebie parę charchotnięć, które można było odebrać dowolnie - czyli dokładnie tak, jak najbardziej pasowało odbiorcy. Ambrosia dlatego się uśmiechnęła, uważając że jej nowy nabytek właśnie zgadza się na wszystko co go czekało w świetliście malującej się przed nim przyszłości. Innej opcji w sumie nie miał.
- No, tak myślę - kiwnęła głowa, nie zamierzają poddawać w wątpliwość domysłów Changówny. - Ewentualnie, jeśli nie, to jest to jakaś pokrętna wersja posągu. Taki żart może? Wiesz, jakiś czas temu byłam w lesie i znalazłam tam taką pannę, w sensie posąg, na który jak się rzuciło zaklęcie rozpraszające to biegła sobie dalej, totalnie przerażona, ale potem znowu się zamieniała w kamień. Możemy spróbować go odczarować, ale nie sądzę by to cokolwiek pomogło, gdyż ponieważ dlatego że... eee... no taki goblin piechotą nie chodzi po prostu - uśmiechnęła się niewinnie. - Nie bój się, to co mówisz brzmi jak coś, o co można by się martwić, ale wcale nawet nie trzeba, bo zanim damy go Staszkowi, to ja bym oddała do preparacji - była prawie pewna, że kamiennie spojrzenie goblina wodzi rozpaczliwie od niej do azjatki. A nawet jeśli nie, to pewnie by tak robiło gdyby tylko mogło. McKinnon jednak nic sobie nie robiła i dalej wesołym tonem głosiła swoje propozycje na rozwiązanie stojącego przed nimi problemu. - Znam taki zakład rzemieślniczy, nazywa się Kościany Zamtuz i oni go tam wezmą i w środku wysuszą, żeby niepotrzebnie nie fikał i nie robił niespodzianek. A do gadania można go potem odpowiednio zakląć, zamiast zdawać się na ślepy los. Co ty na to?
To była propozycja wręcz idealna i wcale nie dlatego, że sama to zaproponowała - świadczyła o tym dość szybka zgoda Maeve, więc nie pozostawało im nic innego jak złapać na nowo goblina i zawinąć go w gobelin. Bo przecież nie mogły pozwolić, żeby Stanley zauważył co tam sobie nosiły, a na Podziemne najlepiej było zejść schodkami w piwnicy, a potem to już była prosta długa do Zamtuza. Znaczy może nie prosta, ale obie znały ścieżki na tyle dobrze, by nie musieć zastanawiać się w który zaułek skręcić.
Cuda to był rarytas, nawet w świecie czarodziejskim, który przecież buchał magią z każdego niemal przedmiotu codziennego użytku. Co więcej, był to jeszcze rzadszy fenomen tutaj u nich, na Nokturnie, bo o wiele częściej jak cud można było tu znaleźć zagubioną klątwę albo nóż między żebrami. A mimo tego oto im się trafił - mówiący goblin Boblin, którego nawet nie musiały uczyć kolejnych pirackich formułek, aczkolwiek Rosie wciąż była za tym, żeby dokleić mu papugę. Nad czym powinny jednak popracować, to dykcja Boblina.
Goblin, jeśli miał coś więcej do dodania na temat sytuacji w której się znalazł, to niewiele miał na ten temat do powiedzenia. Przynajmniej nie więcej niż dotychczas, bo wydał z siebie parę charchotnięć, które można było odebrać dowolnie - czyli dokładnie tak, jak najbardziej pasowało odbiorcy. Ambrosia dlatego się uśmiechnęła, uważając że jej nowy nabytek właśnie zgadza się na wszystko co go czekało w świetliście malującej się przed nim przyszłości. Innej opcji w sumie nie miał.
- No, tak myślę - kiwnęła głowa, nie zamierzają poddawać w wątpliwość domysłów Changówny. - Ewentualnie, jeśli nie, to jest to jakaś pokrętna wersja posągu. Taki żart może? Wiesz, jakiś czas temu byłam w lesie i znalazłam tam taką pannę, w sensie posąg, na który jak się rzuciło zaklęcie rozpraszające to biegła sobie dalej, totalnie przerażona, ale potem znowu się zamieniała w kamień. Możemy spróbować go odczarować, ale nie sądzę by to cokolwiek pomogło, gdyż ponieważ dlatego że... eee... no taki goblin piechotą nie chodzi po prostu - uśmiechnęła się niewinnie. - Nie bój się, to co mówisz brzmi jak coś, o co można by się martwić, ale wcale nawet nie trzeba, bo zanim damy go Staszkowi, to ja bym oddała do preparacji - była prawie pewna, że kamiennie spojrzenie goblina wodzi rozpaczliwie od niej do azjatki. A nawet jeśli nie, to pewnie by tak robiło gdyby tylko mogło. McKinnon jednak nic sobie nie robiła i dalej wesołym tonem głosiła swoje propozycje na rozwiązanie stojącego przed nimi problemu. - Znam taki zakład rzemieślniczy, nazywa się Kościany Zamtuz i oni go tam wezmą i w środku wysuszą, żeby niepotrzebnie nie fikał i nie robił niespodzianek. A do gadania można go potem odpowiednio zakląć, zamiast zdawać się na ślepy los. Co ty na to?
To była propozycja wręcz idealna i wcale nie dlatego, że sama to zaproponowała - świadczyła o tym dość szybka zgoda Maeve, więc nie pozostawało im nic innego jak złapać na nowo goblina i zawinąć go w gobelin. Bo przecież nie mogły pozwolić, żeby Stanley zauważył co tam sobie nosiły, a na Podziemne najlepiej było zejść schodkami w piwnicy, a potem to już była prosta długa do Zamtuza. Znaczy może nie prosta, ale obie znały ścieżki na tyle dobrze, by nie musieć zastanawiać się w który zaułek skręcić.
Koniec sesji
she was a gentle
sort of horror
sort of horror