21.01.2025, 11:59 ✶
Gustawa musiała zdawać sobie sprawę z frywolności Enzo, nawet jeśli ten rzadko, a wręcz prawie nigdy, nie zapraszał swoich kochanków i kochanek do domu matki. O ile nie był pewien, że będzie zupełnie sam, jego przygody nie miały prawa mieć miejsca w świadomości Gustawy lub matki. Zdarzało się jednak, że mimo zapowiedzi wyjścia, gosposia jednak zaszywała się w domu i młody panicz Remington musiał później słuchać komentarzy. Nic więc dziwnego, że zwykle wybierał hotel lub mieszkanie tej drugiej osoby! Obecność Brenny była inna, bo przyszła przecież w złym dla Enzo momencie, który nie pasował do możliwych cielesnych uciech.
- Ech, Brenno. - Wzdychał dramatycznie. - Masz rację. I komiksy! Zaczytywałem się w komiksach jako mały chłopiec, powinienem jeszcze mieć gdzieś te wszystkie wydania, również te rzadkie. Co lubisz? Superbohaterów? Kaczora? Wszystko gdzieś mam. - Rozejrzał się po pokoju, lecz mimo tylu pamiątek z dzieciństwa, nie dostrzegł swoich komiksów. Musiały być gdzieś indziej, popakowane i zachowane dla potomności.
W końcu złapał za imbryk i rozlał bursztynowy płyn do filiżanek. Naczynie z mlekiem stało tuż obok, na tacce..
Przez twarz Remingtona przebiegły emocje, gdy serce i rozum podpowiadały zupełnie co innego. Jak mógłby zachować swoją pracę w sekrecie, skoro tak kochał pokazywać kreacje, które tworzył? Wahał się dłuższą chwilę.
- Tak będzie rozsądniej. - Zadecydował w końcu. - Będę bronił mugolaków anonimowo, ale to znaczy, że muszę dalej szyć zarobkowo, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Brenno, czeka nas... Naprawdę dużo pracy. - Podejście Enzo zmieniło się. Jego twarz stężała, gdy zrozumiał, że pisze się na coś większego od siebie. - Pomożesz mi, prawda? Razem pomożemy tym, którzy tego potrzebują.
- Ech, Brenno. - Wzdychał dramatycznie. - Masz rację. I komiksy! Zaczytywałem się w komiksach jako mały chłopiec, powinienem jeszcze mieć gdzieś te wszystkie wydania, również te rzadkie. Co lubisz? Superbohaterów? Kaczora? Wszystko gdzieś mam. - Rozejrzał się po pokoju, lecz mimo tylu pamiątek z dzieciństwa, nie dostrzegł swoich komiksów. Musiały być gdzieś indziej, popakowane i zachowane dla potomności.
W końcu złapał za imbryk i rozlał bursztynowy płyn do filiżanek. Naczynie z mlekiem stało tuż obok, na tacce..
Przez twarz Remingtona przebiegły emocje, gdy serce i rozum podpowiadały zupełnie co innego. Jak mógłby zachować swoją pracę w sekrecie, skoro tak kochał pokazywać kreacje, które tworzył? Wahał się dłuższą chwilę.
- Tak będzie rozsądniej. - Zadecydował w końcu. - Będę bronił mugolaków anonimowo, ale to znaczy, że muszę dalej szyć zarobkowo, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Brenno, czeka nas... Naprawdę dużo pracy. - Podejście Enzo zmieniło się. Jego twarz stężała, gdy zrozumiał, że pisze się na coś większego od siebie. - Pomożesz mi, prawda? Razem pomożemy tym, którzy tego potrzebują.