21.01.2025, 15:03 ✶
Nie zamierzał korzystać nadmiernie z uprzejmości Reginy, gdy jeszcze nie miał okazji pokazać jej swoich usług. Panna Rowle była niesamowita pod każdym względem i naprawdę miał nadzieję, że ich współpraca będzie podobnie niecodzienna.
Tak potężna, tak groźna, władczyni smoków potrafiła chichotać. Mimo swych rozmiarów i powagi, wciąż była kobietą, przypomniał sobie.
- Och, proszę się nie martwić, to nie jemu przypisuję szczególne umiejętności, a tobie! - Zaśmiał się, gładko przechodząc na mniej formalny ton. - Mój ojciec, choć był Londyńczykiem z krwi i kości, zawsze powtarzał, że można ufać tym, którzy potrafią nawiązać więź ze zwierzętami. Pracujesz z nimi? Czy to tylko pupil?
Mimo swoich słów, nie zamierzał podchodzić do smoczognika zbyt blisko, już nie tylko przez obawę o swoje ubranie, ale i o resztę związanych z tym powodów. Nigdy nie był osobą, która garnęła się do zwierząt, bo i nigdy nie miał zbytniej okazji z nimi obcować.
Przeszedł w stronę kanapy. Był dość wysoki, lecz nie mógł równać się Reginie. Bycie malutkim przy kimś innym było dziwaczne, ale też w pewnym sensie odświeżające.
- Dziękuję, Regino. Ach, Islandia! Tyle słyszałem, lecz nigdy tam nie byłem. - Westchnął z głębi płuc. - Ja dotarłem aż za ocean, do Ameryki. Rozwijałem umiejętności.
Już chciał wdrapywać się na kanapę, lecz Regina go ubiegła, zmniejszając mebel. Podziękował krótko i usiadł, od razu opierając się wygodnie i zakładając nogę na nogę. Zmrużył lekko oczy przyglądając się olbrzymce, lecz nie było w tym kpiny, a zwykła ciekawość. Teraz, gdy miał ją przed sobą, mógł się dokladnie przyjrzeć jej twarzy, sylwetce, rozmiarom.
- Jesteś jak płótno, Regino. Masz tak szlachetne rysy i posturę! Moja droga, powinnaś zająć się modelingiem. Dziwię się, że Rosierowie jeszcze cię nie dostrzegli. Wiesz, mój patron... - Po raz pierwszy od czasu wydarzenia Muzy wrócił do chwili otrzymania lauru, lecz zawahał się tylko na moment, wspominając Raphaelę. - Mój szanowny patron poprosił, bym ubrał posąg Ateny, starożytnej bogini. Ach, Regino, ty mogłabyś stać się boginią naszych czasów. Mogłabyś stać się natchnieniem dla posągów, by zachować twoją twarz na wieki.
Tak potężna, tak groźna, władczyni smoków potrafiła chichotać. Mimo swych rozmiarów i powagi, wciąż była kobietą, przypomniał sobie.
- Och, proszę się nie martwić, to nie jemu przypisuję szczególne umiejętności, a tobie! - Zaśmiał się, gładko przechodząc na mniej formalny ton. - Mój ojciec, choć był Londyńczykiem z krwi i kości, zawsze powtarzał, że można ufać tym, którzy potrafią nawiązać więź ze zwierzętami. Pracujesz z nimi? Czy to tylko pupil?
Mimo swoich słów, nie zamierzał podchodzić do smoczognika zbyt blisko, już nie tylko przez obawę o swoje ubranie, ale i o resztę związanych z tym powodów. Nigdy nie był osobą, która garnęła się do zwierząt, bo i nigdy nie miał zbytniej okazji z nimi obcować.
Przeszedł w stronę kanapy. Był dość wysoki, lecz nie mógł równać się Reginie. Bycie malutkim przy kimś innym było dziwaczne, ale też w pewnym sensie odświeżające.
- Dziękuję, Regino. Ach, Islandia! Tyle słyszałem, lecz nigdy tam nie byłem. - Westchnął z głębi płuc. - Ja dotarłem aż za ocean, do Ameryki. Rozwijałem umiejętności.
Już chciał wdrapywać się na kanapę, lecz Regina go ubiegła, zmniejszając mebel. Podziękował krótko i usiadł, od razu opierając się wygodnie i zakładając nogę na nogę. Zmrużył lekko oczy przyglądając się olbrzymce, lecz nie było w tym kpiny, a zwykła ciekawość. Teraz, gdy miał ją przed sobą, mógł się dokladnie przyjrzeć jej twarzy, sylwetce, rozmiarom.
- Jesteś jak płótno, Regino. Masz tak szlachetne rysy i posturę! Moja droga, powinnaś zająć się modelingiem. Dziwię się, że Rosierowie jeszcze cię nie dostrzegli. Wiesz, mój patron... - Po raz pierwszy od czasu wydarzenia Muzy wrócił do chwili otrzymania lauru, lecz zawahał się tylko na moment, wspominając Raphaelę. - Mój szanowny patron poprosił, bym ubrał posąg Ateny, starożytnej bogini. Ach, Regino, ty mogłabyś stać się boginią naszych czasów. Mogłabyś stać się natchnieniem dla posągów, by zachować twoją twarz na wieki.