21.01.2025, 17:41 ✶
Uniósł brew, lekko przekrzywiając głowę. W Azkabanie? Gdyby usłyszała to Lorien, to zapewne zamknęłaby Nicholasa w złotej klatce i chciała dowiedzieć się absolutnie wszystkiego. A może zmniejszyłaby go jakimś zaklęciem i wrzuciła do tej cholernej gablotki z makietą Azkabanu i dementorkami? Jednego z nich miał w swoim domu, w salonie. Był mocno niezadowolony, że nie mógł na razie wychodzić kiedy chciał.
- Azkaban... - powtórzył cicho, pozwalając na to, by Travers chwycił go za rękę i odsunął od swojej twarzy. Nie uśmiechał się, wciąż pozostawał poważny - w jego oczach nie widać było kpiny czy chociażby cienia oceny, że Nick nie podołał zadaniu. Nie bardzo wiedział, co mu powiedzieć: że w końcu obaj tam trafią, chyba że wcześniej umrą? To nie brzmiało jak słowa pocieszenia, a tych najwyraźniej Nicholas potrzebował. Wyjątkowo, bo do tej pory nie zdarzało się, by przeżywał cokolwiek aż tak mocno. Raz się wystraszył, gdy zobaczył go zamiast kogoś ze swojej rodziny, lecz poza tym krył wszystkie swoje lęki głęboko w środku. To była ciekawa odmiana, widzieć go w tym stanie: takim... ludzkim.
- Umysł potrafi robić naprawdę paskudne sztuczki - powiedział w końcu. Nie, nie szanował jego granic: widział, jak przyłożył dłoń do klatki piersiowej, wiedział że chciał go odepchnąć, lecz gdy tylko się oparł o blat, Lestrange zrobił pół kroku do przodu. - Więzi teraz twoje ciało w tym, co było.
Dodał, bo nie musiał chyba mu mówić, że to nie było prawdziwe.
Oj, jak kusiło rzucić teraz dewizą Mulciberów. Pomyśl, że to sen. Idealnie pasowała do tego, co oboje przeżyli, lecz nie mógł rzucić jej Nickowi w twarz - ze względu na Roberta. Podejrzewał że Travers przeżył jego utratę bardziej, niż Rodolphus.
- Ludzie błędnie zakładają, że umysł nie jest w stanie spowodować fizycznych dolegliwości. Dlatego o to pytam: bo wiem, że jest inaczej. Jeżeli mu na to pozwolisz, złamie twoje ciało - powiedział łagodnie, a jego rysy twarzy rozluźniły się. Delikatnie nakrył dłoń Nicholasa swoją. - To, co widziałeś, to jakiś rodzaj projekcji, iluzji. Magia, którą wykorzystała Cassandra, weszła do naszych głów i wyciągnęła rzeczy, których się obawiamy. Sprawdzała nas. Albo po prostu torturowała? Może dostała takie polecenie. Albo jest psychiczna.
Nie miał pewności, czy tak było, ale to brzmiało logicznie i tak też sobie to tłumaczył. Wolną dłonią pogładził Nicholasa po policzku.
- Przeżyłeś i tylko to się liczy. Nie możesz jednak pozwolić, by Fawley wciąż tkwiła w twojej głowie, bo w końcu dobierze się do twojego serca - nie w sensie romantycznym, a fizycznym. Lekko ścisnął dłoń, którą trzymał na jego ręce. Prosty przekaz: jak nie przestaniesz świrować, to w końcu wysiądzie ci serce i będzie po tobie. Tylko opakowany w ładniejsze słowa. - Mogę zostać z tobą na te kilka dni.
Powiedział w końcu, po sekundach milczenia, które w jego głowie rozciągały się do wieczności.
Czy on mu nie przyszedł oddać tych kluczy? A teraz mówi, że zostanie. Lestrange, kto tutaj tak naprawdę świrował i gubił się we własnej sieci?
- Azkaban... - powtórzył cicho, pozwalając na to, by Travers chwycił go za rękę i odsunął od swojej twarzy. Nie uśmiechał się, wciąż pozostawał poważny - w jego oczach nie widać było kpiny czy chociażby cienia oceny, że Nick nie podołał zadaniu. Nie bardzo wiedział, co mu powiedzieć: że w końcu obaj tam trafią, chyba że wcześniej umrą? To nie brzmiało jak słowa pocieszenia, a tych najwyraźniej Nicholas potrzebował. Wyjątkowo, bo do tej pory nie zdarzało się, by przeżywał cokolwiek aż tak mocno. Raz się wystraszył, gdy zobaczył go zamiast kogoś ze swojej rodziny, lecz poza tym krył wszystkie swoje lęki głęboko w środku. To była ciekawa odmiana, widzieć go w tym stanie: takim... ludzkim.
- Umysł potrafi robić naprawdę paskudne sztuczki - powiedział w końcu. Nie, nie szanował jego granic: widział, jak przyłożył dłoń do klatki piersiowej, wiedział że chciał go odepchnąć, lecz gdy tylko się oparł o blat, Lestrange zrobił pół kroku do przodu. - Więzi teraz twoje ciało w tym, co było.
Dodał, bo nie musiał chyba mu mówić, że to nie było prawdziwe.
Oj, jak kusiło rzucić teraz dewizą Mulciberów. Pomyśl, że to sen. Idealnie pasowała do tego, co oboje przeżyli, lecz nie mógł rzucić jej Nickowi w twarz - ze względu na Roberta. Podejrzewał że Travers przeżył jego utratę bardziej, niż Rodolphus.
- Ludzie błędnie zakładają, że umysł nie jest w stanie spowodować fizycznych dolegliwości. Dlatego o to pytam: bo wiem, że jest inaczej. Jeżeli mu na to pozwolisz, złamie twoje ciało - powiedział łagodnie, a jego rysy twarzy rozluźniły się. Delikatnie nakrył dłoń Nicholasa swoją. - To, co widziałeś, to jakiś rodzaj projekcji, iluzji. Magia, którą wykorzystała Cassandra, weszła do naszych głów i wyciągnęła rzeczy, których się obawiamy. Sprawdzała nas. Albo po prostu torturowała? Może dostała takie polecenie. Albo jest psychiczna.
Nie miał pewności, czy tak było, ale to brzmiało logicznie i tak też sobie to tłumaczył. Wolną dłonią pogładził Nicholasa po policzku.
- Przeżyłeś i tylko to się liczy. Nie możesz jednak pozwolić, by Fawley wciąż tkwiła w twojej głowie, bo w końcu dobierze się do twojego serca - nie w sensie romantycznym, a fizycznym. Lekko ścisnął dłoń, którą trzymał na jego ręce. Prosty przekaz: jak nie przestaniesz świrować, to w końcu wysiądzie ci serce i będzie po tobie. Tylko opakowany w ładniejsze słowa. - Mogę zostać z tobą na te kilka dni.
Powiedział w końcu, po sekundach milczenia, które w jego głowie rozciągały się do wieczności.
Czy on mu nie przyszedł oddać tych kluczy? A teraz mówi, że zostanie. Lestrange, kto tutaj tak naprawdę świrował i gubił się we własnej sieci?