28.01.2023, 13:43 ✶
Może to było głupie, a może nie – ale w momencie, kiedy niewiele masz do powiedzenia, a twoje „nie” można co najwyżej wyśmiać, to każde wyszarpnięcie czegoś, co było po twojemu, robiło znaczenie. Nie dla innych: dla ciebie. Victoria potrafiła to zrozumieć, sama przecież czuła maleńkie zwycięstwa w tak zupełnie błahych sprawach, jak to, że nie mówiła rodzicom o tym, co i ile wie. Albo wtedy, gdy ubierała się po swojemu, a nie słuchała do tego co każe jej matka. Zresztą – Victoria uważała, że Isabella za bardzo się wciskała. Co, po ślubie też im będzie zaglądać do życia i mówić co i jak? Może jeszcze do sypialni? Brr.
Chętnie przyjęła propozycję Sauriela, to i szybko wydostali się z domu, z początku równie szybko się oddalając od niego, by w końcu zwolnić i nabrać tchu, a przynajmniej ona potrzebowała go nabrać. Przyjeła ze zdziwieniem całą butelkę miodu pitnego, który jej wcisnął i nawet mu się przyjrzała. Nie, to nie był najtańszy okaz, Sauriel się wykosztował, ale właściwie nie powinna się niczego innego spodziewać.
- Hmm… Lubię. Chcesz mnie utuczyć? Babeczki, ciasteczka… – zaśmiała się, ale stwierdziła zamyślona czytając napis na etykietce butelki i dopiero po chwili dotarła do niej pierwsza część wypowiedzi. - Czekaj. Na cmentarz? – zatrzymała się i aż wybałuszyła na niego te swoje brązowe oczy, nie do końca chyba dowierzając temu co słyszy. - Hmm.. Nie pamiętam. Może byłam – a może nie. Częściej chyba odwiedzała cmentarze w Londynie. Tak czy siak zmarszczyła brwi. - Czekaj, czekaj. Cmentarz, alkohol, ciastka? – mamrotała, wymieniając po kolei, kiedy zbliżali się do miejsca, skąd mogli skorzystać z kominka i przenieść się w odpowiednie miejsce. Nie do końca nadążała za tokiem rozumowania Sauriela, ale w pewnym sensie uznała, że mu zawierzy. Przecież nie namówiłby jej do niczego złego. Może chciał tam kogoś odwiedzić, a później nie wiem, pójść do lasu i zrobić sobie wieczorny piknik? W gruncie rzeczy odpowiadało jej, że nie poszli do restauracji.
Niewiele później byli w Little Hangleton i Victoria dała się prowadzić Saurielowi gdziekolwiek chciał ją zaprowadzić. Głupiutka. Czy powinna mu tak ufać? Może nie, ale chciała.
Chętnie przyjęła propozycję Sauriela, to i szybko wydostali się z domu, z początku równie szybko się oddalając od niego, by w końcu zwolnić i nabrać tchu, a przynajmniej ona potrzebowała go nabrać. Przyjeła ze zdziwieniem całą butelkę miodu pitnego, który jej wcisnął i nawet mu się przyjrzała. Nie, to nie był najtańszy okaz, Sauriel się wykosztował, ale właściwie nie powinna się niczego innego spodziewać.
- Hmm… Lubię. Chcesz mnie utuczyć? Babeczki, ciasteczka… – zaśmiała się, ale stwierdziła zamyślona czytając napis na etykietce butelki i dopiero po chwili dotarła do niej pierwsza część wypowiedzi. - Czekaj. Na cmentarz? – zatrzymała się i aż wybałuszyła na niego te swoje brązowe oczy, nie do końca chyba dowierzając temu co słyszy. - Hmm.. Nie pamiętam. Może byłam – a może nie. Częściej chyba odwiedzała cmentarze w Londynie. Tak czy siak zmarszczyła brwi. - Czekaj, czekaj. Cmentarz, alkohol, ciastka? – mamrotała, wymieniając po kolei, kiedy zbliżali się do miejsca, skąd mogli skorzystać z kominka i przenieść się w odpowiednie miejsce. Nie do końca nadążała za tokiem rozumowania Sauriela, ale w pewnym sensie uznała, że mu zawierzy. Przecież nie namówiłby jej do niczego złego. Może chciał tam kogoś odwiedzić, a później nie wiem, pójść do lasu i zrobić sobie wieczorny piknik? W gruncie rzeczy odpowiadało jej, że nie poszli do restauracji.
Niewiele później byli w Little Hangleton i Victoria dała się prowadzić Saurielowi gdziekolwiek chciał ją zaprowadzić. Głupiutka. Czy powinna mu tak ufać? Może nie, ale chciała.