Mugolski garnitur irytował mężczyznę. Tak samo, jak fakt, że nie mieli fizycznego zaproszenia, co uznawał za ogromny brak kompetencji pani Jane. Czy lubił rodzeństwo Shafiq'a? Absolutnie nie, co więcej, gardził jej perlistym śmiechem i uroczą miną. Bardziej interesowała go zawartość szkatuły, którą mieli przejąć, starodawne manuskrypt leżały w jego kręgu zainteresowań. Inaczej było z mugolskimi ubraniami. Nie lubił ich, były brzydkie i porażająco nudne i nawet jego ciemnoniebieski krawat, migoczący w sztucznym świetle drugim tonem, czerwienią, w zależności od kąta, pod którym się spojrzało na tkaninę. Czy była to magia czy talent tkaczki, to pozostawało tajemnicą. Nie ogolił się, na modłę regionalną, a przydługawe loki pozostawił w spokoju, ujarzmiają je jedynie. W odpowiednim świetle mógł uchodzić za lokalnego. W każdym świetle wyglądał przynajmniej dwadzieścia lat starzej niż reszta jego grupy.
Uśmiechnął się pod nosem, zerkając spod ciężkich powiek na resztę. Każdy lubił ryzyko, ale nikt nie chciał dokonać samego aktu kradzieży, pozostawiając swoje sumienie czyste. Całą drogę przypatrywał się przez okno Kairowi i obracał w dłoni instrukcje, czy też ich mierną ilość, pozostawione przez Jane.
— Zajmę się naszym celem, uzyskaniem skrzyneczki. Najlepiej zauroczyć osobę z listą gości, że tam widniejemy i zdobyć za pomocą zaklęcia zaproszenia od gości, którzy już weszli i je przemianować. Wejście od drugiej strony brzmi zbyt ryzykownie, jak na ten etap podróży.
Mówił monotonnym głosem, ale było w jego osobie coś rozedrganego. Niepokój? Ekscytacja?
Wyjął z kieszeni spodni cztery małe bloczki karteczek samoprzylepnych i krótkich ołówków. Dał każdemu po jednym.
— Jeśli zobaczę coś w przyszłości, przekaże to najbliżej osobie, na kartce, jeżeli nie da się inaczej. Jakim słowem kodujemy nasz... Skarb? Proponuję Ślizgona na skrzynkę i Puchona na jej właściciela.
Nieco żałował, że nie idzie na przyjęcie jako kobieta, wyobrażał sobie siebie w gwiezdnej sukni dla Eve Arden w mugolskimi filmie Ziegfeld Girl z 1941 roku. Jeden z nielicznych, które widział. Nie wiedział, skąd ta myśl, ale już nie chciała go opuścić.