22.01.2025, 00:33 ✶
Obserwowała Dorę takim wzrokiem, jakim potrafią obserwować wyłącznie kobiety, które bardzo, bardzo chciałyby mieć już kogoś pod swoją opieką. Och, nie chodziło o dzieci, wystarczyłoby zwierzątko. Zwierzątka też były tak ciekawskie i urocze. Dora niemalże od razu zaskarbiła sobie sympatię Olivii - o to niby nie było trudno, ale było w niej coś takiego, co sprawiało, że chciało się stanąć obok i pokazać palcem na wszystkie szkiełka i tłumaczyć, co za płyny się w nich znajdują. Jakiś entuzjazm, taka iskra, której wielu osobom brakowało. Lwia część ludzi, obojętnie czy mugoli czy czarodziejów, pracowała dosłownie za karę i nie lubiła swojej pracy.
- Herbata, cudowny wybór. To teraz, Doro, skup się - co prawda nie miała tutaj aż tyle ich, co na górze w kuchni, ale część suszu przesypała do pojemników, by mieć je pod ręką. Quirke wzięła różdżkę z powrotem do łapy i machnęła nią lekko, a z szafki naprzeciwko wyleciało 10 różnych pojemniczków, które natychmiast zaczęły krążyć wokół dziewczyny. - Jakby co, jestem normalna.
Zażartowała, chociaż to tak nie do końca była prawda z tą normalnością. Po prostu na punkcie herbat dostała konkretnego pierdolca, miała go już dużo wcześniej, lecz gdy udali się z Laurentem do Chin i byli świadkiem ceremonii parzenia, to... No, odjebało jej. Miała tego naprawdę, naprawdę dużo. Czarne, zielone, czerwone, niebieskie, białe... Smakowe, kwiatowe, z cukrowymi dodatkami, bez nich... Nawet z krzaków, nazywała się rooibos.
- Jakie lubisz smaki? Jak delikatne, to biała będzie najlepsza, mam tutaj taką z kwiatem wiśni i figą. No i zwykłą, oczywiście. Jest też zielona, zielona z jaśminem, z cytrusami... - zaczęła wyliczać, a gdy wspominała konkretną mieszankę, ta unosiła się z kręgu lekko w górę, by zaznaczyć swoją obecność.
Gdy wybór herbaty miały już za sobą (i nie, Olivia nie przyjmowała do wiadomości informacji "byle jaka, byle dobra", była cholernie upierdliwa, jeżeli o to chodziło), to pozostało tylko ją zaparzyć. I porozmawiać o tym, co miały razem robić, czyli czymś, co powstrzymałoby oszołomów przed skrzywdzeniem mugolaków. Dla Olivii to było podwójnie ważne, bo chciała zabezpieczyć jakoś Tristana. I siebie, przecież mieli razem zamieszkać.
- Żywica jest dobrą bazą, ale nie jestem pewna, czy klej z kości nie będzie lepszy - mruknęła, drapiąc się po skroni. Zwierzęta, zwierzęta... Zerknęła na czajnik, a potem ostrożnie podeszła do skrzynki. Odsunęła ją, sięgnęła po tę pod spodem i zaczęła w niej grzebać, robiąc przy tym okropny hałas. - Niby garboroga by było okej, ale to cholernie drogie gówno. Nie mam tego, ciężko to zdobyć. Zwierzę jest tak agresywne, że mało kto przyjmuje na nie zlecenia. Buchorożec to jak byśmy robiły jakieś eliksiry wybuchowe... Jak chcemy żeby to było gęste, to śluz gumochłona będzie idealny. Mam go tutaj trochę.
Olivia wyciągnęła słoiczek, na którym znajdowała się etykietka z podpisem. Podała go Dorze, bo coś przykuło jej uwagę. Jeżeli Dory nie było obok, to po prostu postawiła go niedaleko, bo już już sięgała po kolejną rzecz.
- O, mam resztkę śluzu ze ślimaka. Te zwykłe to ponoć dodają do kremów na zmarszczki, ale ten to jest mięsożerny i jego śluz się klei - powiedziała, pukając paznokciem w szeroki słoik. - Zaczyn się przyda. I coś, co sprawiłoby, żeby ta masa nie zastygła, dopóki nie będzie miała styczności z powietrzem.
Tu się zawahała, bo musiała pomyśleć. Z kapelusza nie wyciągnie nazw czy zaklęć.
- Herbata, cudowny wybór. To teraz, Doro, skup się - co prawda nie miała tutaj aż tyle ich, co na górze w kuchni, ale część suszu przesypała do pojemników, by mieć je pod ręką. Quirke wzięła różdżkę z powrotem do łapy i machnęła nią lekko, a z szafki naprzeciwko wyleciało 10 różnych pojemniczków, które natychmiast zaczęły krążyć wokół dziewczyny. - Jakby co, jestem normalna.
Zażartowała, chociaż to tak nie do końca była prawda z tą normalnością. Po prostu na punkcie herbat dostała konkretnego pierdolca, miała go już dużo wcześniej, lecz gdy udali się z Laurentem do Chin i byli świadkiem ceremonii parzenia, to... No, odjebało jej. Miała tego naprawdę, naprawdę dużo. Czarne, zielone, czerwone, niebieskie, białe... Smakowe, kwiatowe, z cukrowymi dodatkami, bez nich... Nawet z krzaków, nazywała się rooibos.
- Jakie lubisz smaki? Jak delikatne, to biała będzie najlepsza, mam tutaj taką z kwiatem wiśni i figą. No i zwykłą, oczywiście. Jest też zielona, zielona z jaśminem, z cytrusami... - zaczęła wyliczać, a gdy wspominała konkretną mieszankę, ta unosiła się z kręgu lekko w górę, by zaznaczyć swoją obecność.
Gdy wybór herbaty miały już za sobą (i nie, Olivia nie przyjmowała do wiadomości informacji "byle jaka, byle dobra", była cholernie upierdliwa, jeżeli o to chodziło), to pozostało tylko ją zaparzyć. I porozmawiać o tym, co miały razem robić, czyli czymś, co powstrzymałoby oszołomów przed skrzywdzeniem mugolaków. Dla Olivii to było podwójnie ważne, bo chciała zabezpieczyć jakoś Tristana. I siebie, przecież mieli razem zamieszkać.
- Żywica jest dobrą bazą, ale nie jestem pewna, czy klej z kości nie będzie lepszy - mruknęła, drapiąc się po skroni. Zwierzęta, zwierzęta... Zerknęła na czajnik, a potem ostrożnie podeszła do skrzynki. Odsunęła ją, sięgnęła po tę pod spodem i zaczęła w niej grzebać, robiąc przy tym okropny hałas. - Niby garboroga by było okej, ale to cholernie drogie gówno. Nie mam tego, ciężko to zdobyć. Zwierzę jest tak agresywne, że mało kto przyjmuje na nie zlecenia. Buchorożec to jak byśmy robiły jakieś eliksiry wybuchowe... Jak chcemy żeby to było gęste, to śluz gumochłona będzie idealny. Mam go tutaj trochę.
Olivia wyciągnęła słoiczek, na którym znajdowała się etykietka z podpisem. Podała go Dorze, bo coś przykuło jej uwagę. Jeżeli Dory nie było obok, to po prostu postawiła go niedaleko, bo już już sięgała po kolejną rzecz.
- O, mam resztkę śluzu ze ślimaka. Te zwykłe to ponoć dodają do kremów na zmarszczki, ale ten to jest mięsożerny i jego śluz się klei - powiedziała, pukając paznokciem w szeroki słoik. - Zaczyn się przyda. I coś, co sprawiłoby, żeby ta masa nie zastygła, dopóki nie będzie miała styczności z powietrzem.
Tu się zawahała, bo musiała pomyśleć. Z kapelusza nie wyciągnie nazw czy zaklęć.