22.01.2025, 16:35 ✶
Najtrudniejszą rzeczą w nauce animagii nie były dla Brenny same przemiany ani ćwiczenia transmutacji, a właśnie ta cholerna mandragora. Próbowała trzykrotnie, zanim wreszcie osiągnęła sukces i w tej determinacji napędzała ją głównie chęć pomocy bratu. Gdyby nie to, pewnie zabrakłoby jej uporu na przejście całego procesu. Dopiero później zrozumiała, jak duże możliwości daje jej nowa, zwierzęca forma.
Teraz też, gdy Regina otwierała drzwi, Brenna przystanęła, węsząc. Gdyby była teraz człowiekiem, może pomyślałaby, że wchodzenie do środka nie należało do najlepszych pomysłów, póki nie było ku temu powodu - ale w wilczej postaci emocje i myśli stawały się prostsze, i nawet się nad tym nie zastanawiała. Kręciła się przez chwilę w tę i z powrotem, badając różne zapachy, które wyczuwała bliżej budynku, zanim ruszyła do środka, akurat w chwili, w której Regina zauważyła ślady, wyglądające tak, jakby jedną z półek przesuwano.
Brenna nie dostrzegła samych zadrapań, za to okręciła się niespokojnie wokół własnej osi, próbując pochwycić trop, węszyła przez moment w pobliżu półek i drzwi, chwytając zapachy – niektóre z nich były zupełnie jej obce, ale zakładała, że to ot jakieś składniki eliksirów, z którymi raczej nie miała dotąd do czynienia. A potem przemieniła się z powrotem.
– Zapukam od frontu – mruknęła bardzo cicho, wodząc wzrokiem po słoikach. Rowle niczego nie mówiła, Brenna zakładała więc, że niczego nie znalazła: ale i nic zaskakującego, że nie trzymał obciążających go rzeczy jakoś bardzo na wierzchu. – Coś… coś dziwnego wisi w powietrzu.
I miała takie wrażenie, jakby bardzo świeży trop Elijaha znajdował się właśnie tu, w tym pomieszczeniu, a przecież go tutaj nie było, prawda? Czy może wyszedł z domu od frontu, kiedy one podchodziły od tyłu?
Jeżeli nie została zatrzymana, wyszła cicho na zewnątrz, a potem już dość śmiało podeszła do głównych drzwi. Uderzyła w nie kilka razy, na tyle głośno, że pukanie na pewno można było usłyszeć – spoglądając jednocześnie ku ścieżce, furtce i drodze, ale nigdzie nie dostrzegała mężczyzny. A nie powinien zdążyć odejść daleko, chyba że od razu ruszył w las.
– Panie Elijah? – zawołała, podnosząc trochę głos.
W domu panowała cisza.
Wyglądało na to, że poza Reginą w tej chwili nikogo nie było w środku.
Teraz też, gdy Regina otwierała drzwi, Brenna przystanęła, węsząc. Gdyby była teraz człowiekiem, może pomyślałaby, że wchodzenie do środka nie należało do najlepszych pomysłów, póki nie było ku temu powodu - ale w wilczej postaci emocje i myśli stawały się prostsze, i nawet się nad tym nie zastanawiała. Kręciła się przez chwilę w tę i z powrotem, badając różne zapachy, które wyczuwała bliżej budynku, zanim ruszyła do środka, akurat w chwili, w której Regina zauważyła ślady, wyglądające tak, jakby jedną z półek przesuwano.
Brenna nie dostrzegła samych zadrapań, za to okręciła się niespokojnie wokół własnej osi, próbując pochwycić trop, węszyła przez moment w pobliżu półek i drzwi, chwytając zapachy – niektóre z nich były zupełnie jej obce, ale zakładała, że to ot jakieś składniki eliksirów, z którymi raczej nie miała dotąd do czynienia. A potem przemieniła się z powrotem.
– Zapukam od frontu – mruknęła bardzo cicho, wodząc wzrokiem po słoikach. Rowle niczego nie mówiła, Brenna zakładała więc, że niczego nie znalazła: ale i nic zaskakującego, że nie trzymał obciążających go rzeczy jakoś bardzo na wierzchu. – Coś… coś dziwnego wisi w powietrzu.
I miała takie wrażenie, jakby bardzo świeży trop Elijaha znajdował się właśnie tu, w tym pomieszczeniu, a przecież go tutaj nie było, prawda? Czy może wyszedł z domu od frontu, kiedy one podchodziły od tyłu?
Jeżeli nie została zatrzymana, wyszła cicho na zewnątrz, a potem już dość śmiało podeszła do głównych drzwi. Uderzyła w nie kilka razy, na tyle głośno, że pukanie na pewno można było usłyszeć – spoglądając jednocześnie ku ścieżce, furtce i drodze, ale nigdzie nie dostrzegała mężczyzny. A nie powinien zdążyć odejść daleko, chyba że od razu ruszył w las.
– Panie Elijah? – zawołała, podnosząc trochę głos.
W domu panowała cisza.
Wyglądało na to, że poza Reginą w tej chwili nikogo nie było w środku.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.