22.01.2025, 21:31 ✶
Mieszkanie pachniało różami. Ciężka woń była niemal hipnotyzująca, opadała na pokój jak kotara, zamykając wszystko w oparach kwiatowego szaleństwa. Już po paru wdechach mogło zakręcić się nie tylko w nosie, ale też w głowie. Pośrodku tego wszystkiego, na ziemi, na rozłożonej płachcie poplamionej różnokolorowymi kleksami wosku, siedział Charles. Przed sobą miał jedenaście czerwonych kształtów przypominających różę, identyczną do tej, którą Rolph wcześniej otrzymał pocztą. Te jednak nie miały jeszcze zdobienia kroplami rosy, bo rzemieślnik dopiero działał. Jedną z róż właśnie zdobił, nakładając krople cienkim pędzelkiem. Nieco grubszy trzymał w zębach, gdy brakowało mu odpowiedniego miejsca na odłożenie narzędzia. Mnogość pudełek i buteleczek dookoła mogła tylko świadczyć o tym, że był w trakcie procesu twórczego i nie wyglądał, jakby w ogóle zaczął się zbierać, by spuścić manto Baldwinowi Malfoyowi.
Z tym pobiciem nieszczęsnego znajomego siostry to też nie do końca było tak, jak mogło się wydawać. Charles owszem, użyłby sobie z chęcią na Malfoyu, lecz nie marudziłby, gdyby pod pięści trafił mu się ktoś inny. Od jakiegoś czasu myślał już o powrocie do ćwiczeń fizycznych, a sprawa ze Scyllą tylko napędzała jego chęć poczucia się silnym, poważnym. Męskim. Listy do Rodolphusa były jedynie podstępem, który miałby zwabić go, namówić do towarzyszenia w całym tym przedsięwzięciu, czy byłoby to w klubie Artemis, czy w jakimkolwiek innym miejscu. Wytknięcie słabości czasem miało dobry efekt, czasem - wręcz przeciwnie.
Trzask aportacji w salonie sprawił, że niemal wypuścił trzymany w zębach pędzelek. Podniósł oczy na Rolpha i uśmiechnął się, widząc, że jego fortel zadziałał. Lestrange łaknął krwi.
Z tym pobiciem nieszczęsnego znajomego siostry to też nie do końca było tak, jak mogło się wydawać. Charles owszem, użyłby sobie z chęcią na Malfoyu, lecz nie marudziłby, gdyby pod pięści trafił mu się ktoś inny. Od jakiegoś czasu myślał już o powrocie do ćwiczeń fizycznych, a sprawa ze Scyllą tylko napędzała jego chęć poczucia się silnym, poważnym. Męskim. Listy do Rodolphusa były jedynie podstępem, który miałby zwabić go, namówić do towarzyszenia w całym tym przedsięwzięciu, czy byłoby to w klubie Artemis, czy w jakimkolwiek innym miejscu. Wytknięcie słabości czasem miało dobry efekt, czasem - wręcz przeciwnie.
Trzask aportacji w salonie sprawił, że niemal wypuścił trzymany w zębach pędzelek. Podniósł oczy na Rolpha i uśmiechnął się, widząc, że jego fortel zadziałał. Lestrange łaknął krwi.