Zapomniała już o takim człowieku jak Dante, zdążyła go usunąć ze swojej pamięci. Czasami ktoś o nim wspominał w kontekście wspominek o starych sprawach czy czasach, jako przestroga, albo żeby mu naubliżać, ale na tym się to zwykle kończyło i pamięć o nim szybko ulatywała z jej głowy. Dzisiaj to imię nabrało innego wymiaru i znaczenia. Znając kontekst, jaki Laurent nakreślił jej kilka tygodni wcześniej, miała ochotę własnoręcznie udusić gnoja. Szybko. Nie dlatego, żeby się nie męczył, a dlatego, żeby nie było szansy na odwrócenie sytuacji.
Dała mu dokończyć, paląc swojego papierosa, zatapiając się w morze emocjonalnej ciszy – ale nawet cisza potrafiła ryczeć, zwłaszcza jeśli była mowa o tak niszczycielskim żywiole. Woda krzyczała, tak jak powietrze – wichurami. I jak ogień, kiedy spopielał wszystko na swojej drodze. Atreus się nie odzywał, chyba tak samo go zatkało jak i ją. Była ciekawa, czy jego myśli szły w tym samym kierunku? Dane z poprzedniej sprawy – wyciagnięcie ich i przekazanie osobie trzeciej już mogło ich pociągnąć do odpowiedzialności, a Laurent chciał szantażować, by wydobyć inne zeznania… I oni mieli je przyjąć? Bez śledztwa? Jak to sobie wyobrażał, jak chciał zamknąć Dantego bez ponownego śledztwa, mając teczki wypełnione wymuszeniami.
– W którym momencie prawidłowy sposób to dostęp do starych danych, do nazwisk, do szantażu, do wymuszeń, do przekupstw, a potem złożenie tego wszystkiego i czekanie, aż Dantego przymkniemy? Będą pytania skąd mamy te dane. Skąd ty je masz. Chcąc uniknąć oficjalnego śledztwa, narazisz się na takie i nie będzie ładnie. Stanie się wszystko, od czego chcesz uciec i gorzej, bo dojdą do tego kolejne rzeczy – chyba że czegoś nie rozumiała? Mogła nie rozumieć, schowała się tak mocno w oklumencję i próbowała stępić swoje zmysły papierosami i alkoholem w kawie, że coś mogło jej umknąć. Nie umknęło jej za to załamanie w głosie Laurenta wcześniej i kiedy po swojej wypowiedzi w końcu na niego spojrzała, ale wcale nie z obrzydzeniem. To był wzrok kogoś, kto próbuje ukryć nerwy i ból. Nie zamierzała go zostawiać, po prostu… To było dużo. I bała się, że Laurent przez to wszystko zrobi coś bardzo, bardzo głupiego. Ewidentnie miał do tego tendencje i ciągoty – to już zauważyła na przestrzeni czasu. Zawsze się w coś pakował. Nieodpowiednio żonglował swoimi uczuciami, sercem i ciałem. – Wiesz, co jest najtrudniejsze w pracy aurora? – powiedziała po chwili, gdy rzuciła papierosa na ziemię, ale tylko po to, by go przydeptać ciężkim butem. Bo za chwilę się schyliła i go podniosła. – By nie stać się tym, z czym się walczy – miała nadzieję, że zrozumiał aluzję. Wierzyła, że Atreus z pewnością tak, to była ich codzienność.
Złapała się oburącz za ramiona, krzyżując ręce na piersi, lekko zacisnęła palce na materiale munduru. Jeśli to wszystko to był sen, to bardzo chciała się już z niego obudzić.