22.01.2025, 22:52 ✶
Doceniam, że się martwisz.
Akurat. Prychnąłby, żeby pokazać jak bardzo mu wierzy w to stwierdzenie, lecz nie zrobił tego. Nie zareagował w żaden sposób, nie dawał po sobie poznać, że usłyszał to, co Nicholas do niego mówił. Wpatrywał się w niego uparcie, oddychając jednak spokojnie, miarowo. Trwał tak niczym posąg, jakby nic nie było w stanie go zmusić do poruszenia się. Dopiero gdy Travers kaszlnął, na twarzy Rodolphusa pojawiła się jakaś zmiana. Lekkie spięcie mięśni, zaciśnięcie szczęk. Nicholas nie rozumiał, z nim trzeba było rozmawiać wprost. Z tym, że nie mógł nic mówić wprost. Nie kiedyś, nie teraz i nie w przyszłości.
- Nie - odpowiedział na ostatnie pytanie, rozluźniając dłonie. Uniósł nieco głowę, wciąż obserwując bacznie Nicka, który przechodził z kubkami do stołu. Naprawdę sądził, że po tym co zrobił, on tak po prostu usiądzie z nim przy jednym stole i będzie pić herbatę w milczeniu? Albo przy rozmowie, jeden pies. Nie, uraził go i chociaż może nie było tego aż tak widać, to urażony mężczyzna wciąż urażonym mężczyzną pozostaje. To był pierwszy raz, gdy zdecydował się odrobinę przed nim otworzyć - i dostał... Nic. Lubił jego chłód, przyjemnie kontrastował z ogniem Mulcibera czy też finezyjnością Blacka, ale tu nie chodziło o fizyczność. I chyba to go tak najbardziej ubodło i zirytowało. - Przekazałem, że wykonaliśmy zadanie. Oddałem co chciał. Nic więcej, nic mniej.
Za kogo on go uważał? Louvaina nie interesowało to, co tam robili - nie interesowało go to, co zrobiła im Cassandra, nie interesowało go nic poza tym, by wykonali misję. Byli rodziną, doskonale to wiedział. I rozumiał. Nie potrzebował zbędnych informacji.
- Czemu miałbym mu mówić? - zapytał, odrobinę przekrzywiając głowę, jakby naprawdę interesowała go odpowiedź. Do stołu jednak nie podszedł.
Akurat. Prychnąłby, żeby pokazać jak bardzo mu wierzy w to stwierdzenie, lecz nie zrobił tego. Nie zareagował w żaden sposób, nie dawał po sobie poznać, że usłyszał to, co Nicholas do niego mówił. Wpatrywał się w niego uparcie, oddychając jednak spokojnie, miarowo. Trwał tak niczym posąg, jakby nic nie było w stanie go zmusić do poruszenia się. Dopiero gdy Travers kaszlnął, na twarzy Rodolphusa pojawiła się jakaś zmiana. Lekkie spięcie mięśni, zaciśnięcie szczęk. Nicholas nie rozumiał, z nim trzeba było rozmawiać wprost. Z tym, że nie mógł nic mówić wprost. Nie kiedyś, nie teraz i nie w przyszłości.
- Nie - odpowiedział na ostatnie pytanie, rozluźniając dłonie. Uniósł nieco głowę, wciąż obserwując bacznie Nicka, który przechodził z kubkami do stołu. Naprawdę sądził, że po tym co zrobił, on tak po prostu usiądzie z nim przy jednym stole i będzie pić herbatę w milczeniu? Albo przy rozmowie, jeden pies. Nie, uraził go i chociaż może nie było tego aż tak widać, to urażony mężczyzna wciąż urażonym mężczyzną pozostaje. To był pierwszy raz, gdy zdecydował się odrobinę przed nim otworzyć - i dostał... Nic. Lubił jego chłód, przyjemnie kontrastował z ogniem Mulcibera czy też finezyjnością Blacka, ale tu nie chodziło o fizyczność. I chyba to go tak najbardziej ubodło i zirytowało. - Przekazałem, że wykonaliśmy zadanie. Oddałem co chciał. Nic więcej, nic mniej.
Za kogo on go uważał? Louvaina nie interesowało to, co tam robili - nie interesowało go to, co zrobiła im Cassandra, nie interesowało go nic poza tym, by wykonali misję. Byli rodziną, doskonale to wiedział. I rozumiał. Nie potrzebował zbędnych informacji.
- Czemu miałbym mu mówić? - zapytał, odrobinę przekrzywiając głowę, jakby naprawdę interesowała go odpowiedź. Do stołu jednak nie podszedł.