Większość poglądów można było zmienić, nawet te najbardziej niezachwiane. Pewnie jeszcze jakiś czas temu nie byłaby się w stanie z tym zgodzić, ale teraz, teraz w sumie wszystko było możliwe. Jej światopogląd naprawdę mocno ewoluował, pojawiły się myśli, których nigdy w życiu by się po sobie nie spodziewała i nie było to wcale wyolbrzymiane. Powtarzała to jak mantrę, walczyła z rodzicami, w sumie to przede wszystkim z matką, mówiła jej, ze musi odpuścić, a teraz, teraz sama z nieprzymuszonej woli postanowiła się z kimś związać. Los bywał przewrotny, czasem przynosił sytuacje, których nie dało się przewidzieć. Nie zakładała, że spotka ją takie szczęście, to nigdy nie była ta część życia, w której by na nie liczyła. Zresztą nawet nie próbowała, bo nie widziała w tym najmniejszego sensu. Jak widać, wiele się mogło zmienić, kiedy na drodze pojawił się odpowiedni wybranek.
Od samego początku ciągnęło ją do Roisa, już wtedy gdy się poznali wiedziała, że jest na swój sposób wyjątkowy, nie uciekła wtedy z Munga w podskokach, nie opierdoliła go z góry na dół, jakoś udało jej się z nim dogadać. Później bywało różnie, nie zapomniała nigdy o tym Yule, które razem spędzili, wtedy nieco się do siebie zbliżyli, a później, cóż później też próbowała, ale nie do końca wyszło, co zakończyło się tą niechęcią między nimi, w sumie wynikającą tak naprawdę z dobrych intencji. Nigdy nie był jej obojętny, nie kiedy już się poznali, wzbudzał w niej może i całą gamę najróżniejszych emocji, ale to było lepsze od neutralności, czyż nie? Teraz w końcu sięgnęli po to, o czym myślała od wielu tygodni. Wydawało jej się, że to była najodpowiedniejsza wersja ich razem. Niczego więcej nie potrzebowała, bo czy właściwie mogli mieć coś więcej? Chyba nie.
Podążali za głosem serca, póki co nie do końca przejmowali się tradycją, zresztą nie było to nic zadziwiającego. Mieli tendencje do tego, że zawsze stawiali na swoim i kroczyli swoją własną ścieżką, pomimo tego, że pochodzili z czystokrwistego środowiska. To ich wyróżniało. Nie przejmowali się konwenansami, liczyli się tylko oni. To też było wyjątkowe. Chciała najpierw się nim nacieszyć, a dopiero później poinformować swoją rodzinę o tym, że coś zmieniło się w jej życiu. Stawiała ich ponad wszystko inne i nie widziała w tym niczego niewłaściwego.
Zwlekali z tym sporo czasu, więc nic dziwnego, że najpierw postanowili zająć się sobą, nigdzie się nie spieszyli z całą resztą, zresztą to nie miało im uciec, w końcu będą musieli poinformować swoje rodziny o tym, że postanowili zacząć tworzyć coś wspólnie. To na pewno wiele ułatwiało, mogli ominąć te niewygodne sytuacje, które chcąc nie chcąc im się przytrafiały, wiadomo, że wśród czystokrywistych bardzo istotne było to, aby znaleźć odpowiedniego partnera dla swojego dziecka. Właściwie chyba po to mieli potomstwo, dla kolejnych koneksji. Nigdy tego nie akceptowała, wydawało się jej dość okrutne, że rodziny uważały, że mają prawo do tego, aby decydować z kim ich potomstwo ma spędzić resztę życia. W sumie znaleźli się w idealnej sytuacji, mieli odpowiednie statusy, w ich związku nie powinno być niczego kontrowersyjnego (no, może poza opinią na temat tego, jak prowadzali się wcześniej).
Bardzo łatwo przyszła im ta zmiana sposobu w jaki się traktowali. Zresztą nie wydawało jej się, aby to stało się dzisiaj. To trwało, uczucie rodziło się w nich od kilku miesięcy, tyle, że nie tak łatwo potrafili zmienić stopę tej znajomości. Nie było w tym niczego dziwnego. Przyzwyczaili się do swojej obecności, spędzali ze sobą naprawdę wiele czasu jako przyjaciele, szkoda byłoby to stracić. Na szczęście jakoś udało im się dojść do tego momentu.
Mogła w końcu zatracać się w jego oczach i nie bać się tego, że ją na tym przyłapie, dotykać jego dłoni, gdy tylko miała na to ochotę, nie niby przypadkiem, zbliżyć swoja twarz do jego i kraść mu pocałunki, czego pragnęła od kilku miesięcy. W końcu było to odpowiednie, teraz nie musiała się w żaden sposób hamować.
Momenty jak te nie zdarzały się zbyt często, otoczenie sprzyjało temu, aby ta chwila była wyjątkowa. Nie odmówiła mu kąpieli w morzu, warto było bowiem skorzystać z okazji, która mogła się szybko nie powtórzyć, no na pewno nie w takich warunkach. Bez chwili zawahania więc ściągnęła z siebie te ubrania, po to, aby mogli zanurzyć się w wodzie, cóż pozbyłaby się ich pewnie również gdyby nie wchodzili do wody, ale podejrzewała, że zajęłoby to im więcej czasu.
Spontaniczność w tym przypadku była ich przyjacielem, dzięki temu łatwiej mogli się dostosować do temperatury wody, chociaż wcale nie było to takie przyjemne. Morze nie zdążyło się jeszcze nagrzać, szczególnie nocą, gdy temperatura spadała było raczej nieprzyjemnie chłodne. Nie żałowała jednak tej decyzji, bo dzięki temu ten wieczór stał się jeszcze bardziej wyjątkowy.
Ruch pomagał się rozgrzać, a przynajmniej tak się jej wydawało, była pewna, że nie mogła stać w miejscu, bo to nie przyniosłoby niczego dobrego, dlatego też zdecydowała się na to, aby płynąć w stronę tych fluoroscencyjnych stworzeń, to było chyba najlepszą opcją, zresztą przez nie znaleźli się w wodzie.
Wokół nich było ciemno, gwiazdy i te istoty były jedynymi źródłami światła, ale to chyba dodawało temu magicznej atmosfery. Nie martwiła się, że może im się coś stać, najwyraźniej oboje dobrze radzili sobie w wodzie, Roise chyba nawet trochę lepiej od niej, dosyć szybko bowiem ją dogonił.
Nie spodziewała się tego trącenia nosa, bo miała zamknięte oczy, odruchowo wynurzyła się na powierzchnię, chociaż wiedziała kto to zrobił. Została nieco z tyłu przez to, że znalazła się nad wodą. Pokiwała jedynie przecząco głową, bo nie mogła pozwolić sobie na to, aby zostać w tyle. Jej chęć rywalizacji była zbyt silna.
Płynęła więc za Ambroisem, jednak szło jej to raczej jakotako, nie była w stanie go wyprzedzić. W końcu dopłynęli do miejsca, w którym morze świeciło się na niebiesko. Przystanęła wtedy na nogach, znajdowała się bowiem blisko od brzegu, tak, że bez mniejszego problemu mogła wyczuć dno. - Przepięknie. - Mruknęła cicho, wpatrując się w okolicę, ten widok naprawdę robił wrażenie.