28.01.2023, 14:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2023, 21:43 przez Eunice Malfoy.)
Dłoń kobiety lekko drgnęła; sama Eunice wciąż nie przywykła do tego typu gestów, bliskości jako takiej nie wyssała z mlekiem matki ani też właściwie nie zaznawała podczas dorastania w rodzinie. Stąd też coś takiego wiecznie potrafiło zaskoczyć, zwłaszcza w momentach, w których nieszczególnie się tego spodziewała. A już na pewno nie wtedy, kiedy jej myśli błądziły zgoła gdzie indziej.
Mimo wszystko po kilku sekundach zdecydowała się odwzajemnić subtelnie gest – znak, że zdecydowanie wciąż tu była, u jego boku, jak najbardziej żywa.
Ceremonia znalazła w końcu swój koniec.
Najchętniej jeszcze pozostałaby przez parę chwil w tym miejscu, sam na sam z własnymi myślami – jednakże nie planowała się wyłamywać; z której by strony nie spojrzeć – zawsze mogła tu wrócić. W każdej chwili, w której by tego zapragnęła.
Przy wejściu zatrzymała się na krótką chwilę – wszak inni też czekali na swoją kolej – żeby złożyć bratu formalne kondolencje. Bardzo mi przykro, była naprawdę wspaniała kobietą. Nawet nie wiesz, jak będę tęsknić. Słowa, słowa, słowa.
Wydawały się być pozbawione znaczenia.
Nie rozglądała się zbytnio po przekroczeniu progu; jakkolwiek by nie patrzeć, znała tu chyba każdy kąt. Albo prawie każdy; nie dało się ukryć, że rezydencja miała swoje rozmiary, jak również z całą pewnością istniały pomieszczenia, do których nigdy nie miała potrzeby zajrzeć, czy to jako dziecko, czy to jako już dorosła osoba.
- Chyba zaraz pójdę do siebie się położyć, poczekam tylko do toastu – wyrzekła cicho cicho do Perseusa, bez większego zastanowienia sięgając po alkohol. Gest tak naturalny jak oddychanie. Inna sprawa, co miała na myśli, mówiąc „do siebie” – choć biorąc pod uwagę, że to wciąż był rodzinny dom, wniosek chyba mógł nasunąć się sam.
Zamoczyła wargi w trunku, zerkając badawczo na męża.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Nie chcę też, żebyś czuł się zobowiązany do towarzyszenia mi – zaznaczyła na wszelki wypadek. Sama wolała się ulotnić, ale jego nie chciała do niczego zmuszać. Wręcz przeciwnie, w zasadzie wolała mieć święty spokój od wszystkich i wszystkiego.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Mimo wszystko po kilku sekundach zdecydowała się odwzajemnić subtelnie gest – znak, że zdecydowanie wciąż tu była, u jego boku, jak najbardziej żywa.
Ceremonia znalazła w końcu swój koniec.
Najchętniej jeszcze pozostałaby przez parę chwil w tym miejscu, sam na sam z własnymi myślami – jednakże nie planowała się wyłamywać; z której by strony nie spojrzeć – zawsze mogła tu wrócić. W każdej chwili, w której by tego zapragnęła.
Przy wejściu zatrzymała się na krótką chwilę – wszak inni też czekali na swoją kolej – żeby złożyć bratu formalne kondolencje. Bardzo mi przykro, była naprawdę wspaniała kobietą. Nawet nie wiesz, jak będę tęsknić. Słowa, słowa, słowa.
Wydawały się być pozbawione znaczenia.
Nie rozglądała się zbytnio po przekroczeniu progu; jakkolwiek by nie patrzeć, znała tu chyba każdy kąt. Albo prawie każdy; nie dało się ukryć, że rezydencja miała swoje rozmiary, jak również z całą pewnością istniały pomieszczenia, do których nigdy nie miała potrzeby zajrzeć, czy to jako dziecko, czy to jako już dorosła osoba.
- Chyba zaraz pójdę do siebie się położyć, poczekam tylko do toastu – wyrzekła cicho cicho do Perseusa, bez większego zastanowienia sięgając po alkohol. Gest tak naturalny jak oddychanie. Inna sprawa, co miała na myśli, mówiąc „do siebie” – choć biorąc pod uwagę, że to wciąż był rodzinny dom, wniosek chyba mógł nasunąć się sam.
Zamoczyła wargi w trunku, zerkając badawczo na męża.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Nie chcę też, żebyś czuł się zobowiązany do towarzyszenia mi – zaznaczyła na wszelki wypadek. Sama wolała się ulotnić, ale jego nie chciała do niczego zmuszać. Wręcz przeciwnie, w zasadzie wolała mieć święty spokój od wszystkich i wszystkiego.
Rzut 1d10 - 3
3. White negroni - nagle cała ceremonia zaczyna wydawać ci się absurdalna, przez dwa posty nie możesz wyzbyć się wrażenia, że coś jest nie tak
323/752