23.01.2025, 11:10 ✶
Ostrożnie odłożył pędzelek, który trzymał w dłoni, balansując go na otwartej szyjce buteleczki. Ciemne szkło skrywało niewiadomą zawartość. Za pierwszym pędzlem powędrował drugi, lecz ten po prostu włożył do innego pojemnika. Zapach róż ani na chwilę nie ustawał, wręcz przeciwnie, z każdą kolejną chwilą stawał się mocniejszy, wciskał się w nozdrza, przenikał pod skórę.
W takich warunkach, nic dziwnego, że Charles wolałby dać komuś po mordzie zamiast bawić się w artystę, co mogło tylko pogłębić jego kryzys tożsamości. Baldwin Malfoy był idealnym celem na wyładowanie agresji.
- Miałem to skończyć i dopiero pójść. - Charles skłamał po raz kolejny, tak lekko, tak swobodnie, jakby naprawdę taki był plan od samego początku. - Podobał ci się prezent? Nie napisałeś. - Zarzucił, odsuwając się od swojej robótki i powoli podnosząc do pionu, tak, by nie naruszyć konstrukcji na płachcie. - Naprawdę sądzisz, że ktoś taki jak Baldwin Malfoy mógłby stawić mi czoła jak równemu sobie? - Uśmiech Charlesa poszerzył się. - Tobie, być może. Ale mi? Nie zapominaj, że wychowałem się w Durmstrangu i pod okiem Richarda Mulcibera.
To wszystko, co robił Rolph - Charlie wiedział, co to znaczy. Jego słowa miały tylko dodać oliwy do ognia, sprawić, że Lestrange również zacznie łaknąć krwi, podejdzie do pojedynku z godną przeciwnika werwą. Jeśli mieli połamać sobie kości, mogli to zrobić z całą siłą, jaka w nich drzemała.
W takich warunkach, nic dziwnego, że Charles wolałby dać komuś po mordzie zamiast bawić się w artystę, co mogło tylko pogłębić jego kryzys tożsamości. Baldwin Malfoy był idealnym celem na wyładowanie agresji.
- Miałem to skończyć i dopiero pójść. - Charles skłamał po raz kolejny, tak lekko, tak swobodnie, jakby naprawdę taki był plan od samego początku. - Podobał ci się prezent? Nie napisałeś. - Zarzucił, odsuwając się od swojej robótki i powoli podnosząc do pionu, tak, by nie naruszyć konstrukcji na płachcie. - Naprawdę sądzisz, że ktoś taki jak Baldwin Malfoy mógłby stawić mi czoła jak równemu sobie? - Uśmiech Charlesa poszerzył się. - Tobie, być może. Ale mi? Nie zapominaj, że wychowałem się w Durmstrangu i pod okiem Richarda Mulcibera.
To wszystko, co robił Rolph - Charlie wiedział, co to znaczy. Jego słowa miały tylko dodać oliwy do ognia, sprawić, że Lestrange również zacznie łaknąć krwi, podejdzie do pojedynku z godną przeciwnika werwą. Jeśli mieli połamać sobie kości, mogli to zrobić z całą siłą, jaka w nich drzemała.