23.01.2025, 13:23 ✶
Stawiał stopy powoli, zbliżając się do Lestrange'a niby nonszalancko, lecz również ostrożnie. Jeszcze nie był spięty, jeszcze nie zaciskał pięści, ale coś wisiało w powietrzu. Zapach róż mógł wkrótce przysłonić zapach krwi.
- A jak powinien zachować się wychowanek Richarda Mulcibera? - Zagadnął łagodnie, z uśmiechem. - Wiem, kim jest mój ojciec, do czego jest zdolny. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny.
Przechwałki miały być właśnie tym - przechwałkami. Słowa jednak zabrzmiały tak fałszywie, że nawet Mulcibera zabolało serce. Ojciec okazywał się tylko człowiekiem, mającym swoje problemy, swoje sekrety, którymi nie dzielił się z latoroślą. Przez ostatni miesiąc i problemy, jakie przyniósł, a wraz z nimi niepewności, Charles zrozumiał, że nie zna swojego ojca ani trochę.
Unosił dłoń powoli, lecz chwyt za Rodolphusową twarz był mocny. Ścisnął jego policzki w niegroźnym, degradującym, poniżającym geście.
- Brzmisz, jakbyś chciał przekonać się o tym na własne oczy.
- A jak powinien zachować się wychowanek Richarda Mulcibera? - Zagadnął łagodnie, z uśmiechem. - Wiem, kim jest mój ojciec, do czego jest zdolny. Znam go lepiej niż ktokolwiek inny.
Przechwałki miały być właśnie tym - przechwałkami. Słowa jednak zabrzmiały tak fałszywie, że nawet Mulcibera zabolało serce. Ojciec okazywał się tylko człowiekiem, mającym swoje problemy, swoje sekrety, którymi nie dzielił się z latoroślą. Przez ostatni miesiąc i problemy, jakie przyniósł, a wraz z nimi niepewności, Charles zrozumiał, że nie zna swojego ojca ani trochę.
Unosił dłoń powoli, lecz chwyt za Rodolphusową twarz był mocny. Ścisnął jego policzki w niegroźnym, degradującym, poniżającym geście.
- Brzmisz, jakbyś chciał przekonać się o tym na własne oczy.