23.01.2025, 15:09 ✶
Charlotte zdecydowanie wolałaby, żeby dzieci nie wracały jeszcze do domu. Już zaczynała kombinować, pod jakim pretekstem odesłać je do ciotki Amelii albo ostatecznie nawet poprosić Morpheusa, żeby zabrał je do tej okropnej, rolniczej Doliny Godryka, gdzie ludzie żyli blisko natury i robili inne okropności. Najpierw postanowiła jednak skontaktować się z Jonathanem, tak by sprawdzić, jak wygląda sytuacja – a tymczasem w domu pojawiły się siekierka (którą rzecz jasna trzymała w ukryciu przed dziećmi), dużo czosnku (podobno niektóre wampiry faktycznie były nań uczulone, niestety nie wszystkie) i ognioodporne ubrania (zamówione u Enzo Remingtona, gdyby przyszło jej podpalać wampira, by mogła przy tym dalej wyglądać stylowo i nie martwić się zepsuciem stylizacji).
W Departamencie Tajemnic próbowała podpytać o najlepsze sposoby odstraszania nieumarłych, ale wyglądało na to, że tylko obcinanie głów i podpalanie były naprawdę skuteczne. Kołek w serce, niestety, nie działał tak jak powinien. Do czego to dochodziło, żeby trupy zamiast leżeć na cmentarzach nawiedzały uczciwych ludzi, no doprawdy.
Gdy Jessie wrócił z psiakiem do domu, Charlotte właśnie zrobiła sobie kawę i nalała jej do filiżanki z cieniutkiej porcelany, zdobionej w złoto – niebieski wzór. Serwis herbaciany był jednym z zaledwie paru prezentów ślubnych, które ostały się w domu Kellych po latach: większość innych Charlie wyprzedała w USA lub zamieniła je na przysługi i wsparcie, czerpiąc z tego prawdziwą satysfakcję. Ten konkretny serwis, podarowany przez jednego z Parkinsonów, był jednak jak łup wojenny i Charlotte nie zamierzała się z nim rozstawać.
– Nie trzeba, mam kawę – powiedziała, spoglądając na syna, a potem na pudełko z cukierni. Zmierzyła najstarszego z Kellych uważnym spojrzeniem, na dłużej koncentrując spojrzenie w okolicach jego nosa. – Opaliłeś się w Egipcie. Powinieneś użyć kremu, inaczej skóra zacznie ci się łuszczyć – stwierdziła, zignorowała psa, domagającego się jej uwagi i odsunęła sobie krzesło. – Jak bawiliście się w Egipicie? Mam nadzieję, że Morphy i Tony dobrze się zachowywali?
Być może powinna raczej pytać wujków, czy to dzieciaki dobrze się zachowywały, ale Charlotte doskonale wiedziała, do czego są zdolni jej przyjaciele i nie zdziwiłaby się ani trochę, gdyby na przykład któryś z nich zdołał znaleźć sposób na pomniejszenie i kradzież sfinksa, a potem wszyscy musieli uciekać przez trzy granice, bo ścigała ich egipska służba celna.
W Departamencie Tajemnic próbowała podpytać o najlepsze sposoby odstraszania nieumarłych, ale wyglądało na to, że tylko obcinanie głów i podpalanie były naprawdę skuteczne. Kołek w serce, niestety, nie działał tak jak powinien. Do czego to dochodziło, żeby trupy zamiast leżeć na cmentarzach nawiedzały uczciwych ludzi, no doprawdy.
Gdy Jessie wrócił z psiakiem do domu, Charlotte właśnie zrobiła sobie kawę i nalała jej do filiżanki z cieniutkiej porcelany, zdobionej w złoto – niebieski wzór. Serwis herbaciany był jednym z zaledwie paru prezentów ślubnych, które ostały się w domu Kellych po latach: większość innych Charlie wyprzedała w USA lub zamieniła je na przysługi i wsparcie, czerpiąc z tego prawdziwą satysfakcję. Ten konkretny serwis, podarowany przez jednego z Parkinsonów, był jednak jak łup wojenny i Charlotte nie zamierzała się z nim rozstawać.
– Nie trzeba, mam kawę – powiedziała, spoglądając na syna, a potem na pudełko z cukierni. Zmierzyła najstarszego z Kellych uważnym spojrzeniem, na dłużej koncentrując spojrzenie w okolicach jego nosa. – Opaliłeś się w Egipcie. Powinieneś użyć kremu, inaczej skóra zacznie ci się łuszczyć – stwierdziła, zignorowała psa, domagającego się jej uwagi i odsunęła sobie krzesło. – Jak bawiliście się w Egipicie? Mam nadzieję, że Morphy i Tony dobrze się zachowywali?
Być może powinna raczej pytać wujków, czy to dzieciaki dobrze się zachowywały, ale Charlotte doskonale wiedziała, do czego są zdolni jej przyjaciele i nie zdziwiłaby się ani trochę, gdyby na przykład któryś z nich zdołał znaleźć sposób na pomniejszenie i kradzież sfinksa, a potem wszyscy musieli uciekać przez trzy granice, bo ścigała ich egipska służba celna.