24.01.2025, 00:18 ✶
Charles skamlał o pomoc, bo jasnym było, że przegrał. Oślepiony nie mógł machać pięściami w nadziei, że trafi Rodolphosa. Nie chciał wprost przyznać się do porażki, ale ta była ewidentna. Z twarzą pokrytą złotem mógł stać się co najwyżej pośmiewiskiem.
- Rolph! - Pogonił go, chcąc jak najszybciej uwolnić ręce i tak, jak Lestrange zasugerował, wetrzeć brokat głębiej! - Mam to w ustach..!
Niezgrabność Rodolphusa przeszła niezauważona. Kiedy odzyskał wolność, Charlie z trudem powstrzymał odruch tarcia oczu i podniósł się do siadu, by rękawem zetrzeć jak najwięcej brokatu z twarzy, omijając jednak oczy. Magiczny pyłek jeszcze dobrze nie związał, więc kolor przeniósł się dalej, na ręce i koszulę.
- Nie tak miało być. - Wyjaśnił, choć niełatwo było mówić z ustami pełnymi pyłu. On również był zmęczony, pobudzony, ale też trochę przejęty tym, co się z nim działo. Brokat powstrzymał go szybciej, niż Lestrange. - Cholera, to naprawdę diabelnie piecze.
Z wdzięcznością przyjął pomoc w nawigowaniu do łazienki. Już pierwsze przepłukanie ust i przemycie twarzy pomogło, lecz brokat wciąż znajdował się... właściwie już wszędzie. Umywalka szybko pokryła się iskierkami, tak samo jak ubranie Rodolphusa. Całe szczęście Charles jeszcze tego nie widział, by poczuć się winnym.
- Nie idę do Munga, co im powiem? - Zapytał retorycznie. Nie będzie przyznawał się do walki na podłodze mieszkania! Wolał nie myśleć, co byłoby, gdyby taka wieść dotarła do uszu taty. - Swoją drogą, skąd ty masz tyle siły, Rolph? - Dopytywał, nie kryjąc nutki podziwu w głosie. Nabierał w dłonie kolejne porcje wody i ochlapywał nimi twarz, jakby to miało wszystkiemu zaradzić, przez co jego wypowiedź była przerywana. - ...nie jesteś na mnie zły? Już mi przeszło i chyba... chyba to nie było najmądrzejsze. Przepraszam. Nie uderzyłem cię za mocno?
- Rolph! - Pogonił go, chcąc jak najszybciej uwolnić ręce i tak, jak Lestrange zasugerował, wetrzeć brokat głębiej! - Mam to w ustach..!
Niezgrabność Rodolphusa przeszła niezauważona. Kiedy odzyskał wolność, Charlie z trudem powstrzymał odruch tarcia oczu i podniósł się do siadu, by rękawem zetrzeć jak najwięcej brokatu z twarzy, omijając jednak oczy. Magiczny pyłek jeszcze dobrze nie związał, więc kolor przeniósł się dalej, na ręce i koszulę.
- Nie tak miało być. - Wyjaśnił, choć niełatwo było mówić z ustami pełnymi pyłu. On również był zmęczony, pobudzony, ale też trochę przejęty tym, co się z nim działo. Brokat powstrzymał go szybciej, niż Lestrange. - Cholera, to naprawdę diabelnie piecze.
Z wdzięcznością przyjął pomoc w nawigowaniu do łazienki. Już pierwsze przepłukanie ust i przemycie twarzy pomogło, lecz brokat wciąż znajdował się... właściwie już wszędzie. Umywalka szybko pokryła się iskierkami, tak samo jak ubranie Rodolphusa. Całe szczęście Charles jeszcze tego nie widział, by poczuć się winnym.
- Nie idę do Munga, co im powiem? - Zapytał retorycznie. Nie będzie przyznawał się do walki na podłodze mieszkania! Wolał nie myśleć, co byłoby, gdyby taka wieść dotarła do uszu taty. - Swoją drogą, skąd ty masz tyle siły, Rolph? - Dopytywał, nie kryjąc nutki podziwu w głosie. Nabierał w dłonie kolejne porcje wody i ochlapywał nimi twarz, jakby to miało wszystkiemu zaradzić, przez co jego wypowiedź była przerywana. - ...nie jesteś na mnie zły? Już mi przeszło i chyba... chyba to nie było najmądrzejsze. Przepraszam. Nie uderzyłem cię za mocno?