24.01.2025, 08:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.07.2025, 03:28 przez Lyssa Dolohov.)
Lyssa powinna chyba urodzić się w rodzinie Greybacków, bo łaknęła w tym momencie krwi. Patrzyła w Charlesa spojrzeniem zafiksowanym i intensywnym, spoglądając nie na jego ciemne oczy, a gdzieś w głąb, jakby natarczywie przyglądała się ich samemu dnu, a może i sięgała do samej duszy. Oh, jakby ona tylko mogła pochwycić to, co sprawiało że Charles był Charlesem i zacisnąć na tym swoje palce. Skręcić, tak jak robiło się komuś pokrzywkę, a potem złamać i dostosować do własnego widzimisię. Kuzyn był dla niej sprawą absurdalnie straconą i taką, dla której nie było ratunku, a dodatkowo ciągnął ze sobą na dno wszystkich dookoła. Należał mu się więc ból - dla przypomnienia, że krzywdził innych i wcale jej nie interesowało, ze ci inni zdawali się nie zauważać jego głupoty. Po karze musiał przejść konkretne przemodelowanie, na całe jednak szczęście dla niego, Dolohov nie była jeszcze pewna jak sensownie zagospodarować jego atuty. Czy on w ogóle jakieś miał? Oprócz oczywiście zapominania portfela i robienia świeczek w kształcie penisów? A co potem? Podbije świat kształtem stolca?
Na tę myśl aż zgrzytnęła zębami.
- Nikt nie będzie pracować - Scylli też się należało przemodelowanie, ale przed tym się akurat wzbraniała, bo Greyback była trochę mądra inaczej i to nie była jej wina. Taka się już urodziła i niewiele dało się z tym zrobić. - Nikt też nie będzie biegał - zrobiło jej się słabo, ale nawet nie na sugestię, że miała rzucić się w sprint, a na wspomnienie o sensacji i to tej niechcianej. Tata by ją odesłał do Francji, jakby zrobili tutaj coś takiego. Już darowała sobie tłumaczenie, ze ta ostatnia sugestia była w ogóle nieprzemyślany, bo oni wszyscy wyglądali trochę jak suchotnicy (znaczy się spełniali trendy zagłodzonej szlachty) i nawet nie złapano by samej Scylli, a ich całą trójkę.
Lyssa poczerwieniała i była to w sumie jedyna widoczna zmiana w jej postawie do tej pory, bo przez cały czas, nawet kiedy mówiła do Greyback, mordowała Charliego wzrokiem. Troszkę zapiekła ją jego sugestia i to dwojako, bo po pierwsze to jak on śmiał, a po drugie ona także nie miała przy sobie sakiewki.
- Charles - głos pociągnięty miała lekką, ledwo słyszalną chrypką, jakby całe emocje spłynęły jej do gardła i fizycznie musiała ze sobą walczyć, żeby nie zacząć skrzeczeć jak wiedźma. - Czy byłbyś tak dobry i udał się do Praw Czasu po Peregrinusa? - do chropowatości słów doszła jakaś obrzydliwa, mdląca wręcz słodycz i dziewczyna sama nie była pewna, jak to w ogóle osiągnęła. Czego jednak była pewna, to gdy wreszcie spojrzała w bok i zauważyła spojrzenie kelnera, zrobiło jej się okropnie gorąco i musiała się aż powachlować dłonią.
Charles, chyba z braku innych możliwości, ruszył po pomoc, a dziewczyny zostały same - bo przecież Lyssa nie pozwoliłaby Scylli jej teraz zostawić. Nie kiedy znajdowały się w sytuacji, w której nigdy nie chciała zostać postawiona, bo czuła się jakby zaraz cała jej reputacja miała lec w gruzach - nawet jeśli miała jej niewiele. W końcu jednak podszedł do nich kelner, od dłuższego czasu kluczący i ewidentnie czekający aż uiszczą zapłatę. Dolohov w pierwszej chwili się spociła, wyraźnie zawstydzona tym, co zaraz miała mu powiedzieć, ale kiedy tylko ten w odpowiedzi zakomunikował, że w takim wypadku będzie zmuszony wezwać brygadę uderzeniową, coś w Lyssę wstąpiło. Jedzący w restauracji obiad goście, mogli być świadkiem ataku czegoś co stało na pograniczu histerii i ataku furii, bo dziewczyna to uderzała w wysokie, paniczne tony, to zwyczajnie szkalowała młodzieńca, który nieco zaczął się peszyć. Padły nawet sławetne słowa; zasadnicze pytanie, czy wie kto był jej ojcem, ale też gorzka obietnica, że ten się zdecydowanie o tym wszystkim dowie. Wszystko jednak zostało jak nożem ucięte w momencie, kiedy w restauracji pojawił się Peregrinus, przybywający na ratunek. Rachunek, został wyrównany, a Lyssa po powrocie do domu musiała bardzo długo poleżeć.
Na tę myśl aż zgrzytnęła zębami.
- Nikt nie będzie pracować - Scylli też się należało przemodelowanie, ale przed tym się akurat wzbraniała, bo Greyback była trochę mądra inaczej i to nie była jej wina. Taka się już urodziła i niewiele dało się z tym zrobić. - Nikt też nie będzie biegał - zrobiło jej się słabo, ale nawet nie na sugestię, że miała rzucić się w sprint, a na wspomnienie o sensacji i to tej niechcianej. Tata by ją odesłał do Francji, jakby zrobili tutaj coś takiego. Już darowała sobie tłumaczenie, ze ta ostatnia sugestia była w ogóle nieprzemyślany, bo oni wszyscy wyglądali trochę jak suchotnicy (znaczy się spełniali trendy zagłodzonej szlachty) i nawet nie złapano by samej Scylli, a ich całą trójkę.
Lyssa poczerwieniała i była to w sumie jedyna widoczna zmiana w jej postawie do tej pory, bo przez cały czas, nawet kiedy mówiła do Greyback, mordowała Charliego wzrokiem. Troszkę zapiekła ją jego sugestia i to dwojako, bo po pierwsze to jak on śmiał, a po drugie ona także nie miała przy sobie sakiewki.
- Charles - głos pociągnięty miała lekką, ledwo słyszalną chrypką, jakby całe emocje spłynęły jej do gardła i fizycznie musiała ze sobą walczyć, żeby nie zacząć skrzeczeć jak wiedźma. - Czy byłbyś tak dobry i udał się do Praw Czasu po Peregrinusa? - do chropowatości słów doszła jakaś obrzydliwa, mdląca wręcz słodycz i dziewczyna sama nie była pewna, jak to w ogóle osiągnęła. Czego jednak była pewna, to gdy wreszcie spojrzała w bok i zauważyła spojrzenie kelnera, zrobiło jej się okropnie gorąco i musiała się aż powachlować dłonią.
Charles, chyba z braku innych możliwości, ruszył po pomoc, a dziewczyny zostały same - bo przecież Lyssa nie pozwoliłaby Scylli jej teraz zostawić. Nie kiedy znajdowały się w sytuacji, w której nigdy nie chciała zostać postawiona, bo czuła się jakby zaraz cała jej reputacja miała lec w gruzach - nawet jeśli miała jej niewiele. W końcu jednak podszedł do nich kelner, od dłuższego czasu kluczący i ewidentnie czekający aż uiszczą zapłatę. Dolohov w pierwszej chwili się spociła, wyraźnie zawstydzona tym, co zaraz miała mu powiedzieć, ale kiedy tylko ten w odpowiedzi zakomunikował, że w takim wypadku będzie zmuszony wezwać brygadę uderzeniową, coś w Lyssę wstąpiło. Jedzący w restauracji obiad goście, mogli być świadkiem ataku czegoś co stało na pograniczu histerii i ataku furii, bo dziewczyna to uderzała w wysokie, paniczne tony, to zwyczajnie szkalowała młodzieńca, który nieco zaczął się peszyć. Padły nawet sławetne słowa; zasadnicze pytanie, czy wie kto był jej ojcem, ale też gorzka obietnica, że ten się zdecydowanie o tym wszystkim dowie. Wszystko jednak zostało jak nożem ucięte w momencie, kiedy w restauracji pojawił się Peregrinus, przybywający na ratunek. Rachunek, został wyrównany, a Lyssa po powrocie do domu musiała bardzo długo poleżeć.
Koniec sesji