24.01.2025, 10:13 ✶
Na pewno tego chcesz? to pytanie zaległo w jej głowie niewygodnie. Czy tego chciała? A czy było to takie ważne? Lubiła to w sumie. Co prawda przed nią daleka droga do kariery, a jednak była w stanie widzieć swoją przyszłość na sali sądowej i spełniać się w tym. W końcu takowe rozprawy nie były niczym innym niż rodzajem pojedynku, co prawda bez agresji i przemocy, a jednak na szali takowego mogła spoczywać kogoś przyszłość czy nawet życie. To było swego rodzaju fascynujące.
-Chcę by nasze nazwisko budziło szacunek, tato... dołożyć swoją cegiełkę... - odparła pewnie, zerkając w jego kierunku - Któreś z twoich dzieci musiało się udać, prawda? Pewnie ci tylko trochę szkoda, że padło na córkę.- dodała nieco złośliwie. W końcu to w rękach mężczyzn w ich rodzinie pokładało się największe nadzieje, w końcu to oni przekazywali swoje nazwisko dalej, to oni przedłużali ród, to ich potknięcia były bardziej jaskrawe.
Zgadywała, że ojciec stanie w obronie jej rodzeństwa, może nawet dostanie bure, a jednak nie dbała o to zanadto. Ona wkuwała kodeks karno-cywilny, lawirowała po kancelarii by wyciągnąć jak najwięcej wiedzy i umiejętności, podczas gdy jej brat lepił świeczki w kształcie kutasów i innych wróbelków. Nie było o czym mówić. Richard mógł próbować. W końcu Leo jakąś tam karierę robił, a jednak Scarlett nie pałała do niego sympatią, także wolała udać, że nie istnieje, a z drugim bratem pierwszy raz w życiu została poróżniona, poczuła się zdradzona, więc zaczęła się nieco stroszyć zamiast ślepo wspierać.
Na kolejne pytanie jej wzrok na moment osiadł na jednym z budynków w oddali. Czy dalej się spotykali?
Musiała się zastanowić nieco głębiej nad tym trywialnym pytaniem, rozbić je na części pierwsze i ułożyć w głowie.
-Chcesz go poznać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie co prawda, a jednak kryło się w nim nieme potwierdzenie, w dodatku skoro zaproponowała poznanie ich ze sobą zdawało się, że kimkolwiek był dla niej Baldwin Malfoy, był kimś kogo raczej nie zamierzała wykreślić z życia, a na pewno nie w najbliższym czasie. Chociaż wiedział, że ze Scarlett nie można było być pewnym. Jej niepokorny charakter, odziedziczona duma i dominujący typ osobowości sprawiały, że ta bardzo szybko i brutalnie potrafiła zrywać znajomości, bezlitośnie nawet jeśli sprawiłoby jej to ból, który skrzętnie ukrywała pod szelmowskim uśmiechem bądź kamienną twarzą. Nie wypadało płakać, nigdy, toteż łez nie roniła, nigdy gdy ktoś patrzył czy chociażby zerkał - zadzierała dumnie głowę, tłamsząc w sobie kolejną rysę na duszy, wyżywając się na przedmiotach. Jej zaufanie budowało się latami, a traciło w zaledwie kilka sekund. Nigdy nie chyliła głowy, nie miała w naturze uległości, nie zwykła wybaczać, a na pewno zapominać. W dodatku miała skłonności do agresji, a Richard sam z pełną świadomością wsunął jej broń do ręki, gdy uczył ją od małego walczyć. A mimo to minęło już trochę czasu, a Baldwin dalej pojawiał się w jej słowach, w dodatku bardzo przychylnych, co nie było takie znowuż normalne. Zazwyczaj o przyszłych niedoszłych, a nawet o obecnych rzucała zdawkowe słowo czy dwa.
-To nic oficjalnego, jesteśmy na stopie przyjacielskiej - mruknęła, chcąc nakreślić nieco aktualny stan swojej relacji z blondynem - Ale lubię spędzać z nim czas. Wspiera mnie i moje decyzje, nawet jeśli ma odmienne zdanie. Mogę na niego liczyć o czym nigdy mi nie powiedział, ale niejednokrotnie udowodnił. Stał się trochę moją opoką... - nieznacznie zmrużyła ślepia, wpadając w zadumę. Nie powiedziałaby tego dla Malfoya, była zbyt dumna, zbyt niezależna by przyznać, że stał się jej chwilą wytchnienia, oderwania od rzeczywistości, lekiem ale i solą na rany. Powoli rozpychał się coraz to bardziej i śmielej w jej życiu, myślach, szarej rzeczywistości barwiąc ją okrutnym szkarłatem i kojącym błękitem. Miał w sobie cechy dające poczucie bezpieczeństwa, a jednak nie był przy tym drętwym nudziarzem przy którym przespałaby życie, od którego chciałaby uciec. Był inny.
-Chcę by nasze nazwisko budziło szacunek, tato... dołożyć swoją cegiełkę... - odparła pewnie, zerkając w jego kierunku - Któreś z twoich dzieci musiało się udać, prawda? Pewnie ci tylko trochę szkoda, że padło na córkę.- dodała nieco złośliwie. W końcu to w rękach mężczyzn w ich rodzinie pokładało się największe nadzieje, w końcu to oni przekazywali swoje nazwisko dalej, to oni przedłużali ród, to ich potknięcia były bardziej jaskrawe.
Zgadywała, że ojciec stanie w obronie jej rodzeństwa, może nawet dostanie bure, a jednak nie dbała o to zanadto. Ona wkuwała kodeks karno-cywilny, lawirowała po kancelarii by wyciągnąć jak najwięcej wiedzy i umiejętności, podczas gdy jej brat lepił świeczki w kształcie kutasów i innych wróbelków. Nie było o czym mówić. Richard mógł próbować. W końcu Leo jakąś tam karierę robił, a jednak Scarlett nie pałała do niego sympatią, także wolała udać, że nie istnieje, a z drugim bratem pierwszy raz w życiu została poróżniona, poczuła się zdradzona, więc zaczęła się nieco stroszyć zamiast ślepo wspierać.
Na kolejne pytanie jej wzrok na moment osiadł na jednym z budynków w oddali. Czy dalej się spotykali?
Musiała się zastanowić nieco głębiej nad tym trywialnym pytaniem, rozbić je na części pierwsze i ułożyć w głowie.
-Chcesz go poznać? - odpowiedziała pytaniem na pytanie co prawda, a jednak kryło się w nim nieme potwierdzenie, w dodatku skoro zaproponowała poznanie ich ze sobą zdawało się, że kimkolwiek był dla niej Baldwin Malfoy, był kimś kogo raczej nie zamierzała wykreślić z życia, a na pewno nie w najbliższym czasie. Chociaż wiedział, że ze Scarlett nie można było być pewnym. Jej niepokorny charakter, odziedziczona duma i dominujący typ osobowości sprawiały, że ta bardzo szybko i brutalnie potrafiła zrywać znajomości, bezlitośnie nawet jeśli sprawiłoby jej to ból, który skrzętnie ukrywała pod szelmowskim uśmiechem bądź kamienną twarzą. Nie wypadało płakać, nigdy, toteż łez nie roniła, nigdy gdy ktoś patrzył czy chociażby zerkał - zadzierała dumnie głowę, tłamsząc w sobie kolejną rysę na duszy, wyżywając się na przedmiotach. Jej zaufanie budowało się latami, a traciło w zaledwie kilka sekund. Nigdy nie chyliła głowy, nie miała w naturze uległości, nie zwykła wybaczać, a na pewno zapominać. W dodatku miała skłonności do agresji, a Richard sam z pełną świadomością wsunął jej broń do ręki, gdy uczył ją od małego walczyć. A mimo to minęło już trochę czasu, a Baldwin dalej pojawiał się w jej słowach, w dodatku bardzo przychylnych, co nie było takie znowuż normalne. Zazwyczaj o przyszłych niedoszłych, a nawet o obecnych rzucała zdawkowe słowo czy dwa.
-To nic oficjalnego, jesteśmy na stopie przyjacielskiej - mruknęła, chcąc nakreślić nieco aktualny stan swojej relacji z blondynem - Ale lubię spędzać z nim czas. Wspiera mnie i moje decyzje, nawet jeśli ma odmienne zdanie. Mogę na niego liczyć o czym nigdy mi nie powiedział, ale niejednokrotnie udowodnił. Stał się trochę moją opoką... - nieznacznie zmrużyła ślepia, wpadając w zadumę. Nie powiedziałaby tego dla Malfoya, była zbyt dumna, zbyt niezależna by przyznać, że stał się jej chwilą wytchnienia, oderwania od rzeczywistości, lekiem ale i solą na rany. Powoli rozpychał się coraz to bardziej i śmielej w jej życiu, myślach, szarej rzeczywistości barwiąc ją okrutnym szkarłatem i kojącym błękitem. Miał w sobie cechy dające poczucie bezpieczeństwa, a jednak nie był przy tym drętwym nudziarzem przy którym przespałaby życie, od którego chciałaby uciec. Był inny.