24.01.2025, 13:51 ✶
Mógł wyrzucić z siebie wszystko, co mu leżało na sercu - owszem. Mógł to zrobić już wcześniej, na samym początku, lecz z jakichś powodów nie zdecydował się na ten krok. Obserwował w milczeniu Nicholasa, gdy ten siadał, sięgał po herbatę i dla odmiany zadawał pytania. Głupie, niepotrzebne i nieistotne, tak jakby nie mieli o czym innym rozmawiać. Na dodatek nie odpowiedział mu na jego pytania, tylko zadał swoje.
- Uważaj na to, w jakiej pozycji zaczynasz się stawiać - powiedział chłodno, nawiązując ewidentnie do faktu, że Nicholas chciał wiedzieć. Podszedł powolnym, nieco leniwym krokiem, do stołu: lecz nie po to, by przy nim usiąść, a by oprzeć się o blat dłońmi. Nachylił się w stronę Traversa, a z jego oczu zniknęła troska, która wcześniej przebijała się przez chłodną stal tęczówek. - Cassandra została poinformowana przez Martesa. To wszystko, co musisz wiedzieć.
Rzucił poważnie, nieznacznie zaciskając palce na blacie stołu kuchennego. Za kogo on się uważał, by sądzić, że miał prawo do informacji? Nie był blisko Czarnego Pana, nie przeszedł nawet próby. Skoro on, Lestrange, nie wiedział co było w zwoju i po co mu on, to jakim prawem Nicholas miałby wiedzieć?
- Jeżeli będę ci potrzebny, wiesz gdzie mnie znaleźć. Gdy będę potrzebny, przyjdę - wyprostował się. Zerknął jeszcze na klucze, jakby się wahał, ale w końcu sięgnął po nie, jeżeli Nick mu nie przeszkodził. A potem zrobił to, co powinien zrobić wcześniej: po prostu wyszedł, drzwiami, jak przystało na chłopaka z dobrego domu. Oczywistym było, że to nie były kwestie, które chciał poruszyć z Nicholasem, ale jego upartość i brak chęci współpracy a także niepokojące ostatnie pytania sprawiły, że zmienił zdanie i porzucił swój pierwotny plan. I chyba tylko przywiązanie do Traversa sprawiło, że postanowił nie być sześćdziesioną i zostawić go w spokoju, nadal chroniąc jego dupę, zamiast pobiec do kuzyna i jątrzyć. Być może kiedyś byłby pierwszy do kablowania, lecz nie teraz. To pewnie zwykła ciekawość - tak sobie tłumaczył - a nie chęć zbyt szybkiego stanięcia u jego boku. Tak musiało być.
- Uważaj na to, w jakiej pozycji zaczynasz się stawiać - powiedział chłodno, nawiązując ewidentnie do faktu, że Nicholas chciał wiedzieć. Podszedł powolnym, nieco leniwym krokiem, do stołu: lecz nie po to, by przy nim usiąść, a by oprzeć się o blat dłońmi. Nachylił się w stronę Traversa, a z jego oczu zniknęła troska, która wcześniej przebijała się przez chłodną stal tęczówek. - Cassandra została poinformowana przez Martesa. To wszystko, co musisz wiedzieć.
Rzucił poważnie, nieznacznie zaciskając palce na blacie stołu kuchennego. Za kogo on się uważał, by sądzić, że miał prawo do informacji? Nie był blisko Czarnego Pana, nie przeszedł nawet próby. Skoro on, Lestrange, nie wiedział co było w zwoju i po co mu on, to jakim prawem Nicholas miałby wiedzieć?
- Jeżeli będę ci potrzebny, wiesz gdzie mnie znaleźć. Gdy będę potrzebny, przyjdę - wyprostował się. Zerknął jeszcze na klucze, jakby się wahał, ale w końcu sięgnął po nie, jeżeli Nick mu nie przeszkodził. A potem zrobił to, co powinien zrobić wcześniej: po prostu wyszedł, drzwiami, jak przystało na chłopaka z dobrego domu. Oczywistym było, że to nie były kwestie, które chciał poruszyć z Nicholasem, ale jego upartość i brak chęci współpracy a także niepokojące ostatnie pytania sprawiły, że zmienił zdanie i porzucił swój pierwotny plan. I chyba tylko przywiązanie do Traversa sprawiło, że postanowił nie być sześćdziesioną i zostawić go w spokoju, nadal chroniąc jego dupę, zamiast pobiec do kuzyna i jątrzyć. Być może kiedyś byłby pierwszy do kablowania, lecz nie teraz. To pewnie zwykła ciekawość - tak sobie tłumaczył - a nie chęć zbyt szybkiego stanięcia u jego boku. Tak musiało być.
Postać opuszcza sesję