24.01.2025, 14:24 ✶
Wrócili do domu. Być może nie zajęło im to tak niewiele czasu jak mogłoby, jednak pewne środki ostrożności wymagały powolnego marszu przez las a następnie jeszcze wolniejszego marszu przez wrzosowiska w kierunku nadmorskiego domu. Było jednak całkiem przyjemnie. Wietrznie, ale całkiem ciepło, zwłaszcza jak na powolne nadejście coraz bardziej zbliżającej się jesieni.
Znajdowali się nad morzem. Całkiem blisko jednego z mniej stromych zejść na jedną z dzikich plaż. Słońce świeciło nad ich głowami, fale obijały się o brzeg klifów. Nie tych bezpośrednio przy ich Piaskownicy. Kawałek dalej, wciąż na tyle daleko od zabudowań, aby nie musieli się niczym ani nikim przejmować.
Jednak dzięki temu jednemu prostemu ruchowi, jakim było oddalenie się w kierunku innej naturalnej plaży, mieli do wykorzystania znacznie więcej różnorodnych ukształtowań terenu. A to zdecydowanie mogło im się przydać. W końcu zamierzali kontynuować to wszystko, co robili niemalże od rana. Tyle tylko, że teraz mierząc się w czymś na kształt starcia.
Czegoś, na co wyrażenia zgody nigdy by się po sobie nie spodziewał. Stronił od tego już wcześniej. Przez lata usilnie trzymał postanowienie, że w żadnym wypadku nie zamierzał rzucać w Geraldine zaklęciami ani robić czegoś, co mogłoby ją fizycznie skrzywdzić. Sobą się nie przejmował. Zdawał sobie sprawę z siły, którą miała dziewczyna, ale w tym wszystkim raczej nie decydował się na sparingi z nią, żeby nie mieć później ewentualnych wyrzutów sumienia.
Mimo to ten dzień wreszcie nadszedł. Jasny i słoneczny. Wietrzny, ale na tyle przyjemny, że pozostawanie w płaszczu byłoby raczej skrajną głupotą. Tak samo zresztą jak w pozostałych warstwach ubrań. W koszuli, którą też z siebie z rzucił i rzucił na pobliski głaz, pozostając na ten moment w samej koszulce z krótkim rękawem.
Obserwował poczynania Geraldine w celu ukształtowania im osłony z żywopłotu, bezwiednie coraz bardziej unosząc brwi. Był w dobrym humorze. Naprawdę niezłym nastroju.
- Thuja occidentalis? Nie mamy sąsiadów - stwierdził z błyskiem w oku, jednocześnie sięgając po swoją różdżkę i turlając ją między palcami. - Ładna robota - musiał jej to przyznać, bo ukształtowany żywopłot naprawdę robił robotę.
Mogli podziwiać całkiem gęstą, nieprzezierną osłonę zasłaniającą ich z trzech stron przed potencjalnymi niepożądanymi oczami. Zaś z czwartej i ostatniej wciąż dawali sobie możliwość spoglądania na klify i morze oraz zejście na piasek. Na tyle strome, że można byłoby się po nim ześlizgnąć na sam dół, ale przy okazji na tyle łagodne, by się przy tym nie zabić.
Najwidoczniej bez słowa zostawiali sobie i tę furtkę. Ambroise z pewnością zamierzał z niej skorzystać, jeśli zaistniałaby taka konieczność. Nie musieli ustalać żadnych oficjalnych zasad, by to wiedzieć, prawda? Nie zamierzali robić sobie nawzajem krzywdy, jednak dawanie sobie forów też raczej nie wchodziło w grę.
- Jak nigdy - skinął głową, odpowiadając spojrzeniem na spojrzenie i postanawiając mimo wszystko nakreślić jednak kilka podstawowych kwestii. - Od czego chcesz zacząć? Dowolna forma? Mieszana? - Spytał, jednocześnie dając jej tym samym dowolność pierwszego wyboru, nawet jeśli zaraz dodał. - Sądzę, że warto przejść przez wszystko, niekoniecznie po kolei - byli tu nie po to, żeby ograniczać się wyłącznie do jednej techniki, prawda?
Posłał Geraldine pytające spojrzenie, jednocześnie w dalszym ciągu przetaczając różdżkę - tym razem między jedną a drugą dłonią. Miał naprawdę dobry humor, zwłaszcza jak na raczej marne rozpoczęcie dnia. Słońce w pełni swej siły świeciło nad ich głowami, przygrzewając całkiem solidnie jak na tę porę roku. Wiatr wiał, fale obijały się o brzeg a liście żywopłotu cicho szumiały.
Poprawił związane włosy, kolejny raz unosząc brwi.
Więc?
Znajdowali się nad morzem. Całkiem blisko jednego z mniej stromych zejść na jedną z dzikich plaż. Słońce świeciło nad ich głowami, fale obijały się o brzeg klifów. Nie tych bezpośrednio przy ich Piaskownicy. Kawałek dalej, wciąż na tyle daleko od zabudowań, aby nie musieli się niczym ani nikim przejmować.
Jednak dzięki temu jednemu prostemu ruchowi, jakim było oddalenie się w kierunku innej naturalnej plaży, mieli do wykorzystania znacznie więcej różnorodnych ukształtowań terenu. A to zdecydowanie mogło im się przydać. W końcu zamierzali kontynuować to wszystko, co robili niemalże od rana. Tyle tylko, że teraz mierząc się w czymś na kształt starcia.
Czegoś, na co wyrażenia zgody nigdy by się po sobie nie spodziewał. Stronił od tego już wcześniej. Przez lata usilnie trzymał postanowienie, że w żadnym wypadku nie zamierzał rzucać w Geraldine zaklęciami ani robić czegoś, co mogłoby ją fizycznie skrzywdzić. Sobą się nie przejmował. Zdawał sobie sprawę z siły, którą miała dziewczyna, ale w tym wszystkim raczej nie decydował się na sparingi z nią, żeby nie mieć później ewentualnych wyrzutów sumienia.
Mimo to ten dzień wreszcie nadszedł. Jasny i słoneczny. Wietrzny, ale na tyle przyjemny, że pozostawanie w płaszczu byłoby raczej skrajną głupotą. Tak samo zresztą jak w pozostałych warstwach ubrań. W koszuli, którą też z siebie z rzucił i rzucił na pobliski głaz, pozostając na ten moment w samej koszulce z krótkim rękawem.
Obserwował poczynania Geraldine w celu ukształtowania im osłony z żywopłotu, bezwiednie coraz bardziej unosząc brwi. Był w dobrym humorze. Naprawdę niezłym nastroju.
- Thuja occidentalis? Nie mamy sąsiadów - stwierdził z błyskiem w oku, jednocześnie sięgając po swoją różdżkę i turlając ją między palcami. - Ładna robota - musiał jej to przyznać, bo ukształtowany żywopłot naprawdę robił robotę.
Mogli podziwiać całkiem gęstą, nieprzezierną osłonę zasłaniającą ich z trzech stron przed potencjalnymi niepożądanymi oczami. Zaś z czwartej i ostatniej wciąż dawali sobie możliwość spoglądania na klify i morze oraz zejście na piasek. Na tyle strome, że można byłoby się po nim ześlizgnąć na sam dół, ale przy okazji na tyle łagodne, by się przy tym nie zabić.
Najwidoczniej bez słowa zostawiali sobie i tę furtkę. Ambroise z pewnością zamierzał z niej skorzystać, jeśli zaistniałaby taka konieczność. Nie musieli ustalać żadnych oficjalnych zasad, by to wiedzieć, prawda? Nie zamierzali robić sobie nawzajem krzywdy, jednak dawanie sobie forów też raczej nie wchodziło w grę.
- Jak nigdy - skinął głową, odpowiadając spojrzeniem na spojrzenie i postanawiając mimo wszystko nakreślić jednak kilka podstawowych kwestii. - Od czego chcesz zacząć? Dowolna forma? Mieszana? - Spytał, jednocześnie dając jej tym samym dowolność pierwszego wyboru, nawet jeśli zaraz dodał. - Sądzę, że warto przejść przez wszystko, niekoniecznie po kolei - byli tu nie po to, żeby ograniczać się wyłącznie do jednej techniki, prawda?
Posłał Geraldine pytające spojrzenie, jednocześnie w dalszym ciągu przetaczając różdżkę - tym razem między jedną a drugą dłonią. Miał naprawdę dobry humor, zwłaszcza jak na raczej marne rozpoczęcie dnia. Słońce w pełni swej siły świeciło nad ich głowami, przygrzewając całkiem solidnie jak na tę porę roku. Wiatr wiał, fale obijały się o brzeg a liście żywopłotu cicho szumiały.
Poprawił związane włosy, kolejny raz unosząc brwi.
Więc?
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down