Richard był już przyzwyczajony do tego, że córka wracała momentami nad ranem do domu. Nie dał rady jej tego od uczyć jak weszła w nastoletni wiek buntu, to chociaż wyuczył ją samoobrony jak i komunikacji umysłowej na odległość. Aby w razie problemów, czy innej sytuacji dała mu znać gdzie jest i umiała sobie sama poradzić z osobami trudnych i wścibskich charakterów. Wtedy mógł być spokojny o to, że dziewczyna nawet teraz sobie poradzi.
W nocy za bardzo nie spał. Właściwie to każdej nie potrafił wysypiać porządnie. Kadzidła działały na tyle, aby choć minimum odpoczynku dostarczył swojemu organizmowi. Wstał bardzo wcześnie, odprowadził się do porządku, zakładając standardowo czarne barwy. Sweter i spodnie, włącznie z obuwiem. Umył się, przez moment przyglądając w lustrze swojemu odbiciu. Zarost jaki miał na sobie, był znacznie widoczny. Przez chwilę myślał, czy zostawić, czy ma na tyle chęci się go pozbyć. Brakowało mu tego braterskiego upominania. Zostawało sobie tylko o nim przypominać. Ostatecznie, ogolił się.
Do śniadania było jeszcze wcześnie. Musiał jednak coś ze sobą zrobić. Listy wciąż przychodziły z zamówieniami, pytaniami, umowami. Nie mogło to tak pozostać nieruszone. Chcąc nie chcąc, musiał przejąć gabinet brata aby w nim pracować. Gdzie także znajdowało się wiele ważnych zeszytów i katalogów. Wszedł do gabinetu, ciemnego o zasłoniętych okien, oświetlonego przez świece za pomocą różdżki. Panowała tu cisza. Głęboka cisza.
Do porannego posiłku było jeszcze trochę czasu, postanowił zająć się sprawdzaniem korespondencji. Gdzie pilnie odpisać, co może jeszcze poczekać. Być może słyszał jak skrzaty nakrywają do stołu. Może i to, że Scarlett wróciła do domu? Ten duży gabinet w tej kamienicy był tylko jeden, znajdujący na parterze. Nie było więc daleko do jadalni. Stał przy biurku, czytając jeden z listów, w którym treść była nie tylko kondolencjami ale i zamówieniem. Wielu też zadawało pytania, czy wciąż Mulciberowie będą sprzedawać świece i kadzidła. To był przecież ich jedyny zarobek w tym kraju. W tym mieście.
Pukanie do drzwi, odwróciło jego uwagę, gdzie przeniósł spojrzenie z pergaminu na Scarlett. Informująca o tym, że śniadanie gotowe. Richard spojrzał na zegarek, gdzie była niecała minuta do zjawienia się przy stole.
- Zaraz przyjdę.Odpowiedział, składając po chwili list i chowając go do koperty. Pukanie do drzwi także usłyszał. I najpewniej jeden ze skrzatów podszedł by sprawdzić. Richard zmarszczył brwi, niezbyt z tego zadowolony. Odłożył kopertę i wyszedł z gabinetu chwilę po Scarlett. Nie miał dzisiaj ochoty na gości, a umówionego mieli na jutro. Musiał jednak wiedzieć, kogo tutaj niesie.
W pierwszej chwili, pomyślałby że wrócił Charles, ale to nie jego ujrzał w wejściu, kiedy zjawił się w korytarzu a Scarlett zrobiła przejście. Czy to był ten Malfoy, o którym mu opowiadała?