24.01.2025, 21:53 ✶
Słowa toczyły się z ust włóczęgi-egzorcysty, a szklanka trwała w bezruchu w dłoniach ożywionej figurki. Przez moment wyglądał jak partner rozmowy, przez moment jego porcelanowa twarz zdawała się być twarzą kogoś kto... nawet rozważa ten interes życia. Jego wygląd wygładził się, czapeczka naprostowała i nabrała czerwieni, broda pobielała, a trzewiki nabrały odpowiednio lśniącego poblasku.
– Och... cóż za wyborny, cóż za uroczy pomysł... – wypił trunku, a gdy Alfred zamknął oczy i otworzył je znów (co jest absolutnie normalne dla żywych istot) zobaczył, że i twarz chochlika nabrała niewinnego, pucułowatego wyglądu o pięknych symetrycznych czerwonych puciach. – Ale z Ciebie wspaniały egzorcysta! I strateg. I biznesman! Mam szczęście, że ktoś taki jak Ty wszedł w posiadanie mojej figury. Umowa stoi, będę biegał po caaaałym mieście doskonale, wybornie, czekałem na taką właśnie okazję, czy możemy jednakowoż przy tym zacnym napitku omówić więcej szczegółów mojej misji? – Być może gdyby pijak nie pił i był bardziej czujnym egzorcystą niż pijanym pijakiem, to zauważyłby złowrogi poblask w oczach przeklętej figurki, która nawet jeśli uśmiechała się tak słodko, to słodka być nie powinna.
Rozmowa trwała, plany z każdą minutą pęczniały, stając się coraz bardziej śmiałe i barwne. Alkohol znikał z butelki, ale przecież z pewnością wypełniał żołądek. I z każdym łykiem mogło się Trelawneyowi zdawać, że twarz skrzata przypomina bardziej jego własne odbicie. Podstrzyżone, porcelanowe, ale... no przecież oglądał się nie raz w kałuży, albo we zawieszonym nad barem lustrze, wiedział jak wygląda! Mógł złożyć to jednak na karb zmęczenia całą sytuacją, nic nie przebiło dumy z samego siebie - w końcu udało mu się przegadać tego nicponia!
A potem ruszyli na ulice Magicznego Londynu, oni: partnerzy.
Dopiero przy kolejnej przecznicy zrozumiał czemu wzbudzał ogólną wesołość (większą niż zwykle). Nosił na głowie czapkę, i to nie byle jaką! Wysoką na 15 cali, krwisto-czerwoną, stożkowatą czapkę! Zamiast swoich wysłużonych, zaufanych ubrań, miał zielony kubraczek, fiołkowe bufiaste spodnie których nogawka kończyła się na wysokości kolan i czarne butki o zadartych czubkach! Gdy sięgnął do torby po swojego sprzymierzeńca odkrył, że ten wyparował... Zaraz zaraz... to na co konkretnie się umówili? Pamięć odmówiła posłuszeństwa, a jego zdjęło bardzo złe przeczucie.
– Och... cóż za wyborny, cóż za uroczy pomysł... – wypił trunku, a gdy Alfred zamknął oczy i otworzył je znów (co jest absolutnie normalne dla żywych istot) zobaczył, że i twarz chochlika nabrała niewinnego, pucułowatego wyglądu o pięknych symetrycznych czerwonych puciach. – Ale z Ciebie wspaniały egzorcysta! I strateg. I biznesman! Mam szczęście, że ktoś taki jak Ty wszedł w posiadanie mojej figury. Umowa stoi, będę biegał po caaaałym mieście doskonale, wybornie, czekałem na taką właśnie okazję, czy możemy jednakowoż przy tym zacnym napitku omówić więcej szczegółów mojej misji? – Być może gdyby pijak nie pił i był bardziej czujnym egzorcystą niż pijanym pijakiem, to zauważyłby złowrogi poblask w oczach przeklętej figurki, która nawet jeśli uśmiechała się tak słodko, to słodka być nie powinna.
Rozmowa trwała, plany z każdą minutą pęczniały, stając się coraz bardziej śmiałe i barwne. Alkohol znikał z butelki, ale przecież z pewnością wypełniał żołądek. I z każdym łykiem mogło się Trelawneyowi zdawać, że twarz skrzata przypomina bardziej jego własne odbicie. Podstrzyżone, porcelanowe, ale... no przecież oglądał się nie raz w kałuży, albo we zawieszonym nad barem lustrze, wiedział jak wygląda! Mógł złożyć to jednak na karb zmęczenia całą sytuacją, nic nie przebiło dumy z samego siebie - w końcu udało mu się przegadać tego nicponia!
A potem ruszyli na ulice Magicznego Londynu, oni: partnerzy.
Dopiero przy kolejnej przecznicy zrozumiał czemu wzbudzał ogólną wesołość (większą niż zwykle). Nosił na głowie czapkę, i to nie byle jaką! Wysoką na 15 cali, krwisto-czerwoną, stożkowatą czapkę! Zamiast swoich wysłużonych, zaufanych ubrań, miał zielony kubraczek, fiołkowe bufiaste spodnie których nogawka kończyła się na wysokości kolan i czarne butki o zadartych czubkach! Gdy sięgnął do torby po swojego sprzymierzeńca odkrył, że ten wyparował... Zaraz zaraz... to na co konkretnie się umówili? Pamięć odmówiła posłuszeństwa, a jego zdjęło bardzo złe przeczucie.