28.01.2023, 16:34 ✶
Ona nie przejmowała się takimi niuansami jak to, czy małżeństwo Elliotta i Simone małżeństwo było tylko farsą, czy rzeczywiście związkiem pełnym miłości. Wiedziała, że w rodach czystokrwistych to drugie zdarzało się nad wyraz rzadko, nauczono ja tego wcześnie. Matka wbrew pozorom zawsze była z nią szczera w podobnych kwestiach, jasno wyrażała swoje oczekiwania co do jej przyszłości i tego, za kogo powinna wyjść za mąż. To ona podała jej pierwszą fiolkę amortencji.
Dlatego też nie nie czuła ani rozbawienia, ani odrazy słuchając przemowy. Elliott spełniał swój obowiązek, który narzucało na niego społeczeństwo. Ot, powiedzieć kilka smutnych słuch ku uciesze wszystkich, którzy tego oczekiwali. To, czy był to tylko teatrzyk, czy też słowa prosto z serca mało kogo obchodziło. Taki był ich świat.
Westchnęła, gdy Vakel jej odpowiedział, w duchu przyznając mu rację. Nadal szeptem, podjęła dalej rozmowę.
- Może myślą, że całe to przyjęcie zmaże nieprzyjemny posmak faktu, w jaki sposób odeszła Simone. Będziemy niedługo rozmawiać o smutnym wdowcu i o tym, jakiego szampana podano do obiadu. Nie wszyscy dadzą się omamić, ale większość zaraz zapomni o pani Malfoy - odpowiedziała, dzieląc się swoimi przemyśleniami. Mogła się oczywiście mylić, na ile jednak, nie wiedziała.
Drgnęła lekko zaciekawiona, gdy usłyszała pytanie swojego męża. Znów zmarszczyła brwi, tym razem jednak próbując odnaleźć wśród wszystkich informacji przechowywanych w swojej pamięci ta konkretną, na próżno jednak.
- Nie, ale są sposoby, by się tego dowiedzieć - rzuciła, nie mając nic przeciwko wyłudzeniu dla Vakela takich, a nie innych informacji.
Owszem, nie darzyła go miłością, jaką powinna prawdziwa wybranka serca. To jednak nie oznaczało, że przez te wszystkie lata nie zaczęła czuć do niego czysto platonicznej sympatii. Zresztą, w jej umyśle dawno zakorzeniono konieczność dbania o rodzinę, do tej zaś jak najbardziej zaliczał się małżonek. Czasem więc pozwalał sobie na spełnianie jego zachcianek.
Nadszedł koniec uroczystości pogrzebowych, mogli więc przejść do posiadłości, co Annie nadal idąc pod rękę z mężem, chętnie uczyniła. Zdjęła szatę, zostając w samej sukience, odszukała też wzrokiem świeżo upieczonego wdowca, chcąc jak najszybciej mieć za sobą moment rzucania pustych słów, które musiały zostać wypowiedziane. Ustawiła się w kolejce, spoglądając z lekkim zaskoczeniem na orkiestrę.
- Gdyby nie czarny ubiór gości, ktoś by pomyślał, że znaleźliśmy się na całkiem innym przyjęciu - szepnęła konspiracyjnie do Vakela, szybko jednak umilkła, ponieważ w końcu zbliżyli się do Malfoya.
- Jest mi niezmiernie przykro z powodu twojej straty. Pisałam już to, miej jednak moją ustną obietnicę, że jeżeli czegokolwiek z synem będziecie potrzebowali, możecie się do mnie zgłosić, szczególnie w kwestiach zdrowotnych - jej twarz mimo słów i pewnej nawet dozy kryjącej się w nich szczerości, pozostawała poważna, bez krzty ciepła. Przedstawiała się więc tak jak niemalże zawsze. Uścisnęła jednak dłoń wdowca, pozwalając kolejnym osobom na wzruszające zapewnienia i pocieszające gesty.
- A teraz poszukamy pani Eleonory Malfoy i możemy próbować zapytać o datę urodzenia Elliotta. Będzie mniej podejrzanie mam wrażenie, zawsze możesz powołać się na to, że martwisz się o jej syna czy inną bajkę - wzruszyła ramionami, biorąc jeden z kieliszków z tacy kelnera. Nie miała zamiaru w końcu robić szopki na trzeźwo. Upiła więc łyk, odnajdując matkę Elliotta wzrokiem, po czym ruszyła w jej stronę.
Dlatego też nie nie czuła ani rozbawienia, ani odrazy słuchając przemowy. Elliott spełniał swój obowiązek, który narzucało na niego społeczeństwo. Ot, powiedzieć kilka smutnych słuch ku uciesze wszystkich, którzy tego oczekiwali. To, czy był to tylko teatrzyk, czy też słowa prosto z serca mało kogo obchodziło. Taki był ich świat.
Westchnęła, gdy Vakel jej odpowiedział, w duchu przyznając mu rację. Nadal szeptem, podjęła dalej rozmowę.
- Może myślą, że całe to przyjęcie zmaże nieprzyjemny posmak faktu, w jaki sposób odeszła Simone. Będziemy niedługo rozmawiać o smutnym wdowcu i o tym, jakiego szampana podano do obiadu. Nie wszyscy dadzą się omamić, ale większość zaraz zapomni o pani Malfoy - odpowiedziała, dzieląc się swoimi przemyśleniami. Mogła się oczywiście mylić, na ile jednak, nie wiedziała.
Drgnęła lekko zaciekawiona, gdy usłyszała pytanie swojego męża. Znów zmarszczyła brwi, tym razem jednak próbując odnaleźć wśród wszystkich informacji przechowywanych w swojej pamięci ta konkretną, na próżno jednak.
- Nie, ale są sposoby, by się tego dowiedzieć - rzuciła, nie mając nic przeciwko wyłudzeniu dla Vakela takich, a nie innych informacji.
Owszem, nie darzyła go miłością, jaką powinna prawdziwa wybranka serca. To jednak nie oznaczało, że przez te wszystkie lata nie zaczęła czuć do niego czysto platonicznej sympatii. Zresztą, w jej umyśle dawno zakorzeniono konieczność dbania o rodzinę, do tej zaś jak najbardziej zaliczał się małżonek. Czasem więc pozwalał sobie na spełnianie jego zachcianek.
Nadszedł koniec uroczystości pogrzebowych, mogli więc przejść do posiadłości, co Annie nadal idąc pod rękę z mężem, chętnie uczyniła. Zdjęła szatę, zostając w samej sukience, odszukała też wzrokiem świeżo upieczonego wdowca, chcąc jak najszybciej mieć za sobą moment rzucania pustych słów, które musiały zostać wypowiedziane. Ustawiła się w kolejce, spoglądając z lekkim zaskoczeniem na orkiestrę.
- Gdyby nie czarny ubiór gości, ktoś by pomyślał, że znaleźliśmy się na całkiem innym przyjęciu - szepnęła konspiracyjnie do Vakela, szybko jednak umilkła, ponieważ w końcu zbliżyli się do Malfoya.
- Jest mi niezmiernie przykro z powodu twojej straty. Pisałam już to, miej jednak moją ustną obietnicę, że jeżeli czegokolwiek z synem będziecie potrzebowali, możecie się do mnie zgłosić, szczególnie w kwestiach zdrowotnych - jej twarz mimo słów i pewnej nawet dozy kryjącej się w nich szczerości, pozostawała poważna, bez krzty ciepła. Przedstawiała się więc tak jak niemalże zawsze. Uścisnęła jednak dłoń wdowca, pozwalając kolejnym osobom na wzruszające zapewnienia i pocieszające gesty.
- A teraz poszukamy pani Eleonory Malfoy i możemy próbować zapytać o datę urodzenia Elliotta. Będzie mniej podejrzanie mam wrażenie, zawsze możesz powołać się na to, że martwisz się o jej syna czy inną bajkę - wzruszyła ramionami, biorąc jeden z kieliszków z tacy kelnera. Nie miała zamiaru w końcu robić szopki na trzeźwo. Upiła więc łyk, odnajdując matkę Elliotta wzrokiem, po czym ruszyła w jej stronę.
Rzut 1d10 - 10