Przekrzywiła głowę, słuchając Cała i Thomasa, jak dywagują, gdzie mogły znajdować się, albo wręcz przeciwnie, runy odstraszające mugoli. W Egipcie dużo symboli, fresków i innych zachowywało się bardzo dobrze, zwłaszcza w zapomnianych świątyniach, ale tam warunki były znacznie inne: często brak dostępu powietrza, więc nawet farby zachowywały swoje kolory, brak wilgoci, korzeni drzew, wiatru. Erozja była bardzo niszczycielskim zjawiskiem, praktycznie nie do uniknięcia. Można było tylko odsunąć jej działanie w czasie, zminimalizować skutki. W Wielkiej Brytanii warunki były pod tym kątem znacznie gorsze, zresztą wystarczyło spojrzeć na ten domek… czy raczej jego ruinę. Nie wyglądało, jakby jego zawartość została rozkradziona. Raczej… ktokolwiek tu mieszkał – odszedł i zostawił to wszystko. Może zabrał za sobą jakieś cenniejsze, sentymentalne rzeczy, ale zwykle to, co było cenne dla archeologów, nie wydawało się takim dla normalnych ludzi.
– Może zakładała, nie wykluczałabym tego – przyznała po chwili, przystając na moment w tych swoich oględzinach. Przez krótką chwilę spoglądała jak Cal wyciąga papierosa, ale szybko straciła zainteresowanie.
– A co to jest hobbita? – zmarszczyła brwi, wyraźnie wytrącona z równowagi, kiedy usłyszała coś, o czym nie miała bladego pojęcia. – I ten Isen-coś tam – dodała i zrobiła ruch ręką mówiący, by Thomas kontynuował, cokolwiek tam gadał. Nie kojarzyła takiego miasta w Anglii. – Tak jakby większość miejsc wykopalisk archeologicznych nie było ruderami – odparła może nawet nieco kpiąco i lekko uniosła kąciki ust. – Thomas – dodała – Rudery i groby to nasza specjalność – i nie zamierzała przyjąć sprzeciwu – wiedziała przecież doskonale po jakich miejscach się głównie szlajają. Daleko im było od pięknych salonów. Ale piękne salony nie niosły ze sobą setek lat zapomnianej historii. – To miejsce nie wygląda, jakby zostało okradzione. Raczej… Jakby ktoś po prosu już tutaj nie wrócił – była gnijąca pościel, zasłony… i inne rzeczy.
I kolejny zaczął palić. Ginewra wywróciła na to oczami, ostentacyjnie pokręciła głową, a potem zaczęła przeszukiwać ściany – kiedy panowie sobie palili. W którymś momencie wyciągnęła dłoń, by poczuć fakturę pod palcami, przejechała nimi z góry na dół i… wtedy to zobaczyła, dziwnie załamane światło – aż zmarszczyła brwi i niemalże przytuliła się do ściany, obracając głowę pod dziwnym kątem. Przyłożyła dłoń do lekkiego wgłębienia i wtedy poczuła rowki układające się w symbol…
Już go kiedyś widziała, była pewna.
– Haaaa – czy to tryumf w jej głosie? Nie umiała go powstrzymać. A może bardziej: nie chciała go powstrzymać. – Tu coś jest – runa. A gdy przyjrzała się bliżej, znalazła niewielki otworek w ścianie, łatwy do przeoczenia i ostrożnie wydobyła z niego tubę. Nie, nie zamierzała jej otwierać, nie tutaj. Zdmuchnęła kurz i pył, które z pewnością osadziły się na wieku. – A jednak coś tutaj zostało – powiedziała go Thomasa i uśmiechnęła się… jakoś tak… kocio. Ale z pewnością miała ciągle ludzką postać.