25.01.2025, 12:04 ✶
Przyjrzał się uważnie nieznajomemu twierdzącemu, że wuj Anthony byłby wielce rad z takiego pokrewieństwa. Zwłaszcza przykuło uwagę stwierdzenie "preferencje i pasje", niby co takiego było w tym francuskim klonie Shafiq'a, że ten byłby niezwykle szczęśliwy z takiego pokrewieństwa? Przyjrzał się uważniej mężczyźnie, ale w żaden sposób nie był w stanie odczytać tego na pierwszy rzut oka. Może chodziło o coś w czego posiadaniu była jego rodzina? Potrząsnął głową, marnował czas na domysły, gdzie spektrum tego mogło być równie szerokie jak długie były tory kolei transsyberyjskiej.
- Dlaczego to byłby z tego tak zadowolony? - piękny umysł młodych ludzi był taki, ze gdy wielu dorosłych po prostu z grzeczności by porzuciło temat, tak oni go drążyli. Theo zdecydowanie nie należał do ludzi, którzy potrafią powściągnąć swą ciekawość, kiedy już zostanie rozbudzona.
- Myśle, że to naturalna kolej rzeczy. Świat się zmienia, społeczeństwo się zmienia. Dlatego też potrzeby rozrywki zmieniają się, może nie diametralnie od tego co było kiedyś, chociaż, gdyby porównać czasy starożytne do obecnych to przepaść jest niezwykle wielka. Stagnacja jest nudna, a nuda nie wzbudza zaciekawienia. Dlatego zapewne widać można coraz to nowe pomysły jak uatrakcyjnić spektakle - odpowiedział dając się ponieść swoim domysłom, lubił studiować ludzkie zachowania i ich umysły, jak dane rzeczy wpływały na poszczególne jednostki, ale też i tłum jako ogół. Mimo swojego daru jasnowidzenia, a może właśnie dzięki niemu i nauce oklumencji tak zafascynowało go do czego zdolny jest umysł. Przemilczawszy stwierdzenie "was anglików", które brzmiało w ustach francuza jak forma zawoalowanej obelgi, skupił się na opisie sztuki. - Krew poleciała aż na widownię? - zapytał dziwiąc się, ale jak inaczej mężczyzna znałby jej smak? - To Śmiały ruch, ludzie zazwyczaj by podnieśli larum, że zostali ubrudzeni. Muszę zobaczyć kiedyś to przedstawienie - ostatnie zdanie dodał już bardziej do siebie, brzmiało jak niezwykłe wydarzenie, niecodzienna interpretacja Macbetha.
Po zaproszeniu, machinalnie odwrócił się najpierw w stronę wyjścia z teatru, jakby oczekiwał, że w tym momencie zjawi się Anthony, jednak nic takiego się nie działo, a ludzi było coraz mniej i mniej. Czyżby go przeoczył, a może wuj wyszedł z teatru tylnym wyjściem chcąc uniknąć spotkania z jakimiś ludźmi? Westchnął przeciągle i zerknął ponownie na swojego rozmówcę.
- Wygląda na to, że wuj jednak wyszedł wcześniej - odezwał się z rozczarowaniem w głosie, chyba faktycznie nie dane mu będzie go spotkać dzisiejszego wieczora. Powrócił spojrzeniem w stronę mężczyzny, z którym toczył te niezobowiązującą rozmowę.
- Miło mi poznać, jestem Kelly, Theo Kelly - przedstawił się kiwając głową. - Zdecydowanie, to czyni je tym kim są, gdyby nie ich głos śpiewałyby epizodyczne role, lub w chórkach. A wygląd cóż, to dodatkowa zaleta, choć wątpię, aby miał tak wielkie znaczenie przy wyznaczaniu ról - zakończył, wyrażając swoje zdanie, może błędne, może nie. Był wciąż nieopierzonym młokosem patrząc na świat, ale starał się nie siedzieć okrakiem na płocie i mieć jakieś zdanie na większość tematów, a przynajmniej te, które go w jakiś sposób interesowały lub dotyczyły. Z westchnieniem zerknął ostatni raz na wejście do teatru, nim wreszcie postanowił odnieść się do zaproszenia.
- Dobrze, widzę, że jednak Teatrical de... No tego, co tam nazwałeś miejsce, gdzie jest głos mojego pokolenia - machnął ręką w powietrzu niezdolny powtórzyć nazwy miejsca wypowiedzianego przez Jeana. W sumie to szedł gdzieś z nieznajomym... Może nie do końca bezpieczne, w końcu wiedział o nim praktycznie nic, dlatego chciał co nieco więcej się o nim dowiedzieć. Przymknął na sekundę oczy skupiając się na postaci mości Montbela i próbując sięgnąć do swojego daru odczytywania intencji ludzkich.
Wykaz Intencji - Percepcja ◉◉◉○○ - na próbę odczytania zamiarów Jeana.
- Dlaczego to byłby z tego tak zadowolony? - piękny umysł młodych ludzi był taki, ze gdy wielu dorosłych po prostu z grzeczności by porzuciło temat, tak oni go drążyli. Theo zdecydowanie nie należał do ludzi, którzy potrafią powściągnąć swą ciekawość, kiedy już zostanie rozbudzona.
- Myśle, że to naturalna kolej rzeczy. Świat się zmienia, społeczeństwo się zmienia. Dlatego też potrzeby rozrywki zmieniają się, może nie diametralnie od tego co było kiedyś, chociaż, gdyby porównać czasy starożytne do obecnych to przepaść jest niezwykle wielka. Stagnacja jest nudna, a nuda nie wzbudza zaciekawienia. Dlatego zapewne widać można coraz to nowe pomysły jak uatrakcyjnić spektakle - odpowiedział dając się ponieść swoim domysłom, lubił studiować ludzkie zachowania i ich umysły, jak dane rzeczy wpływały na poszczególne jednostki, ale też i tłum jako ogół. Mimo swojego daru jasnowidzenia, a może właśnie dzięki niemu i nauce oklumencji tak zafascynowało go do czego zdolny jest umysł. Przemilczawszy stwierdzenie "was anglików", które brzmiało w ustach francuza jak forma zawoalowanej obelgi, skupił się na opisie sztuki. - Krew poleciała aż na widownię? - zapytał dziwiąc się, ale jak inaczej mężczyzna znałby jej smak? - To Śmiały ruch, ludzie zazwyczaj by podnieśli larum, że zostali ubrudzeni. Muszę zobaczyć kiedyś to przedstawienie - ostatnie zdanie dodał już bardziej do siebie, brzmiało jak niezwykłe wydarzenie, niecodzienna interpretacja Macbetha.
Po zaproszeniu, machinalnie odwrócił się najpierw w stronę wyjścia z teatru, jakby oczekiwał, że w tym momencie zjawi się Anthony, jednak nic takiego się nie działo, a ludzi było coraz mniej i mniej. Czyżby go przeoczył, a może wuj wyszedł z teatru tylnym wyjściem chcąc uniknąć spotkania z jakimiś ludźmi? Westchnął przeciągle i zerknął ponownie na swojego rozmówcę.
- Wygląda na to, że wuj jednak wyszedł wcześniej - odezwał się z rozczarowaniem w głosie, chyba faktycznie nie dane mu będzie go spotkać dzisiejszego wieczora. Powrócił spojrzeniem w stronę mężczyzny, z którym toczył te niezobowiązującą rozmowę.
- Miło mi poznać, jestem Kelly, Theo Kelly - przedstawił się kiwając głową. - Zdecydowanie, to czyni je tym kim są, gdyby nie ich głos śpiewałyby epizodyczne role, lub w chórkach. A wygląd cóż, to dodatkowa zaleta, choć wątpię, aby miał tak wielkie znaczenie przy wyznaczaniu ról - zakończył, wyrażając swoje zdanie, może błędne, może nie. Był wciąż nieopierzonym młokosem patrząc na świat, ale starał się nie siedzieć okrakiem na płocie i mieć jakieś zdanie na większość tematów, a przynajmniej te, które go w jakiś sposób interesowały lub dotyczyły. Z westchnieniem zerknął ostatni raz na wejście do teatru, nim wreszcie postanowił odnieść się do zaproszenia.
- Dobrze, widzę, że jednak Teatrical de... No tego, co tam nazwałeś miejsce, gdzie jest głos mojego pokolenia - machnął ręką w powietrzu niezdolny powtórzyć nazwy miejsca wypowiedzianego przez Jeana. W sumie to szedł gdzieś z nieznajomym... Może nie do końca bezpieczne, w końcu wiedział o nim praktycznie nic, dlatego chciał co nieco więcej się o nim dowiedzieć. Przymknął na sekundę oczy skupiając się na postaci mości Montbela i próbując sięgnąć do swojego daru odczytywania intencji ludzkich.
Wykaz Intencji - Percepcja ◉◉◉○○ - na próbę odczytania zamiarów Jeana.
Rzut Z 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana