Doskonale wiedziała, jak na ludzi działał widok jej twarzy, tej maski, kiedy zatapiała się w oklumencję znacznie bardziej świadomie niż standardowo. To była ochrona umysłu, która działała nawet, gdy spała, długie miesiące ćwiczeń nad kontrolą tak wielką… ale stąd te wszystkie ćwiczenia by panować nad emocjami, a przynajmniej panować pozornie. Oczyścić z nich umysł. Nie znikały – one były wciąż, tylko schowane, zamknięte za drzwiami, by móc zająć się nimi później. Problem polegał na tym, że dzisiaj było ich tak dużo, w takim natężeniu, że gdzieś się spod tych drzwi wylewały.
– Można i jest to jakieś rozwiązanie, ale jak zostaną dostarczone, to trzeba będzie je sprawdzić. Nikt w nie nie uwierzy tylko dlatego, że ktoś je spisał i złożył pod drzwiami – dodała do wypowiedzi Atreusa. Tak, zdecydowanie mogła czegoś nie widzieć i Atreus jej to uświadomił, ale przy tym wyłapała, że są tutaj chyba ze sobą zgodni: to był głupi pomysł. Wykuty w ogniu gniewu i żalu, zemsty. Victoria współczuła Laurentowi, to nie tak, że nie, martwiła się o niego i cieszyła, że chociaż jemu samemu nic nie jest, ale podejmowanie tak ważnych decyzji w takim momencie i stanie nie było ani trochę mądre. – Sędzia nie orzeka jednoosobowo, zbiera się Wizengamot, powołuje świadków, którzy nie są wzywani z dupy, zwłaszcza jeśli chce się kogoś wysłać w paczce dementorom – ścisnęła mostek nosa, jakby ten gest miał jej pomóc w skupieniu się. – Nawet jeśli przekupisz jednego sędziego, to nie wystarczy. Musiałbyś wiedzieć dokładnie, kto zasiądzie na sali i tak dalej – może i nie był to świat, w którym poprawność polityczna i poprawnie zebrane dowody miały coś dyktować, ale Laurent stał przed machiną znacznie większą, niż mu się wydawało. – Ten cały Dante nie jest głupi, skoro wszyscy myśleli, że zginął, a on nagle wyszedł spod ziemi jak karaluch – i pewnie i on mógł spróbować zrobić to, co chciał zrobić Laurent: przekupić kogoś, gdy już się dowie, że musi stanąć przed Wizengamotem.
Nie była pewna, czy Laurent jednak do końca aluzję zrozumiał, bo mówiła o aurorach bardzo obrazowo… ale miała na myśli Laurenta i to, co chciał zrobić. Nie miało to większego znaczenia, skoro nikt z nich nie potrafił czytać w myślach. Chciała też posłuchać, co ma do powiedzenia Atreus, więc milczała, nie wtrącając się, nie patrząc ani na jednego, ani na drugiego, tylko w przestrzeń, ale obraz jej się rozmazywał, stawał mniej ostry, jakby to nie na to otoczenie patrzyła. Bo go nie widziała, tak po prawdzie. W końcu przymknęła oczy. Chyba zaczynała ją boleć głowa.
– To nie jest coś, co można rozwiązać od pstryknięcia palcami, Laurent. Jesteś w emocjach, a to nie jest dobry stan na wymyślanie planów, zwłaszcza takich, od których zależy reputacja twoja, twojej rodziny i twoje życie – i ona, tak po prawdzie, też nie była w dobrej na to kondycji. – Nie chcesz tego zgłaszać oficjalnie to nie, ale licz się z tym, że bez oficjalnego śledztwa, aurorzy mają zamknięte wiele drzwi. Niestety, ale w przeciwieństwie do tych złych obowiązują nas pewne reguły gry… zazwyczaj – można było coś nagiąć, gdzieś przymknąć oko, ale tylko wtedy, gdy miało się pewność, że to gdzieś nie wypłynie. – Nie wiem co jest w tych starych danych, ale skoro Atreus mówi, że nie były rozbudowane, no to nie spodziewaj się wiele – Atreus, nie Bulstrode, jak to zawsze mówiła przy nim. Ale chyba nawet nie zwróciła uwagi, że i on mówił teraz do niej po imieniu. – Poza tym… Naprawdę chcesz się bawić w szantaż? To obosieczna broń – poza tym Atreus miał rację: były pytania, na które należało odpowiedzieć na początku i zacząć od tego, gdzie się to zakończyło, czyli od nieudanej próby zabójstwa. Tak nieudanej, że ta nieudolność wyszła dopiero po… trzech latach? To było cholernie dużo czasu.