25.01.2025, 20:45 ✶
Szarpała się, a On z każdym kolejnym szarpnięciem nie potrafił odgonić myśli, że robi to złośliwie. To byłoby w jej stylu. Była niegdyś jak ten poranny promień słońca, ciepły, przyjemny, ale niezwykle figlarny, gdy wpadał nieproszony do oczu.
Z jego ust wyrwał się cichy, krótki chichot, gdy zaprezentowała swoją przygotowaną odpowiedź.
Wojowniczości nie można było jej odmówić, tak jak i odwagi - lub głupoty. A jednak balansowanie po linie musiało być jej hobby od wielu, wielu lat skoro zadała się z Greybackiem. Na próżno było szukać rozsądku u tych, których trzymali blisko, a u nich samych - oni chyba nigdy rozsądkiem nie zostali uraczeni.
-Wciąż urocza - mruknął, nieznacznie mrużąc ślepia, które lustrowały spojrzeniem drobną dziewczęcą sylwetkę. Drobną w jego odczuciu, bo ten drobiażdżek miał wysportowaną sylwetkę, która pewnie nie jednej osobie byłaby w stanie spuścić łomot.
Gdy jej miękkie usta wyrzekły jego imię, na jego wargi wpłynął leniwy uśmiech. Poznała go.
Prawda, tego dnia tak wyszło, że spędził go w pizzerii, która wbrew pozorom nie była jego stałym miejscem pobytu. Była jego małym włoskim marzeniem, przejściem do poważniejszych interesów - oraz wymówką na pytanie skąd ma pieniądze. Chociaż raczej mało kto wierzył, że to ona przynosiła takie dochody by Greyback mógł paradować w szytym na miarę garniturze. A jednak każdy mógł wierzyć w co chciał, ci co powinni wiedzieli nieco więcej o jego interesach.
Drgnął delikatnie, gdy Travers odjebała coś tak niespodziewanego, że nawet Greyback przez moment zwątpił w sytuację w jakiej się znajduje. Przytuliła go. Zrobiła coś odwrotnego do tego co zwykli robić inni. Coś na tyle zaskakującego, że przez moment musiał się zastanowić czy go tuli, czy próbuje wykonać na nim nieudolnie jakiś chwyt.
-Dolce... *- zamruczał przeciągle z dziwną pasją w głosie, unosząc dłonie, które musnęły skroń Faye. Powoli opuszki jego palców odgarnęły włosy dziewczyny za jej ucho, a ten wpatrywał się w nią spod półprzymkniętych oczu.
Co tu robisz - ubiegła go, a uśmiech na jego ustach zdawał się poszerzyć. Pochylił głowę, aby niejako dobyć jej ucha
-Przyszedłem Cię wykraść- szepnął chrapliwie owiewając gorącym oddechem jej ucho, kątem oka lustrując ulicę, upewniając się że wszelkie nieproszone szmaty zniknęły z pola widzenia. Powoli się wyprostował.
-Chodź, zjemy coś, napijemy się dobrego wina. Opowiesz mi dlaczego mój brat jest idiotą, że pozwala Ci się samej tutaj szlajać - mruknął, układając dłoń na jej głowie - Chociaż widzę, że dalej żeś niesforna... zabranianie tylko Cię kusi do grzechu... - kącik jego ust się uniósł w szelmowskim wyrazie.
Dolce* - słodka
Z jego ust wyrwał się cichy, krótki chichot, gdy zaprezentowała swoją przygotowaną odpowiedź.
Wojowniczości nie można było jej odmówić, tak jak i odwagi - lub głupoty. A jednak balansowanie po linie musiało być jej hobby od wielu, wielu lat skoro zadała się z Greybackiem. Na próżno było szukać rozsądku u tych, których trzymali blisko, a u nich samych - oni chyba nigdy rozsądkiem nie zostali uraczeni.
-Wciąż urocza - mruknął, nieznacznie mrużąc ślepia, które lustrowały spojrzeniem drobną dziewczęcą sylwetkę. Drobną w jego odczuciu, bo ten drobiażdżek miał wysportowaną sylwetkę, która pewnie nie jednej osobie byłaby w stanie spuścić łomot.
Gdy jej miękkie usta wyrzekły jego imię, na jego wargi wpłynął leniwy uśmiech. Poznała go.
Prawda, tego dnia tak wyszło, że spędził go w pizzerii, która wbrew pozorom nie była jego stałym miejscem pobytu. Była jego małym włoskim marzeniem, przejściem do poważniejszych interesów - oraz wymówką na pytanie skąd ma pieniądze. Chociaż raczej mało kto wierzył, że to ona przynosiła takie dochody by Greyback mógł paradować w szytym na miarę garniturze. A jednak każdy mógł wierzyć w co chciał, ci co powinni wiedzieli nieco więcej o jego interesach.
Drgnął delikatnie, gdy Travers odjebała coś tak niespodziewanego, że nawet Greyback przez moment zwątpił w sytuację w jakiej się znajduje. Przytuliła go. Zrobiła coś odwrotnego do tego co zwykli robić inni. Coś na tyle zaskakującego, że przez moment musiał się zastanowić czy go tuli, czy próbuje wykonać na nim nieudolnie jakiś chwyt.
-Dolce... *- zamruczał przeciągle z dziwną pasją w głosie, unosząc dłonie, które musnęły skroń Faye. Powoli opuszki jego palców odgarnęły włosy dziewczyny za jej ucho, a ten wpatrywał się w nią spod półprzymkniętych oczu.
Co tu robisz - ubiegła go, a uśmiech na jego ustach zdawał się poszerzyć. Pochylił głowę, aby niejako dobyć jej ucha
-Przyszedłem Cię wykraść- szepnął chrapliwie owiewając gorącym oddechem jej ucho, kątem oka lustrując ulicę, upewniając się że wszelkie nieproszone szmaty zniknęły z pola widzenia. Powoli się wyprostował.
-Chodź, zjemy coś, napijemy się dobrego wina. Opowiesz mi dlaczego mój brat jest idiotą, że pozwala Ci się samej tutaj szlajać - mruknął, układając dłoń na jej głowie - Chociaż widzę, że dalej żeś niesforna... zabranianie tylko Cię kusi do grzechu... - kącik jego ust się uniósł w szelmowskim wyrazie.
Dolce* - słodka