25.01.2025, 20:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2025, 00:08 przez Samuel McGonagall.)
Myśli Samuela rzeczywiście wirowały, tak jak jego uczucia, ale był już tak zmęczony, tak bardzo zmęczony tym wszystkim, że w sumie przyszła błogosławiona pasywność, w której ataki ze strony jego klątwy były nieco się wyciszyły. Stąd też dobry humor, ale gdy tylko otwierał usta, mniej przypominał krogulca, a bardziej świergotnika, szalonego ptaka nie potrafiącego pozbierać myśli.
– Na razie to dla zabawy tylko, chciałbym... za te kilka lat będę pewnie umiał robić je lepiej. Chciałbym, żeby nie żałowała, że ma różdżkę ode mnie – przyznał lekko zagubiony, ze wzrokiem utkwionym w nieregularnym kształcie. – A chodziło mi w sumie o kształt wiesz... zwierzęcia. Bardzo chciałbym ją nauczyć animagii, tak jak uczyła mnie mama bo... – Niebieskie oczy pełne wszystkiego spojrzały na dawną przyjaciółkę.
Samuel był szczęśliwy, tego nie można było mu odmówić. Asymilował się, dowiadywał się prawdy, musiał oswajać się z rolami, które w sumie spadły nań z dnia na dzień. Miesiąc temu... Miesiąc temu widzieli się przecież jak rozpaczał, że nie ma w co się ubrać na potańcówkę, niepewny, czy zaproszenie od Morpheusa Longbottoma było zaproszeniem do czegoś więcej. Miesiąc temu zagryzał wargi na myśl o dawnej, niespełnionej miłości, teraz otrzymując jej więcej niż kiedykolwiek spodziewał się otrzymać. Spodziewałby się mieć.
Błękit zeszklił się gdy wspomniała plażę. Patrzył na Bee z wysoko uniesionymi brwiami, oddychając ciężej, coraz ciężej.
– Jestem ojcem, wiesz? Jestem ojcem Mabel. Tego dowiedziałem się na plaży – powiedział nagle bardzo, bardzo, bardzo cicho, na przydechu, choć gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, zaczął oddychać mocniej i głębiej, żeby klątwa... żeby klątwa go nie sięgnęła. – ... a w Kniei czai się stwór, który pożera dusze i wcale, wcale nie jest widmem.– Prawda miała to do siebie, że dobrze prezentowała się na papierze. W życiu wiele razy ławiej było wybrać kłamstwo, niedopowiedzenie, przemilczenie spraw. Obie tajemnice zlepiły mu się w jedno ciężkie brzmie, choć Nora mówiła przecież, że to nie jest już tajemnica, ale może jest? – Jestem przytłoczony. Za dużo. Za szybko. – głos nagle mu się złamał i skulił się ukrywając twarz w dłoniach. Powinien być taki szczęśliwy... Poczucie winy dociążyło barki, a piersią wstrząsnął szloch. Kochał swoje dziewczyny, ale tęsknił za swoją leśniczówką i czasami, gdy pory roku wyznaczały rytm, a za towarzystwo miał dwie kozy i kurę.
– Na razie to dla zabawy tylko, chciałbym... za te kilka lat będę pewnie umiał robić je lepiej. Chciałbym, żeby nie żałowała, że ma różdżkę ode mnie – przyznał lekko zagubiony, ze wzrokiem utkwionym w nieregularnym kształcie. – A chodziło mi w sumie o kształt wiesz... zwierzęcia. Bardzo chciałbym ją nauczyć animagii, tak jak uczyła mnie mama bo... – Niebieskie oczy pełne wszystkiego spojrzały na dawną przyjaciółkę.
Samuel był szczęśliwy, tego nie można było mu odmówić. Asymilował się, dowiadywał się prawdy, musiał oswajać się z rolami, które w sumie spadły nań z dnia na dzień. Miesiąc temu... Miesiąc temu widzieli się przecież jak rozpaczał, że nie ma w co się ubrać na potańcówkę, niepewny, czy zaproszenie od Morpheusa Longbottoma było zaproszeniem do czegoś więcej. Miesiąc temu zagryzał wargi na myśl o dawnej, niespełnionej miłości, teraz otrzymując jej więcej niż kiedykolwiek spodziewał się otrzymać. Spodziewałby się mieć.
Błękit zeszklił się gdy wspomniała plażę. Patrzył na Bee z wysoko uniesionymi brwiami, oddychając ciężej, coraz ciężej.
– Jestem ojcem, wiesz? Jestem ojcem Mabel. Tego dowiedziałem się na plaży – powiedział nagle bardzo, bardzo, bardzo cicho, na przydechu, choć gdy tylko zdał sobie z tego sprawę, zaczął oddychać mocniej i głębiej, żeby klątwa... żeby klątwa go nie sięgnęła. – ... a w Kniei czai się stwór, który pożera dusze i wcale, wcale nie jest widmem.– Prawda miała to do siebie, że dobrze prezentowała się na papierze. W życiu wiele razy ławiej było wybrać kłamstwo, niedopowiedzenie, przemilczenie spraw. Obie tajemnice zlepiły mu się w jedno ciężkie brzmie, choć Nora mówiła przecież, że to nie jest już tajemnica, ale może jest? – Jestem przytłoczony. Za dużo. Za szybko. – głos nagle mu się złamał i skulił się ukrywając twarz w dłoniach. Powinien być taki szczęśliwy... Poczucie winy dociążyło barki, a piersią wstrząsnął szloch. Kochał swoje dziewczyny, ale tęsknił za swoją leśniczówką i czasami, gdy pory roku wyznaczały rytm, a za towarzystwo miał dwie kozy i kurę.
Zawada: Prawdomówny