Nie musiał nawet doczytywać wiadomości od Heather do końca, aby wiedzieć, że bez względu na wszystko zjawi się na spotkanie. Nawet jeśli musiałby się narazić na gniew Florence pod koniec dyżuru w szpitalu. Żywiąc się na co dzień w klinicznym bufecie, którego ceny wprawdzie nie były wygórowane, ale i tak bolesne dla jego szczupłego portfela, nie potrafił sobie odmówić kolacji z przyjaciółką. Mając w pamięci ich ostatni wypad w „ekstrawaganckie miejsce” tzn. posiadłość Longbottomów, przeszło mu przez myśl, żeby wbić się w garnitur.
Niestety, kiedy po zakończonej zmianie, wpadł domu jak burza, wiedział, że jest już na to za późno. Priorytetem było wzięcie prysznica, co poszło mu dosyć żwawo, jednak doprowadzenie do porządku niewspółpracujących z nim tego dnia włosów okazało się na tyle dużym wyzwaniem, że musiał znacząco obniżyć swoje oczekiwania względem stroju na wyjście. Po zgarnięciu z szafy właściwie losowych ciuchów wylądował w różowym swetrze, fioletowych spodniach i poprzecieranej brązowej kurtce podszytej futrem.
Oby mnie nie odesłali z kwitkiem za to, że nie mam krawata, pomyślał, wychodząc z bocznej alejki, do której postanowił się teleportować. Rozejrzał się na prawo i na lewo, aż wpadł mu w oko szyld Bardzo Drogiej Restauracji. Nawet z zewnątrz wyglądała na ekskluzywną i raczej nie był to bar mleczny lub wyjątkowo duża buda z kebabem w niemagicznym Londynie. Cameron zaczesał włosy na bok, pozbywając się łaskoczących jego czoło kosmyków i wszedł do środka.
Na szczęście już po samym przekroczeniu progu nikt go nie wywalił, toteż chłopak skorzystał z okazji i wemknął się na sale w celu odnalezienia Rudej. Zdecydowanie nie wyglądał na stałego bywalca tego lokalu, a niektórzy ludzie rzucali w jego kierunku krzywe spojrzenia, gdy rozglądał się intensywnie na wszystkie strony, starając się wypatrzeć znajomą czuprynę przyjaciółki. Ah, jest!, zauważył z zadowoleniem, gdy odnalazł ją w kącie sali.
— No hej, piękna — rzucił z uśmiechem, kiedy dopadł do stolika, bez ingerencji żadnego z pracowników. Rozpiął kurtkę i zawiesił ją na krześle, aby po chwili sam na nim spocząć. — Już myślałem, że będę musiał się zawrócić. Pasuję tutaj, jak pięść do nosa.
Zmarszczył nos, spoglądając na swój ubiór. Ta stylówka zdecydowanie nie pasowała do wystroju tego miejsca. Ba, wyjątkowo, nie współgrał nawet z tym, jak ubrała się panna Wood. Właściwie jedynym pozytywem było to, że ubarwiał nieco wnętrze, gdyż znacząca ilość gości była ubrana, jakby urwała się z pogrzebu lub sprawy przed sądem budynku Ministerstwa Magii.
— Bardzo się spóźniłem? Wypadłem ze szpitala chwilę po dyżurze, więc mam nadzieję, że nie czekałaś długo — skomentował, rozglądając się na boki, aby koniec końców zatrzymać wzrok na rudowłosej. — Dołączy do nas ktoś jeszcze?
Odkąd dowiedzieli się o tym, co spotkało Charliego, czy może już raczej Julesa, minęło trochę czasu, ale czy wciąż wystarczająco, aby ten mógł próbować swobodnie poruszać się po stolicy? Cameron zaczął pocierać o siebie kłykcie obu dłoni.