26.01.2025, 17:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2025, 17:08 przez Basilius Prewett.)
Basilius powstrzymal ciche westchnięcie nie chcąc komentować uporu kuzynki wobec jakichkolwiek innych magimedyków, niż on sam. Nie mówił oczywiście, aby Lorien nagle uznała, że nie będzie się u niego leczyć i poszuka kogoś innego, oczywiście że nie, ale naprawdę wolałby, aby w razie szczególnych przypadków, była gotowa pójść do poleconego przez niego eksperta. Miał jednak wrażenie, że do tego obecnie jej nie przekona. Może, skoro byli rodziną i doskonale wiedział że Lorien potrafiła korzystać ze swojej klątwy, sam powinien zrobić to samo, śladem starszej kuzynki, i użyć swojej choroby jako karty przetargowej. Mógł przecież na przykład spytać co będzie jeśli skończy na jakiś czas przykuty do łóżka bez możliwości prowadzenia jej klątwy.
– Zobaczę co i ile ci przepisać - powiedział więc po prostu, a potem skrzywił się nieco słysząc co Lorien uznawała za spokojne sąsiedztwo dla kogoś kto kategorycznie nie powinien się czymkolwiek stresować. - Little Hangleton? Mówimy o tym najbardziej przelętym miejscu w Angli, gdzie mają Las Wisielców, a ja znalazłem tam raz rozczłonkowane ciało, czy to jakaś kokurencyjna miejscowość emerytalna, a zbieżność nazw jest zupełnie przypadkowa?
Ton jego głosu sugerował, że absolutnie nie wierzył w tę drugą wersję. Little Hangleton... Co ona robiła w Little Hangleton? Ah no tak. Odpoczywała.
Chociaż mina Basiliusa przedstawiała jedynie silne skupienie, Lorien mogła od razu zauważyć, że wszystko trwało dłużej, niż zazwyczaj, a niektóre badania były powtarzane więcej niż jeden raz. Sam Prewett też częściej niż zwykle, przerywał wszystko, aby zerknąć do jej kartoteki.
Prawdę mówiąc niektóre badania Basilius powtórzył bardziej dla własnej korzyści, niż Lorien, nie dlatego, że były niejednoznaczne, a dlatego, że właśnie bardzo jednoznacznie sugerowały coś, co wraz z różnymi wyliczeniami, jej historią i obecną sytuacją nie przedstawiało korzystnej diagnozy dla kobiety. I w sumie czemu był tym taki zaskoczony? Wiedział, że to kiedyś musiało nadejść. Po prostu... Po prostu bardzo egoistycznie łudził się, że Lorien zwyczajnie pewnego dnia przemieni się w ptaka i już się nie odmieni, a nie że będzie musiał powiedzieć kuzynce w twarz, że jej czas się kończy.
I chyba dlatego paradoksalnie, zamiast wejść w tryb zmartwionego członka rodziny, po prostu przestawił się na tryb zupełnego profesjonalisty, a gdy ostatnie zaklęcie dało mu kolejne, pesymistyczne wyniki, Prewett posłał jej wyćwiczony uśmiech I podszedł do biurka, aby poczynić notatki.
– Przepraszam, potrzebuję jeszcze chwili. Proszę jeśli chcesz to w kuchni są ciastka, którymi możesz się częstować. Zaraz porozmawiamy.
– Zobaczę co i ile ci przepisać - powiedział więc po prostu, a potem skrzywił się nieco słysząc co Lorien uznawała za spokojne sąsiedztwo dla kogoś kto kategorycznie nie powinien się czymkolwiek stresować. - Little Hangleton? Mówimy o tym najbardziej przelętym miejscu w Angli, gdzie mają Las Wisielców, a ja znalazłem tam raz rozczłonkowane ciało, czy to jakaś kokurencyjna miejscowość emerytalna, a zbieżność nazw jest zupełnie przypadkowa?
Ton jego głosu sugerował, że absolutnie nie wierzył w tę drugą wersję. Little Hangleton... Co ona robiła w Little Hangleton? Ah no tak. Odpoczywała.
Chociaż mina Basiliusa przedstawiała jedynie silne skupienie, Lorien mogła od razu zauważyć, że wszystko trwało dłużej, niż zazwyczaj, a niektóre badania były powtarzane więcej niż jeden raz. Sam Prewett też częściej niż zwykle, przerywał wszystko, aby zerknąć do jej kartoteki.
Prawdę mówiąc niektóre badania Basilius powtórzył bardziej dla własnej korzyści, niż Lorien, nie dlatego, że były niejednoznaczne, a dlatego, że właśnie bardzo jednoznacznie sugerowały coś, co wraz z różnymi wyliczeniami, jej historią i obecną sytuacją nie przedstawiało korzystnej diagnozy dla kobiety. I w sumie czemu był tym taki zaskoczony? Wiedział, że to kiedyś musiało nadejść. Po prostu... Po prostu bardzo egoistycznie łudził się, że Lorien zwyczajnie pewnego dnia przemieni się w ptaka i już się nie odmieni, a nie że będzie musiał powiedzieć kuzynce w twarz, że jej czas się kończy.
I chyba dlatego paradoksalnie, zamiast wejść w tryb zmartwionego członka rodziny, po prostu przestawił się na tryb zupełnego profesjonalisty, a gdy ostatnie zaklęcie dało mu kolejne, pesymistyczne wyniki, Prewett posłał jej wyćwiczony uśmiech I podszedł do biurka, aby poczynić notatki.
– Przepraszam, potrzebuję jeszcze chwili. Proszę jeśli chcesz to w kuchni są ciastka, którymi możesz się częstować. Zaraz porozmawiamy.