28.01.2023, 18:13 ✶
Fergus sam nie do końca rozumiał swoje dziwne zachowanie, które ostatnimi dniami przybierało nawet na sile i miało związek nie tylko ze spotkaniem Sauriela w klubokawiarni Nory. Nie spodziewał się go tutaj, w tym różowym przybytku, brzdąkającego na gitarze ku uciesze gówniar przy stolikach. Ale może to właśnie jego obecność tłumaczyła jeszcze większe tłumy w postaci rozchichotanych dziewcząt, których głosy wbijały się w uszy niczym małe igiełki. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta, a atmosfera tak gęsta, że dało się ją ciąć, na przykład kocimi pazurami, które wysuwały się z rudawych łap opartych na blacie.
Jeszcze chwilę wcześniej wyobrażał sobie Salema niczym Kota w butach z mugolskich baśni, które czytywał mu w dzieciństwie dziadek. W cylindrze, eleganckich trzewikach i z muszką, na przykład w kształcie tuńczyka. Wyglądałby dostojnie na ślubie z Saurielem, marzącym zresztą o tym, by być kotem. Od miłości do nienawiści jednak krótka droga i tak się stało, że główny zalotnik kocura Figgów wypadł z gry.
Podrapał cię, prawda, Sauriel? Domyślił się, że coś jest nie tak. Że chłodne ręce nie są przyczyną przemarznięcia, a braku krążenia. Że rany zasklepiły się niemal od razu po tym, jak przestały stykać się z kocimi kłami. Nie zrozumiał, ale wie, że tak nie powinno być, że to nienaturalne. I chociaż Fergus złościł się, że Rookwood narażał swoją obecnością jego najlepszą przyjaciółkę; irytował z powodu ich zażyłej relacji i tego, że byli milsi wobec siebie bardziej, niż względem niego samego; zazdrościł im dobrego nastroju, gdy sam był kłębkiem nerwów, to też martwił się o Sauriela i jego tajemnicę. I to, że został odrzucony nawet przez kota, którego obecność sprawiała mu aż tyle radości.
Spojrzał niepewnie na Norę, a potem tylko skinął głową, gdy uznała pomysł ewakuacji za dobry. Ollivander zresztą nie widział innego wyjścia, obawiając się, że Salem naprawdę mógł narobić sporego rabanu. A jeszcze tego brakowało, by w kawiarni wybuchła panika spowodowana niezwykłym zachowaniem kota, który zazwyczaj opychał wszystkim pączki i kupony rabatowe. Zła reakcja zwierzaka mogła odbić się też na występach, z których panna Figg naprawdę się cieszyła, więc chociaż sam Fergus nie był zadowolony z obecności Sauriela, to jednak będzie musiał do tego przywyknąć. Na jakiś czas. I pilnować, by Norze albo Mabel nie stała się żadna krzywda, choćby przypadkiem.
Podążył za wampirem, który wyleciał z pomieszczenia niczym torpeda, zostawiając przyjaciółkę samą z jej pupilem, wtulonym w nią na jej własnych rękach.
- Będziesz musiał mu chyba zapewnić roczny abonament na rybę – stwierdził, wygrzebując z pudełka jednego papierosa i wcisnął go sobie do ust, oddając własność Saurielowi. Odpalił fajkę zapalniczką znalezioną we własnej kieszeni i oparł o ścianę budynku, zaciągając dymem. – Zwłaszcza, jeśli miałby coś przemilczeć – dodał, wzdychając, bo też nie wiedział, jak bardzo Rookwoodowi zależało na tym, by otoczenie nie wiedziało o jego stanie. Równie dobrze mógł mieć na to wylane, w przeciwieństwie do Fergusa, który nijak nie zaakceptowałby ostracyzmu skierowanego w jego przyjaciela. Bo nawet jeśli się złościł i mózg podpowiadał mu, że miał przed sobą trupa, to wciąż widział w nim przyjaciela. Obrócił głowę, wpatrując się w szybę, za którą odnalazł Norę wciąż ściskającą uwieszonego na niej Salema. Zdawali się o czymś poważnie rozmawiać.
Jeszcze chwilę wcześniej wyobrażał sobie Salema niczym Kota w butach z mugolskich baśni, które czytywał mu w dzieciństwie dziadek. W cylindrze, eleganckich trzewikach i z muszką, na przykład w kształcie tuńczyka. Wyglądałby dostojnie na ślubie z Saurielem, marzącym zresztą o tym, by być kotem. Od miłości do nienawiści jednak krótka droga i tak się stało, że główny zalotnik kocura Figgów wypadł z gry.
Podrapał cię, prawda, Sauriel? Domyślił się, że coś jest nie tak. Że chłodne ręce nie są przyczyną przemarznięcia, a braku krążenia. Że rany zasklepiły się niemal od razu po tym, jak przestały stykać się z kocimi kłami. Nie zrozumiał, ale wie, że tak nie powinno być, że to nienaturalne. I chociaż Fergus złościł się, że Rookwood narażał swoją obecnością jego najlepszą przyjaciółkę; irytował z powodu ich zażyłej relacji i tego, że byli milsi wobec siebie bardziej, niż względem niego samego; zazdrościł im dobrego nastroju, gdy sam był kłębkiem nerwów, to też martwił się o Sauriela i jego tajemnicę. I to, że został odrzucony nawet przez kota, którego obecność sprawiała mu aż tyle radości.
Spojrzał niepewnie na Norę, a potem tylko skinął głową, gdy uznała pomysł ewakuacji za dobry. Ollivander zresztą nie widział innego wyjścia, obawiając się, że Salem naprawdę mógł narobić sporego rabanu. A jeszcze tego brakowało, by w kawiarni wybuchła panika spowodowana niezwykłym zachowaniem kota, który zazwyczaj opychał wszystkim pączki i kupony rabatowe. Zła reakcja zwierzaka mogła odbić się też na występach, z których panna Figg naprawdę się cieszyła, więc chociaż sam Fergus nie był zadowolony z obecności Sauriela, to jednak będzie musiał do tego przywyknąć. Na jakiś czas. I pilnować, by Norze albo Mabel nie stała się żadna krzywda, choćby przypadkiem.
Podążył za wampirem, który wyleciał z pomieszczenia niczym torpeda, zostawiając przyjaciółkę samą z jej pupilem, wtulonym w nią na jej własnych rękach.
- Będziesz musiał mu chyba zapewnić roczny abonament na rybę – stwierdził, wygrzebując z pudełka jednego papierosa i wcisnął go sobie do ust, oddając własność Saurielowi. Odpalił fajkę zapalniczką znalezioną we własnej kieszeni i oparł o ścianę budynku, zaciągając dymem. – Zwłaszcza, jeśli miałby coś przemilczeć – dodał, wzdychając, bo też nie wiedział, jak bardzo Rookwoodowi zależało na tym, by otoczenie nie wiedziało o jego stanie. Równie dobrze mógł mieć na to wylane, w przeciwieństwie do Fergusa, który nijak nie zaakceptowałby ostracyzmu skierowanego w jego przyjaciela. Bo nawet jeśli się złościł i mózg podpowiadał mu, że miał przed sobą trupa, to wciąż widział w nim przyjaciela. Obrócił głowę, wpatrując się w szybę, za którą odnalazł Norę wciąż ściskającą uwieszonego na niej Salema. Zdawali się o czymś poważnie rozmawiać.
Koniec sesji